Inflacja 3%, a w portfelu 10% mniej. Coś tu się nie zgadza!

opublikowano: 06 października 2020

Jeśli wydaje Ci się, że cena wszystkiego, co kupujesz, wrosła, to dlatego, że tak się faktycznie stało. Oficjalne wskaźniki inflacji zarówno w Polsce, jak i USA określają stopę inflacji na bazie całego koszyka. Dlatego widzisz ogólny wskaźnik, który szalenie nie wzrósł, a jednak za 100 zł już nie kupisz tyle, ile kupowałeś przed pandemią. Dodatkowo słyszysz i czytasz, że banki centralne na całym świecie martwią się nawet o deflację. I w tym momencie masz wrażenie, że coś się jednak nie zgadza. Dlaczego wszyscy krzyczą, że ceny spadną, a Ty wydajesz więcej? Cóż, to właśnie statystyka, a jak mawiał pewien noblista: „Jeśli mój sąsiad codziennie bije swoją żonę, ja zaś nie biję jej nigdy, to w świetle statystyki obaj bijemy je co drugi dzień„.

Inflacja inflacji nierówna?

Czym jest inflacja opowiadaliśmy w artykule Inflacja – cichy zabójca pieniędzy. Pod koniec sierpnia amerykański bank centralny – FED, ujawnił nowy, elastyczny program średniego celu inflacyjnego (flexible Average Inflation Targeting – fAIT), który choć nadal nie zawiera ścisłych prognoz i szacunków liczbowych ku rozpaczy analityków, mówi o tym, że ​​przynajmniej do 2023 roku stopy procentowe będą na poziomie zerowym. To między wierszami oznacza, że FED nic nie zrobi z podnoszącą się inflacją.

Założenie jest ciekawe, ale wiąże się to z dwoma problemami. Po pierwsze, aby program FED działał, inflacja musiałaby być na tyle niska, aby nie przekraczać długoterminowego celu 2%. Po drugie, przekroczenie, gdy już wystąpi, musi być możliwe do opanowania. FED w swoim najgorszym scenariuszu zakłada więc, że będzie trwało tylko przez chwilę. Jednak obecnie wydaje się, że nawet oficjalne odczyty inflacji zarówno towarów, jak i płac, zaczynają znacznie rosnąć i mogą przekroczyć docelowy poziom już w 2021 roku.

To oznacza problem, bo większość tego, na co konsumenci w USA wydają pieniądze, zaliczyło wzrost cen, który już osiągnął cel inflacyjny założony przez FED. Ekonomiści zwracają uwagę na ogromną lukę między codziennymi doświadczeniami zakupowymi a roczną stopą inflacji wynoszącą 1,3% w sierpniu. Cena rzeczy, które kupują Amerykanie, rośnie znacznie szybciej, niż tych, których kupują bardzo mało albo wcale. Natomiast wskaźnik inflacji liczy się całościowo, więc kompletnie nie odzwierciedla tego, co się rzeczywiście dzieje.

W obecnym modelu pracy z domu wszystko się zmieniło. Prawo popytu i podaży jeszcze jest w mocy, bo przy większym popycie na dany towar lub usługę cena skoczy i odwrotnie. Zaczynając od kosztów żywności w domu, w którym spędzają czas Amerykanie, wzrost o 4,6% w sierpniu był nieunikniony w porównaniu z rokiem wcześniej. To największa taka zwyżka w USA od prawie dekady.

Inflacja chętnie kupowanych produktów w USA w ujęciu rok do roku w sierpniu 2020

Inflacja chętnie kupowanych produktów w USA w ujęciu rok do roku w sierpniu 2020
Źródło: U.S. Bureau of Labor Statistics

Natomiast w opuszczonych biurowcach i szkolnych stołówkach jedzenie jest o 3% tańsze. Niewielu pracowników teraz potrzebuje nowego garnituru lub sukienki, więc nastąpił spadek cen o 17%. Kosmetyki do makijażu potaniały o 3%. Nikt nie organizuje wyjazdów służbowych, w wyniku czego ceny pokojów hotelowych spadły o 13%, a bilety lotnicze nawet o 23%. Jednocześnie obecna sytuacja wywołała wzrost cen produktów takich jak rowery – wzrost o 6%, książki o 4%, gazety o 5%.

Inflacja niechętnie kupowanych produktów w USA w ujęciu rok do roku w sierpniu 2020

Inflacja niechętnie kupowanych produktów w USA w ujęciu rok do roku w sierpniu 2020
Źródło: U.S. Bureau of Labor Statistics

Nic zatem dziwnego, że Amerykanie dostrzegają, że wskaźnik 1,3% jest daleki od tego, co widać w ich portfelu. Myślę, że politycy po części mają ten sam dylemat. Komunikaty, które widzimy w sprawie inflacji są rozbieżne, bo nikt nie wie, czy deflacja za sprawą mocno taniejących produktów w czasie pandemii nie zagości na stałe, czy może inflacja na produkty o dużym popycie nie weźmie steru. Trudno to przewidzieć, ale w założeniu FED-u widać, że oczekują spadku tego popytu, a co za tym idzie cen na skutek wzrostu bezrobocia i niższych płac wśród Amerykanów. Dopłaty rządowe się skończyły, więc gotówki w portfelu będzie mniej na zakupy.

Jak znoszą inflację Polacy?

W Polsce sprawa wygląda bardzo podobnie. Wrześniowy odczyt inflacji zaskoczył analityków wzrostem rok do roku o 3,2%. Dla porównania miesiąc wcześniej stopa inflacji wynosiła 2,9%. Mimo wysokiego poziomu wskaźnika Polacy i tak mają wrażenie, że wydają dużo więcej, niż on prezentuje. Nic dziwnego, bo to żywność i energia napędzają naszą inflację. Co prawda opublikowane z początkiem września dane, to tzw. szybki szacunek, który będzie jeszcze rewidowany. Finalne dane o wrześniowej inflacji zostaną ogłoszone dopiero 15 października przez Główny Urząd Statystyczny (GUS). Wtedy też pojawi się szczegółowa struktura wskaźnika CPI w rozbiciu na poszczególne kategorie. Niemniej jednak już dziś wiadomo, że wskaźnik nie do końca odzwierciedli sytuację.

Inflacja, jak już pisaliśmy liczona jest w Polsce według systemu wag, opartego o badania budżetów gospodarstw domowych w 2019 roku. Ostatnia aktualizacja była zrobiona przez GUS w marcu 2020. Natomiast pandemiczna struktura wydatków Polaków wygląda już całkowicie inaczej niż przed rokiem. Transport, rekreacja i kultura, restauracje i hotele, czy odzież i obuwie spadły na niższe piętra potrzeb, podczas gdy żywność i opieka zdrowotna mocno wzrosły. Zatem odczyt 3,2% jest według mnie mocno zakamuflowany przez źle skonstruowany koszyk dóbr do badania.

Niestety retoryka, jaką prezentuje RPP (Rada Polityki Pieniężnej, która poniekąd przez swoje działanie ma wpływ na inflację) jest bardzo podobna jak w Stanach. Nikt nie zamierza podnosić stóp procentowych, bo według nich bardziej prawdopodobne jest, że zagości w Polsce deflacja, czyli spadek cen, a nie ich wzrost.

Jeden z członków RPP, prof. Eryk Łon, który znany jest ze swoich kontrowersyjnych poglądów, napisał ostatnio, że NBP (Narodowy Bank Polski) powinien nawet zwiększyć o jeden punkt procentowy dopuszczalne odchylenia inflacji. Przypomnę, że teraz cel inflacyjny wynosi 2,5% z dopuszczalnymi wahaniami o 1% w każdą stronę. Zatem zakres dopuszczalnej przez NBP inflacji wynosi 1,5% do 3,5%. Obecna inflacja prezentowana przez GUS wynosi 3,2%, wiec mieści się jeszcze w granicach normy NBP, bo czy to norma Polaków nie jestem pewna. Poza tym ja tu widzę pewną sprzeczność, bo jeśli inflacja jest według wspomnianego wyżej profesora na niemal optymalnym poziomie, to po co zmieniać odchylenia i wspominać o możliwej interwencji walutowej banku centralnego? Czyżby jednak zakładał, że w wyniku najniższych w historii stóp procentowych, wielu socjalnych wypłat oraz interwencji NBP i rządu, inflacja mogła skoczyć mocno do góry?

Eryk Łon z NBP

Źródło: NBP

Dlaczego inflacji towarzyszy spowolnienie?

Nie jestem adwokatem diabła, ale inflacja na odpowiednim poziomie nie musi oznaczać czegoś złego. Inflację mniej więcej do 2% lubią rynki akcji, lubią przedsiębiorcy, którzy mogą podnieść troszkę ceny, żeby napędzać rozwój. Przy deflacji byłoby to trudne, ponieważ ludzie nie akceptują wtedy wyższych cen. Przedsiębiorca ponosi ryzyko, że jeśli podniesie ceny, klient zamiast zapłacić więcej znajdzie ten sam towar taniej u konkurencji. Może zatem obniżyć swoje koszty i zejść z jakości. Tego też konsumenci też nie lubią, więc przedsiębiorca wstrzymuje nieuniknione i tnie coraz bardziej swoją marżę.

Wyższa inflacja powinna oznaczać większy procent na lokatach, a w Polsce zarobimy na nich okrągłe zero. Choć kredyt z tego samego powodu, czyli niskich stóp procentowych jest bardzo tani, to mamy spowolnienie gospodarki. Dlaczego więc ceny rosną? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Przedsiębiorcy musieli ostatnio podołać podwyżkom cen prądu, zmierzyć się z niedoborem siły roboczej, który podbijał wynagrodzenia oraz z wysokim wzrostem płacy minimalnej, który wymusił również podwyżki wśród osób lepiej zarabiających. W wyniku wciąż rosnących kosztów prowadzenia działalności, przedsiębiorcy w końcu podnieśli ceny i inflacja jeszcze przed pandemią w lutym wynosiła 4,7%. Potem w wyniku lockdownu popyt spadł do minimum, a koszty wcale nie. Lokale trzeba było dostosować do panujących warunków wirusowych. Natomiast po zniesieniu ograniczeń usługi momentalnie wystrzeliły z cenami. Żaden usługodawca już nie oglądał się na konkurencje, bo ona też podnosiła ceny.

Czy to już koniec wzrostów inflacji? Nie sądzę. Rząd wprowadza kolejną podwyżkę płacy minimalnej, a bank centralny wraz z rządem wpompowały w gospodarkę setki miliardów, chcąc uniknąć recesji. To wszystko w połączeniu z wprowadzonymi wcześniej programami socjalnymi znacząco podniosło podaż pieniądza w gospodarce. A to niekwestionowany czynnik wzrostu cen.

Nie tylko Polska w tym zakresie stała się krajem absurdu. Po prostu prawa ekonomii od czasu wdrożenia różnych narzędzi zwiększania podaży pieniądza w obiegu mają już mniejszą rację bytu. Jedno jednak pozostało bez zmian. Obserwujemy niechęć do podnoszenia stóp, bo rządy lubią wysoką inflację, dlaczego tak jest?

Dlaczego rządy nie mają nic przeciwko inflacji?

Każdy rząd jest poniekąd beneficjentem zjawiska inflacji. Dzięki wyższym cenom ma mniejsze długi do spłacenia i wyższe wpływy z tytułu podatku VAT. Zasadniczo każdy dłużnik cieszy się z inflacji, bo w przyszłości spłaci mniej, dlaczego więc rządy miałyby się nie cieszyć. Inflacja wprost zmniejsza realne koszty obsługi długu, którego nasz kraj ma ostatnio całkiem dużo. Poczytasz o tym tutaj. Jest ukrytą formą podatku, który pozytywnie wpływa na dochody budżetowe, a przy okazji powiększa nominalny poziom PKB, co ważne nie powiększając przy tym nominalnego długu. Dopóki stopy procentowe nie są podnoszone, rząd na inflacji zyskuje. Nic zatem dziwnego, że zamiast podnosić stopy procentowe, słyszymy w Polsce o rozszerzaniu odchyleń celu inflacyjnego, czy też powiększeniu konstytucyjnego poziomu długu.

Procent wartości długu publicznego w Polce vs PKB

Procent wartości długu publicznego w Polce vs PKB
Źródło: bankier.pl

Tarcza antykryzysowa kosztowała nas sporo. Procent długu do PKB poszybował w górę. Pierwsza wartość jak widzimy, jest mniejsza, bo nie uwzględnia ani tarczy antykryzysowej PFR, ani Funduszu Przeciwdziałania Covid-19 utworzonego w BGK. Natomiast według tzw. metodologii unijnej, która bierze pod uwagę te dwa obciążenia, już przekraczamy konstytucyjny limit 60%. Zatem nic lepszego naszego rządu nie mogło spotkać, jak wysoka inflacja, która regularnie obcina nasze dochody i oszczędności.

Do zarobienia!
Agata Paluch

87
3

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

87
3


Przeczytaj także:

Ankieta

Co jest bardziej prawdopodobne w 2021 roku?

  • Bitcoin po 100 tys. USD
  • Złoto po 2 tys. USD
  • Nasdaq po 15000 pkt

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: