Polska bankrutem Europy? Ukryty dług publiczny ciągle rośnie

opublikowano: 23 kwietnia 2020

Większość może kojarzyć tablicę elektroniczną na zbiegu ulic Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich w Warszawie prezentującą aktualną wysokość długu publicznego. Rosnące z zatrważającą prędkością cyferki budzą w większości przychodniów emocje z pogranicza „za ile autobus?” i „ciekawe co będzie dzisiaj na obiad?”. Czyli, krótko mówiąc, niewiele ich to interesuje. Może się to zmieni, gdyż stosunkowo niedawno (w 2015 roku) ujawniono, że wartość prezentowanego długu publicznego wzrosła… 5-krotnie, a gdy dołożyć do tego obciążenie z tytułu tarczy antykryzysowej i finansowej, jakie obecnie wdrażane są przez rząd i NBP w połączeniu z Polskim Funduszem Rozwoju, całość wzrośnie jeszcze bardziej.

Jawny dług publiczny Polski na tle Europy

Do niedawna w mediach słyszeliśmy od zdecydowanej większości dziennikarzy i polityków (wszystkich partii), iż dług publiczny Polski oscyluje od wielu lat w przedziale 45% – 55% PKB, więc może nie jest za dobrze, ale za to stabilnie. Nominalnie dług publiczny wynosi 1 bln zł, czyli, jak tłumaczono większości społeczeństwa, „to taka jedynka i duuuuużo zer, ale mniej niż w innych krajach Europy, więc nie ma się czym przejmować. Powinniśmy wręcz być dumni z tego, że radzimy sobie lepiej niż sąsiedzi”.

Dług sektora rządowego i samorządowego w Polsce (mln zł)

Dług sektora rządowego i samorządowego w Polsce (mln zł)
https://www.forbes.pl/

Kluczowym słowem w prezentowanych danych jest „jawny”. Ten ważniejszy, czyli ukryty dług publiczny, jest skrzętnie przemilczany od lat. Jedynie nieliczni ekonomiści zajmowali się jego obliczaniem, zwracając uwagę na jego astronomiczną wysokość. Byli jednak traktowani przez znakomitą większość jako wichrzyciele podważający wypłacalność państwa. Aż do teraz.

Dług sektora rządowego i samorządowego w stosunku do PKB w wybranych krajach Strefy Euro [%]

Opracowanie DNA Rynków

Ukryty dług publiczny – gospodarcza tajemnica poliszynela

Stosunkowo niedawno ktoś w parlamencie europejskim, zapewne nie z własnej nieprzymuszonej woli, doszedł do wniosku, że nie można już dłużej zamiatać pod dywan wartości uprawnień emerytalno-rentowych gospodarstw domowych nabytych w ramach ubezpieczeń społecznych. Czyli, tłumacząc z polskiego na nasze, należy ujawnić wysokość długu publicznego powiększonego o wartość przyszłych rent i emerytur, które państwo musi wypłacić w emerytom i rencistom pomniejszoną o już zgromadzone składki. Tym oto sposobem w życie weszło rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Radu UE nr 549/2013 nakazujący m.in. naszemu GUS-owi podawanie wartości ukrytego długu publicznego. GUS będzie podawał te dane co 3 lata. Pierwszy raz podał je w 2015 roku. I nagle okazało się, że wartość długu publicznego na koniec 2015, roku zgodnie z wyliczeniami GUS urosła z niecałego 1 biliona PLN do 4,96 biliona PLN, czyli 275% PKB. Za 81,8% dodatkowych 3,96 biliona PLN odpowiada, jak się pewnie domyślasz, ZUS.

Wartość nabytych uprawnień emerytalno-rentowych w Polsce w relacji do PKB na koniec 2015 (po lewej) oraz udział nabytych uprawnień emerytalno-rentowych w uprawnieniach ogółem na koniec 2015 (po prawej)

Wartość nabytych uprawnień emerytalno-rentowych w Polsce w relacji do PKB na koniec 2015 (po lewej) oraz udział nabytych uprawnień emerytalno-rentowych w uprawnieniach ogółem na koniec 2015 (po prawej)
Źródło: https://businessinsider.com.pl

Jak prezentowały się wtedy liczby? Oprócz ZUS-u, który zgarnia lwią część, pozostałe zobowiązania wyglądają jak kropla w morzu:

  • KRUS 325 mld PLN
  • Służby mundurowe 392 mld PLN
  • Świadczenia wobec sędziów i prokuratorów 34 mld PLN
  • OFE 140,5 mld PLN

Na koniec trzeciego kwartału 2019 wartość ukrytego długu publicznego wynosiła 4,81  biliona PLN, co stanowi 212,4% PKB Polski. Czyli jest trochę lepiej, ale nadal słabo.

Ktoś powie, „ale zaraz, chwila, przecież pracuję od X lat, co miesiąc płacę składki na ZUS, które są przecież księgowane na moim indywidualnym koncie, więc na moją emeryturę wystarczy pieniędzy. Więc skąd ten ukryty dług publiczny?” Już tłumaczę.

Emeryci straszniejsi od koronawirusa

Warto sobie wyjaśnić, jak działa obecny system emerytalny. Jest on oparty o tzw. system repartycyjny, czyli państwo zabiera nam z naszych pensji ok. 32% w formie składek na tzw. ubezpieczenia społeczne. Z tych składek, odebranych aktualnie pracującym osobom, wypłacane są szczęśliwym staruszkom dzisiejsze emerytury i renty. Z kolei na naszych indywidualnych kontach emerytalnych państwo jedynie zapisuje, ile jest nam winne w przyszłości – bo jak już wiemy, nasze aktualnie zebrane pieniądze powędrowały do obecnych emerytów.

Na naszych kontach pojawia się jedynie zapis księgowy/obietnica otrzymania tych pieniędzy w przyszłości (nie faktyczne pieniądze). Wartość tych obietnic jest właśnie ukrytym długiem Polski i w trzecim kwartale 2019 roku wynosił on wspomniane 212,4% PKB. W przybliżeniu to tak, jakby zarabiać 1000 zł, a być winnym 2124 zł. Wygląda na to, że naszej gospodarce w większym stopniu grozi załamanie spowodowane nie tyle pandemią apokaliptycznego mikroba, co naturalne zjawisko starzenia się społeczeństwa.

Kropla, która przepełni czarę goryczy?

To jasne, że nie grozi nam sytuacja, w której pewnego pięknego dnia nasze państwo będzie musiało wyczarować z kapelusza niemal 5 bilionów złotych. Zobowiązania emerytalne będą wypłacane za jakiś czas, miesięcznie, coraz większej liczbie emerytów ze składek coraz mniejszej liczby pracujących. I tu może być największy problem. Kwota zastąpienia, czyli ile procent ostatniej naszej pensji będzie wypłacane nam jako emerytura wynosi obecnie ok 56%. Za 25 lat szacuje się ją na ok. 26%.

W kontekście tak przepotężnych zobowiązań publicznych dodatkowe obciążenia systemu tarczami antykryzysową i finansową na łącznie 300 mld zł wydają się w dłuższym terminie marginalne. Po ich uwzględnieniu, tegoroczny jawny dług publiczny dojdzie według prognoz do granicy 54%, co oznacza wzrost o około 7% w stosunku do dziś. Tylko, że w kontekście prawdziwego zadłużenia to wciąż kropla w morzu problemu.

Sposobów na rozwiązanie tego problemu może być kilka, niestety, każdy z nich jest niepopularny – podniesienie wieku emerytalnego, lub wzrost wysokości składek na ZUS. Nic dziwnego, że żadna ekipa rządząca nie kwapi się do ich wprowadzenia. Ale na szczęście wartość 4,81 biliona PLN jest jedynie szacunkiem GUS, który, mocno zależy od stopy dyskontowej. W związku z tym że zobowiązania ZUS wobec przyszłych emerytów są odroczone w czasie, by obliczyć ich aktualną wartość, należy je zdyskontować. W tym celu w obliczeniach przyjęto wysokość stopy dyskontowej na poziomie 5%. Jeśli podniesie się ją jedynie o 1%, wartość wymaganych uprawnień spadnie o ok. 700 mld PLN. Zawsze możemy liczyć na to, że w przypadku kryzysu systemu emerytur, jeśli zawiedzie siła gospodarki czy decyzyjność rządzących, z pomocą przyjdzie nam kreatywna matematyka.

Do zarobienia
Maciej Kietliński

81
1

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

81
1


Może Cię zainteresować również:

Ankieta

Gdzie prognozujesz rynek (WIG) na koniec 2020?

  • Ponad 10% w górę
  • Konsolidacja -10 do +10%
  • Ponad 10% w dół

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: