Sposoby na najczęstsze błędy psychologiczne KAŻDEGO inwestora | DNA Rynków #336

Sposoby na najczęstsze błędy psychologiczne KAŻDEGO inwestora

W poprzednim odcinku rozmawialiśmy o tym, jakie błędy psychologiczne inwestorzy popełniają najczęściej (zobacz na: „Najczęstsze błędy psychologiczne KAŻDEGO inwestora | DNA Rynków #335”). W tym skupimy się na możliwych rozwiązaniach tych problemów i porozmawiamy o tym, co inwestor może zrobić, żeby spróbować ich uniknąć. Pamiętaj, że o samej psychologii inwestowania mamy przygotowany również inny bardzo obszerny wpis „Psychologia inwestowania, jakie błędy popełniasz, inwestując, dlaczego na nich tracisz i jak ich unikać?”. Jeśli nie możesz oglądać nagrania, to poniżej znajdziesz również pełną transkrypcję z tej rozmowy.

Jeśli decydujesz się na oglądanie, a nie czytanie artykułu to gorąca prośba o zostawienie suba 🙂 Dzięki temu nie ucieknie Ci kolejny odcinek!

Obejrzyj odcinek DNA Rynków #336

Sposoby na nasze najczęstsze błędy psychologiczne w inwestowaniu

Poniżej znajdziesz pełną transkrypcję rozmowy Pawła (PC) z Łukaszem Mickiewiczem (ŁM):

PC: W poprzednim odcinku przedstawiliśmy z Łukaszem sześć najważniejszych naszym zdaniem błędów psychologicznych. W tym skupimy się na rozwiązaniach, które można wdrożyć, żeby tych błędów starać się uniknąć. Na początku przypomnijmy może jakie błędy wymieniliśmy. Co było najważniejsze według Ciebie?

ŁM: Ja mówiłem o nadmiernym handlowaniu, zbyt dużej pewności siebie oraz kotwiczeniu.

PC: Ja opowiadałem o teorii perspektywy, czyli tym, że straty bolą zdecydowanie silniej, niż cieszą zyski, a także o efekcie unikania strat oraz pułapce gracza i braku poszanowania prawa regresji do średniej. Swoje pomysły na rozwiązania problemów zacznę od teorii perspektywy. Niestety według wszelkiej mojej wiedzy i doświadczenia, jesteśmy jako ludzie tak zbudowani, że niestety nie da się tego w łatwy i skuteczny sposób zmienić. Mamy w mózgu starą „gadzią” część, która reaguje automatycznie i drugą, która sprawia, że jesteśmy bardziej refleksyjni. Niestety w wielu przypadkach automatyzacja naszych procesów działa bardzo szybko i sprawnie, a przez to niemożliwe praktycznie jest jej wyłączenie i zmiana perspektywy postrzegania zysków i strat. Tak jesteśmy zbudowani, żeby za wszelką cenę starać się unikać strat. Jedyne co przychodzi mi do głowy, mając w świadomości to, że ciężko jest cokolwiek z tym błędem zrobić, to niewymaganie przesadnie wysokich stóp zwrotu lub zysków. Chodzi mi o to, że potencjalne straty, które łączą się z bardzo dużymi zyskami, niestety będą nas bolały o wiele bardziej, niż te zyski. Jeśli więc podchodzimy do inwestowania w ten sposób, że chcemy zarobić tysiące procent, bo jesteśmy jedyni w swoim rodzaju i najlepsi, to musimy pogodzić się z o wiele większą stratą, która de facto będzie nas naturalnie bolała o wiele bardziej niż te możliwe do osiągnięcia zyski.

ŁM: Z tym się zgadzam. Chcąc osiągnąć wielkie zyski, trzeba pogodzić się z tym, że będzie nas to kosztowało bardzo dużo emocji.

PC: Pytanie tylko, czy można się z czymś takim pogodzić. Wydaje mi się, że to niemożliwe, chociaż byłoby jakimś rozwiązaniem. Pomyślałem jeszcze o tym, że można by podzielić swój majątek na takie dwa portfele. Jeden będzie agresywny, gdzie chcemy zarabiać tysiące procent, bo przecież jesteśmy wyjątkowi, ale ten portfel stanowiłby proporcjonalnie niewielką część naszego majątku. Ta druga o wiele większa część byłaby inwestowana o wiele bardziej ostrożnie. Mamy więc szansę się wyżyć, ale jednocześnie jest też część portfela, która daje nam poczucie bezpieczeństwa. Takie działania przychodzą mi do głowy, żeby poradzić sobie z teorią perspektywy.

ŁM: Pomysły dobre, też mi przyszły na początku podobne do głowy. De facto, jeśli nie doceniasz aż tak wysokich zysków, a bolą Cię wysokie straty, to powinieneś przede wszystkim ograniczać ryzyko, a to robisz głównie przez dywersyfikację. Bierzesz więcej spółek, czy myślisz w kategoriach portfela, a nie pojedynczej inwestycji. Tu naturalnie pojawi się pewnie skojarzenie z funduszem inwestycyjnym, który dla wielu inwestorów lubiących inwestować samodzielnie jest czymś mało atrakcyjnym. To jest dylemat, czy próbować samemu osiągnąć wyniki ryzykując, czy iść w stronę szerokiej dywersyfikacji. Dobrze to widać na rynku. W końcu, jakie są najpopularniejsze fundusze w Polsce, jeśli chodzi o szeroki rynek wszystkich inwestorów?

PC: Dłużne, te domyślnie bardziej bezpieczne.

ŁM: Dokładnie, obligacyjne. One idealnie wpisują się w ten sposób na poradzenie sobie z teorią perspektywy. Są dla osób, które chcą mieć trochę większych zysk, ale boją się dużych strat. Jeśli jednak ktoś takiego funduszu za wszelką cenę nie chce, no to niestety pozostaje mu być świadomym tego, że przy chęci dużych zysków muszą się pojawić w końcu większe straty. Niestety mnóstwo osób ponosi ten emocjonalny wydatek często nawet nieświadomie. Siedzą i śledzą ten rynek, wciąga ich on, zamiast spędzać czas jakkolwiek inaczej, to oni siedzą i myślą, jak to jutro się otworzy ta giełda.

PC: Zgadzam się, że nie ma prostych rozwiązań. Dywersyfikacja, o której wspomniałeś jest jakimś dodatkowym sposobem na to, żeby rozłożyć sobie to ryzyko i uniknąć dużej straty, a jakie masz rozwiązanie na swój pierwszy problem?

ŁM: Na początku mówiłem o nadmiernym handlowaniu. Ja wiem, że patrząc po czasie na te dołki i górki, to wszystko jest takie łatwe, ale rzeczywistość jest trochę inna. Ja przechodząc przez takie rynkowe załamania i chcąc uniknąć takiego problemu, żeby sprzedawać coś, co uważam, że jest obecnie tanie, a jednocześnie nie mam żadnego innego pomysłu na to, co mógłbym innego kupić za te pieniądze, to ja wolę ten swój portfel przetrzymać. Nie handlować nim za dużo. Gdy są złe informacje, to muszą wystąpić spadki, a im tych informacji więcej, tym spadki większe. Pamiętając o tym, łatwiej jest podejmować jakieś mniej emocjonalne decyzje. Alternatywą są tu Stop Lossy, które podejrzewam, że zaproponujesz jako jedno z rozwiązań innych swoich problemów.

PC: Tak, ale o tym za chwilę. W przypadku nadmiernego handlowania to co mi przychodzi jeszcze do głowy, żeby zdać sobie sprawę z tego, czy taki problem w ogóle u inwestora występuje, to sprawdzenie ile w skali roku zapłaciłem prowizji dla Biura Maklerskiego. Może się okazać, że jak porównam tę kwotę do swojego zysku z inwestycji, to raptem okaże się, że będzie srogie zdziwienie. Może się okazać, że ten wielki handel, śledzenie informacji i analizy przynoszą stosunkowo niską stopę zwrotu, a ograniczenie tego mielenia akcji efektywnie sprawiłoby, że stopa zwrotu będzie wyższa.

ŁM: Pomyślałem sobie, że nawet można to połączyć z tym pierwszym rozwiązaniem, o którym wspomniałeś. Jakąś część gotówki trzymasz, inwestujesz bardzo portfelowo przez fundusze ETF, czy zwykłe fundusze i tego nie dotykasz, a inną część inwestujesz na giełdzie i próbujesz zarobić więcej. Po roku, dwóch, trzech zobaczysz, jakie były koszty tu i tu oraz jaką masz stopę zwrotu. Wtedy będziesz wiedzieć, czy opłacało się w twoim przypadku tyle mielić akcjami. Było to nawet przebadane przez naukowców, że inwestorzy, którzy robili tych transakcji dużo mniej, mieli o wiele lepszy wynik bliższy indeksom, niż tacy, którzy handlowali jak szaleni.

PC: To przejdźmy teraz płynnie do mojego drugiego błędu, jaki wymieniłem, czyli nierespektowania prawa regresji do średniej oraz pułapce gracza. Kłopot z tymi błędami jest taki, że niezależnie od tego, czy kupimy lub sprzedamy w hossie, lub bessie, to zawsze go popełnimy. Ważne, żeby wiedzieć, jaki błąd popełniamy w którym momencie. Gdy jest hossa, a my kupujemy, to de facto mówimy, że akcje rosły i będą rosły dalej, a jeśli jest bessa i my sprzedajemy, to mówimy, że akcje spadają i będą spadały. W efekcie nie respektujemy prawa regresji do średniej. Postępując odwrotnie, popadamy w pułapkę gracza. Jak sobie z tym poradzić? Wydaje mi się, że jedyne co da radę rozwiązać ten problem, to wyznaczenie sobie jakiegoś twardego punktu, np. kierowanie się 200-sesyjną średnią. To tylko wymyślony przeze mnie przykład. To może być średnia 50-sesyjna, 10-sesyjna. Wszystko jedno, chodzi o to, żeby wybrać jakiś pułap i odnosić swoje decyzje do niego. Dla przykładu: nie kupować tego, co jest powyżej 20% od wybranej średniej. Z drugiej strony tak samo należy się wtedy zachowywać przy spadkach. Kurs poniżej 20% od średniej oznacza, że znowu powinniśmy poczekać. Nakładając takie ograniczenia, narzucamy w rzeczywistości pewien limit na ten błąd, który możemy popełnić. Oczywiście nie ma tu żadnej gwarancji, że na takim podejściu nie stracimy, ale jakoś rozwiążemy te emocje. Drugi sposób, który przychodzi mi do głowy, to taki który powtarzam też już od wielu, wielu lat, czyli inwestowanie łyżeczką, a nie chochlą. Jeśli coś rośnie, a Ty boisz się zainwestować, bo przecież może spaść, ale jednocześnie boisz się też, że uciekną Ci wzrosty, to zainwestuj na przykład trzy razy po 30 procent swojego kapitału przeznaczonego na tę inwestycję. Tylko tak jak kupujesz łyżeczką, tak samo sprzedawaj łyżeczką. To musi być spójne zachowanie, więc jeśli coś spadło 5%, to nie ma panikowania i wyprzedaży wszystkiego, bo jak odbije, to będziesz sobie mocno pluł w brodę. Te dwa pomysły według mnie dają jakąś szansę na zmniejszenie konsekwencji tych dwóch problemów, które i tak popełnimy.

ŁM: Jasne, te dwa podejścia faktycznie rozwiązują tutaj wiele z tych problemów. Ja też wprowadziłem u siebie kilka sztywnych zasad. Gdy widzę, że jakiś rynek rośnie, ja go nie mam, a chciałbym tam wejść, bo czuję, że jest atrakcyjny, to mimo wszystko nie dotykam się do niego przez pierwszy miesiąc. Będzie mnie kusiło oczywiście, ale mam taką zasadę pierwszego miesiąca. Popatrzę na bitcoina za 50 tysięcy dolarów i pomyślę, że jeszcze niedawno był po 60, więc super okazja. Przecież to kilkanaście procent potencjału zysku. Jeśli coś potrafiło rosnąć rok albo dłużej, to czy po jednym miesiącu albo tygodniu, faktycznie cena jest już niska? Teraz w marcu i kwietniu 2020 faktycznie mieliśmy pierwszy w historii przykład, że po tak dynamicznych spadkach mamy odbicie. Wcześniej nic takiego się nie wydarzyło.

PC: A co z przytoczonym przez Ciebie efektem myślenia wstecznego?

ŁM: To też trochę powiązane jest ze średnią. Głównym problemem jest myślenie, że na rynku można było coś przewidzieć. Jak wpadniesz w tę pułapkę, to będziesz myśleć „Mogłem zarobić na Bitcoinie”, a jak nie wpadniesz, to powinieneś myśleć „Nie kupiłem go, miałem jakieś swoje argumenty, a teraz powinienem raczej zastanowić się, co może się z nim stać. Jeśli chcę go kupić, to po ile i dlaczego”, a nie myśleć w kategoriach, że coś się wydarzyło, a ja mogłem to przewidzieć. Nie mogłeś. Najlepszym rozwiązaniem takiego myślenia będzie myślenie o scenariuszach. Budujesz portfel w oparciu o różne scenariusze. Na przykład, czy dolar będzie mocny, czy będzie słaby? Jak będzie słaby, to dalej szansa na dobre trendy na rynkach wschodzących i na polskich akcjach, więc różne akcje powinny rosnąć. Możesz myśleć o tym, w jakim stopniu pandemia jeszcze dotknie gospodarki. Możesz myśleć o tym, co dalej wydarzy się z rentownościami. Jak wzrosną za bardzo, to zablokują wzrosty na złocie czy na akcjach. Czy pojawi się inflacja? Jeśli tak, to świetnie dla złota, nieźle dla akcji, a słabo dla obligacji. Jeśli rozumiesz, że nie wiesz, co wydarzy się w przyszłości, to powinieneś nastawić się na różne scenariusze i wiedzieć jaka część twojego portfela jest dedykowana na jaki scenariusz. To też zwiększa świadomość tego, co może się zadziać i łatwiej jest też przetrwać przez te dołki.

PC: Te scenariuszowe podejście, to ciekawa sprawa. Ja w paru odcinkach DNA w tamtym roku stawiałem pewne prognozy dotyczące rynku akcji, nieruchomości, czy CD Projektu i za każdym razem podawałem różne scenariusze z przypisanym przeze mnie subiektywnie prawdopodobieństwem. Te scenariusze oczywiście wyczerpywały całe spektrum możliwości od bardzo mocnych wzrostów do bardzo mocnych spadków, bo przecież nie wiem, co na pewno się wydarzy. Mogę tylko bazować na przewidywaniach dotyczących jakiegoś poziomu prawdopodobieństwa danego zdarzenia. Część osób jednak takie podejście traktuje jako brak wiedzy, bo co to za analiza, która mówi o wszystkim. Takie osoby oczekują, że istnieje jakaś magiczna kula z jedną wersją przyszłości, ale jeśli zdajesz sobie sprawę z efektu myślenia wstecznego, to wiesz, że te scenariusze są konieczne. To tylko analiza wsteczna jest zawsze skuteczna. Tymczasem sporo osób analizę scenariuszową traktują jako słabość prognozy, a nie jej siłę. Moim zdaniem tacy inwestorzy mają o wiele większy problem z uniknięciem problemu myślenia wstecznego. To, co mi pomaga jeszcze w unikaniu tego błędu, to tzw. dziennik inwestora. Zawsze mogę do niego wrócić i sprawdzić, że jakaś inwestycja w ogóle nie pojawiała się w moim horyzoncie. Ciężko mieć wtedy pretensje do siebie o to, że czegoś nie kupiłem, skoro w ogóle o tym nie myślałem. Gdyby 10 lat temu zapytać ludzi, czy chcą trochę Bitcoina za dolara, to by nas wyśmiano, ale gdyby to samo wydarzyło się dzisiaj, to wszyscy byliby chętni, a to dlatego, że wiemy, co się wydarzyło.

ŁM: Jeszcze nawet rok temu jakbyśmy chcieli sprzedać komuś Bitcoina za 10 tysięcy dolarów, to zainteresowanie byłoby dużo mniejsze niż dzisiaj za 60 tysięcy USD.

PC: No tak, bo już wiemy, że rośnie. Ja jako ostatni problem podnosiłem efekt unikania strat i straszną niechęć do ich realizacji. Tutaj jako sposób na unikanie ich również wymieniłbym taką twardą granicę, jak np. Stop Lossy. Dla każdego inwestora ten poziom będzie inny, ale jeśli nasza inwestycja dotknie tego naszego poziomu straty, to co by się nie działo, wychodzimy z niej. Tak, na pewno wtedy na niej stracimy, ale dzięki temu na pewno też nie będzie ona z nami o końca świata i jeden dzień dłużej. Nie będziemy też mieli pokusy dopłacania do tego worka jak ja w przypadku swojego nieszczęsnego EURJPY. Poza stosowaniem zleceń Stop Loss, sprawdzi się tu również wspominane wcześniej podejście wychodzenia łyżeczką, a nie chochlą. Ostatni pomysł i do tego najtrudniejszy to próba zmiany punktu odniesienia. Podejście do tej inwestycji z założeniem, że już jej nie mam. To strasznie trudne, bo na rachunku dalej straszy nas ten wielki minus, ale gdyby się to udało, to jesteśmy już jeden krok bliżej do wyjścia z tej nietrafionej inwestycji.

ŁM: Ja ogólnie Stop Loss nie lubię. Nie sprawdziły mi się i od nich odszedłem, ale zaraz o tym opowiem. Ta zmiana punktu odniesienia jest ciekawa. Gdy ja inwestuję za pomocą kontraktów na indeksy, to nigdy nie sprawdzam ceny kontraktu tylko sam indeks. Nie wiem wtedy dokładnie ile zarobiłem, albo ile straciłem. Mogę się jedynie domyśleć, jaka jest cena kontraktu, ale zauważyłem, że inaczej reaguję, gdy patrzę na rachunek i widzę minusy albo plusy, niż jak patrzę na sam indeks. To też forma zmiany punktu odniesienia, która zrzuca trochę tego ciśnienia.

PC: Ale Stop Loss mówisz, że nie są dla Ciebie.

ŁM: Próbowałem to robić, ale z reguły to wyrzuca w jakimś niskim punkcie. Wiele razy miałem taką sytuację, że miałem jakąś spółkę przez jakiś czas, stop loss mnie wyrzucił, mija pół roku, a ona nagle jest 300% wyżej. Spokojnie wystarczyło poczekać i można było wychodzić z zyskiem.

PC: Teraz zobaczyliśmy właśnie efekt myślenia wstecznego u Łukasza 😀

ŁM: Haha, no tak, ale to doświadczenie przekonało mnie o tym, że ja wolę postawić sobie bardziej samodzielną granicę kontroli ryzyka niż ustawiać Stop Loss. Wolę poczekać chwilę i wyjść bliżej średniej niż na wielkich spadkach. Oczywiście ryzyko jest takie, że trafię na takie wydarzenie, które dany trend zmieni kompletnie i cena już nigdy nie wróci, do takiej, która mnie satysfakcjonuje, ale wtedy też warto pomyśleć w kategoriach, czy dana spółka albo rynek ma szansę wrócić do tej średniej.

PC: A co z wspominanym przez Ciebie efektem zakotwiczenia?

ŁM: Patrzenie na cenę w kontekście jakiegoś poziomu ma dwojakie znacznie, bo z jednej strony masz analizę techniczną i masę osób, która patrzy na te poziomu wsparcia i oporu, a w efekcie tego te poziomy faktycznie zaczynają mieć jakieś rynkowe znaczenie. Z drugiej strony to nie jest rozwiązanie naszego problemu. Według mnie dobrze patrzeć na dany poziom ceny przez pryzmat fundamentów. Weźmy taki CD Projekt, który dziś kosztuje około 190 zł i powstaje pytanie, czy wiedząc, jak wygląda jego sytuacja dziś, faktycznie ma on szanse na monetyzację tych gier w taki sposób, który będzie uzasadniał wyższą cenę. Żeby CDR wrócił do tych samych poziomów, to rynek znowu musiałby napalić się na jakąś grę, kurz musiałby opaść, itd. Sam fakt, że kiedyś był na poziomie ponad 400 złotych to jednak za mało.

PC: Myślę, że w przypadku efektu zakotwiczenia większość inwestorów operuje w okolicach swojego poziomu zakupu. Patrzę, gdzie było maksimum albo minimum oraz to gdzie JA kupiłem i to przez pryzmat tych trzech wartości sprawdzają, jaki jest potencjał do ewentualnych zysków lub strat. Akcja każdej firmy może spaść do zera i tak samo akcja każdej firmy może poszybować w kosmos (patrz GameStop). Nie powinno więc trzymać się swoich punktów odniesienia na poziomie max i min. Warto jednak wyznaczyć sobie swój własny poziom chciwości i poziom strachu, który będzie dla inwestora odpowiedni. Na przykład „chcę zarobić 30%, ale mogę stracić 10%”. Nie patrzę wtedy na to, co było kiedyś, tylko ustawiam swoje własne punkty odniesienia, które są dobre dla mnie. Ja nie jestem w stanie znaleźć żadnego powodu, dlaczego jakiś historyczny poziom akcji czy indeksu miałby w magiczny sposób wpływać na to, że będzie to poziom oporu albo wsparcia, do którego będzie ciągnął kurs.

ŁM: Żeby być pewnym, że coś wróci do danego punktu, to musiałbyś mieć dokładnie te same warunki rynkowe, które miałeś. Te same decyzje wszystkich inwestorów, tę samą wiedzę, itd. Faktycznie każdy jest najbardziej zakotwiczony na cenie około swojej ceny zakupu i ja nie znalazłem sposobu na poradzenie sobie z tym. To jest w nas tak silnie zakorzenione, że naprawdę trudno się tego pozbyć. Nawet jak nie patrzysz na rachunek maklerski, ile tam dzisiaj zyskałeś albo straciłeś, to nie zapomnisz, w okolicach jakiej ceny kupiłeś. Będziesz wiedzieć, jak tylko spojrzysz na obecną cenę, czy pozycja powinna się świecić na zielono, czy na czerwono.

PC: Odnosząc to jeszcze do 2008 roku. Pamiętam, że chciałem kupować akcje KGHM po 20 zł, a one w swoim minimum spadły do bodajże 20,02 zł. Ja stwierdziłem, że ja chcę kupić za 20 złotych, a nie jakieś 20,02. Na pewno jakieś leszcze mi to oddadzą. Niestety nie oddały, a kurs zaczął rosnąć. Do tej pory pamiętam tę sytuację, jaka to była dla mnie wielka „strata”. Moim punktem odniesienia dalej dla KGHM jest te symboliczne 20 złotych, a przecież kurs już nigdy od tamtej pory podobnych poziomów nie widział.


Do zarobienia!
DNA Rynków

40
0

Oceń materiał!

40
0


Może Cię zainteresować również:

Ankieta

Jakiego sektora analizę chciałbyś przeczytać najbardziej?

  • Drony
  • Druk 3D
  • Blockchain

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Najwyżej oceniane: