Największe przekręty giełdowe w historii – Wirecard

opublikowano: 18 sierpnia 2020

Czy zdarzyło Ci się kiedyś zgubić kluczyki do samochodu? Jeśli uznałeś to za coś nieodpowiedzialnego (lub, co bardziej prawdopodobne, usłyszałeś to od swojej drugiej połówki) to co powiesz na „zgubienie” niemal 2 miliardów euro? Bynajmniej nie zdarzyło się to któremuś z arabskich szejków podczas szalonej nocy w Monte Carlo, a naszym przyjaciołom zza zachodniej granicy. Mowa o niemieckim potentacie FinTechowym, jakim do niedawna był Wirecard, który dziś nazywany jest niemieckim Enronem (o aferze Enron przeczytasz w osobnym artykule z serii „Największe przekręty giełdowe w historii – Enron”)

Ekstremalnie dynamiczny rozwój

Wirecard powstał w 1999 roku jako spółka zajmująca się obsługą bezpiecznych i szybkich płatności internetowych. W jakim sektorze cieszyły się one szczególną popularnością? Według raportu Zatarra Research & Investigation z 2016 roku kluczowymi klientami Wirecard były kasyna internetowe oraz branża porno. Cóż, podobno pecunia non olet, ale odkąd w 2002 roku, 33 – letni wówczas Markus Braun został nowym CEO Wiracard, kasyna i porno już mu nie wystarczały. Zaczął myśleć o wejściu na giełdę. By dokonać tego szybciej i prościej niż w standardowy sposób, Wirecard przejął w 2004 roku giełdową spółkę Infogenie Europe AG i już pod nową nazwą, Wirecard AG z kapitalizacją równą około 55 mld euro zagościł na niemieckiej giełdzie.

To był jednak dopiero początek. Na początku stycznia 2006 roku zakupił posiadający uniwersalną licencję bankową XCOM Bank AG, co umożliwiło mu utworzenie Wirecard Bank, który oferował możliwość wykonywania szybkich i tanich przelewów na zagraniczne konta Wirecard, czy korzystania z wirtualnych prepaidowych kart kredytowych, co było jak na tamte czasy innowacyjnym rozwiązaniem. Rozpoczął się dynamiczny rozwój spółki. Zatrudniono nowego dyrektora operacyjnego, Jana Marsalka, który jest kluczowym architektem międzynarodowej ekspansji Wirecard.

Markus Braun (po lewej) i Jan Marsalek (po prawej)

Markus Braun (po lewej) i Jan Marsalek (po prawej)

W ciągu 5 lat, od 2010 do 2014 roku spółka pozyskała ponad 500 milionów euro, które w głównej mierze zostały przeznaczone na przejęcia azjatyckich firm. W 2015 za 340 milionów euro zakupiła kilka indyjskich spółek zajmujących się płatnościami online. W krótkim czasie Wirecard posiadał swoje przedsiębiorstwa w 11 krajach Azji. Wejście na rynek chiński umożliwiło przejęcie AllScore Payment Services, firmy świadczącej usługi płatnicze. W 2016 r. zakupił również Citi Prepaid Card Services świadczącą usługi dla klientów korporacyjnych. Kurs akcji stale rósł.

Kurs akcji Wirecard w latach 2004 – 2018

Kurs akcji Wirecard w latach 2004 - 2018
Źródło: Helgi Analytics

O ile pod koniec 2010 za jeden udział trzeba było zapłacić 10 euro, o tyle w sierpniu 2018 cena ta wynosiła już 191 euro, prowadząc do kapitalizacji spółki która była wyższa niż wartość rynkowa największego niemieckiego banku – Deutshe Bank. We wrześniu 2018 Wirecard wywalczył sobie miejsce w indeksie DAX skupiającym 30 największych spółek notowanych na Deutsche Börse zastępując tamtejszy Coomerzbank, co otworzyło mu drogę do portfeli inwestycyjnych największych funduszy nad Renem. Jednym słowem – pasmo niekończących się sukcesów. Nic nie zapowiadało skandalu, który miał niedługo wstrząsnąć europejską opinią publiczną. No może prawie nic …

Pierwsze znaki od dziennikarzy

W 2008 roku niespodziewanie pojawił się artykuł, którego autor zwracał uwagę na dziwne transakcje i kontrowersyjne sposoby ich wykazywania w sprawozdaniach finansowych Wirecard. Wątpliwość budziły niektóre z licznych transakcji M&A dokonanych przez spółkę oraz przepływy pieniężne ujmowane w sprawozdaniu w sposób, który uniemożliwiał jednoznacznie stwierdzenie czy środki pieniężne należą do spółki, czy klienta. Pojawiły się również sugestie prania pieniędzy przez amerykańskich obywateli uprawiających hazard online za pośrednictwem usług świadczonych przez Wirecard. Sprawę błyskawicznie wyciszono, a autora oskarżono o próbę manipulacji kursem akcji. By uspokoić inwestorów, wynajęto EY w celu przeprowadzenia audytu sprawozdań finansowych spółki. Temat ucichł na następne 7 lat.

Felix Hufeld, szef niemieckiego nadzoru od 2015 roku

Felix Hufeld, szef niemieckiego nadzoru od 2015 roku

W 2015 roku, tym razem w Financial Times ukazał się artykuł sugerujący, iż w bilansie Wirecard brakuje „skromnej” kwoty 250 milionów euro. Spółka w odpowiedzi wynajęła firmę prawniczą celem wystosowania pozwu o zniesławienie oraz agencję PR mającą podreperować nadszarpnięty wizerunek. Tym razem jednak tak łatwo nie udało im się uciszyć coraz to nowych oskarżeń. Następny cios nadszedł jeszcze w tym samym roku od firmy dostarczającej informacji inwestycyjnych oraz danych makro – J Capital Research, która w swoim oświadczeniu oskarżyła Wirecard o zawyżanie wyników finansowych uzyskiwanych na rynkach azjatyckich. W 2016 r. światło dzienne ujrzał raport Zatarra Research & Investigation wskazująca na możliwość prania pieniędzy. Gdzie w tym wszystkim był niemiecki nadzór finansowy BaFin? Postanowił wszcząć postępowanie przeciwko … atakom na Wirecard, które rzekomo miały być podyktowane próbą manipulacji kursem akcji.

Trupy wypadają z szafy

Na światło dzienne zaczęły wychodzić kolejne wątpliwe działania spółki Wirecard. W 2018 roku w Singapurze zgłoszono nielegalne transakcje przesyłania pieniędzy do Indii za pośrednictwem stron trzecich. Wewnętrzne dochodzenie zostało szybko przerwane, ale sprawa zdążyła dotrzeć do uszu prasy. Do grona „atakujących spółkę” dołączyła singapurska policja, przetrząsając jej biura.

By zyskać na wiarygodności i po raz kolejny ratować wizerunek, w kwietniu 2019 spółka wyemitowała obligacje na 900 milionów euro, które zostały objęte przez… SoftBank. Tak, to ten sam, który umoczył w WeWork, który opisywałem w tekście o „Historii giełdowego cwaniaka, czyli jak dostać 1,7 mld USD odprawy za wieczne straty”. Na niewiele się to jednak zdało. Financial Times zaczął publikować kolejne artykuły ujawniające kulisy niejasnej działalności Wirecard ubierając to nawet w specjalną serię „Hous of Wirecard”, którą można przeczytać na stronie FT o tutaj. Okazało się, że większość działalności spółki jest outsourcowana podmiotom zewnętrznym, które zajmują się przetwarzaniem płatności i wypłacają Wirecard jedynie prowizję. Z tym „faktycznym przetwarzaniem” i prawdziwymi firmami też było różnie, gdyż np. jedna z tych spółek z „oddziałem” na Filipinach mieściła się w chatce emerytowanego marynarza. To tak na wypadek, gdyby ktoś narzekał na nudne życie po 60-tce.

Chatka marynarza z Filipin, gdzie miał mieścić się oddział jednej ze spółek partnerów Wirecard

Chatka marynarza z Filipin, gdzie miał mieścić się oddział jednej ze spółek partnerów Wirecard
Źródło: Financial Times

Financial Times nie odpuszczał i mimo zażartej obrony ze strony Wirecard publikował kolejne artykuły dotyczące skandali wewnątrz firmy. Sugerowano, że klienci spółki wymienieni w dokumentach dostarczonych EY… nigdy nie istnieli. Po naciskach ze strony inwestorów i BaFin zatrudniono KPMG celem przeprowadzenia kolejnego niezależnego audytu. 28 kwietnia 2020, mimo braku współpracy ze strony Wirecard, znikających i pojawiających się protokołach z posiedzeń Zarządu oraz niejasnych zapisach w sprawozdaniach przedsiębiorstwa, audytor opublikował 74-stronicowy raport ukazujący ogromną skalę uchybień. Niezależny audyt prowadził również EY, który uzyskał informację od spółki, iż 1,9 mld euro należące do Wirecard znajduje się na kontach w dwóch filipińskich bankach, co krótkotrwale podbija kurs akcji. W czerwcu okazało się jednak, że wspomniane banki nigdy nie współpracowały z Wirecard, a dokumenty świadczące o istnieniu 1,9 mld euro na rzekomych kontach zostały sfałszowane. Prawdopodobnie konta ze „zgubionymi” miliardami również mieściły się w jakiejś pięknej, filipińskiej chatce sędziwego morskiego wilka…

Od tego momentu spółka jest już na równi pochyłej. EY odmawia zatwierdzenia sprawozdania finansowego Wirecard za 2019r. BaFin wnosi skargę kryminalną przeciwko Wirecard dotyczącą wprowadzania w błąd inwestorów. Polica wkracza do siedziby spółki. Markus Braun, CEO podaje się do dymisji 22 czerwca, a tydzień później zostaje aresztowany. Jan Marsalek z kolei ucieka z kraju i ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości. Austriak miał być widziany już na Filipinach, w Chinach, a ostatnio nawet na Białorusi. Wirecard składa wniosek o upadłość 25 czerwca.

Kurs akcji wraz z wydarzeniami w latach 2018 – 2020

Kurs akcji wraz z wydarzeniami w latach 2018 - 2020
Źródło: Refinitiv

Kompromitacja nadzoru

Trzeba przyznać, że BaFin zachowywał się w tej sprawie przedziwnie. Sygnały o problemach dotyczących spółki pokazywały się od 2015 roku. Wpisy firmowane przez Financial Times czy niemiecki Manager Magazine w 2017 roku jasno stwierdziały, że Wirecard wprowadza inwestorów w błąd. Mimo to akcje rosły. Gdy na początku 2019 Financial Times informował, że jeden z dyrektorów jest podejrzewany o fałszowanie danych i pranie brudnych pieniędzy, a singapurska policja wchodziła do biur spółki, BaFin wszczynał postępowanie przeciwko piszącym artykuły. Nawet w chwili, gdy odwlekano publikację raportu KPMG, gdy 28 kwietnia KPMG stwierdziła, że nie dostała wystarczających dokumentów do badania, akcje zanurkowały o ponad 25%, niemiecki nadzór finansowy milczał. Dopiero po wybuchu skandalu z zaginionymi miliardami, przewodniczący BaFin, Felix Hufeld, przyznał, że sprawa ta była dla jego instytucji wielką katastrofą.

Cóż, wniosek z afer jest wciąż ten sam – jeżeli coś jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, to… takie jest.

Do zarobienia,
Maciej Kietliński

19

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

19
0


Może Cię zainteresować również:

Ankieta

Czy sądzisz, że Allegro przebije do końca 2020 cenę 100 zł?

  • Tak
  • Nie

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: