Moment Mińskiego czyli jak rozpoznać rynkowy szczyt szczytów?

Moment Mińskiego czyli jak rozpoznać rynkowy szczyt szczytów?

opublikowano: 12 maja 2021


Pomysł na ten artykuł narodził się w mojej głowie dzięki przyjaciółce Rose i jej pytaniu ‘’Czy zachowanie cen złota w 2020 roku jest dobrym przykładem momentu Mińskiego?’’ (Minsky Moment). Pytanie nie jest banalne, podobnie jak odpowiedź na nie, a zrozumienie koncepcji stojącej za Momentem Mińskiego ważne powinno być nie tylko dla studentów programów MBA. Uważam nawet, że zdobycie umiejętności odniesienia się do tej teorii, jest ważne dla każdego uczestnika rynku, a nawet dla ludzi kupujących nieruchomość, choćby na własny użytek.

Moment Mińskiego to punkt szczytowy na wykresie cyklu koniunkturalnego. Wygląda w ten sposób, to ten niewielki punkt w którym wszystko się sypie. Odnosi się on do koncepcji omawianych przez Hymana Mińskiego. Nazwa ta została po raz pierwszy użyta ponad 20 lat po śmierci Hymana przez innego ekonomistę do opisu azjatyckiego kryzysu finansowego i od tego czasu pozostaje w obiegu.

[Tu mały konkurs z nagrodą. Artykuł ten będzie podzielony na kilka części. Temu, komu uda się zgadnąć jakiego wydarzenia dotyczy ten wykres, zostanie nagrodzony prawdziwym skarbem Majów]

Moment Mińskiego jest koncepcją. Swego rodzaju narzędziem do poznawania i opisu świata, a nie rzeczywistym ‘’obiektem’’. Niekoniecznie znajduje on więc swoje stuprocentowe odzwierciedlenie w rzeczywistości.  Są tacy praktycy i teoretycy rynku, którzy twierdzą, że nie istnieje i jest jedynie sposobem na nazwanie początku załamania rynku. Pomimo bycia powszechnie nadużywanym pojęciem, jest przydatny do zrozumienia zachowania szerokiego rynku w przynajmniej kilku przypadkach, dużo częściej stanowiąc dobry opis zachowania poszczególnych aktywów.

Niedoskonałość Momentu Mińskiego wynika z konieczności spełnienia wszystkich kryteriów. Zwykle nie mamy więc do czynienia z ‘’czystym’’ odzwierciedleniem idei, a jedynie jej częściowym odbiciem. W przypadku Momenu Mińskiego:

📌 Podstawowym założeniem teorii jest wrodzona skłonność rynków do destabilizacji wynikającej nie z zewnętrznego szoku, jak na przykład pandemia COVID-19, lecz ze sposobu, w jaki postępują jego uczestnicy. Kolejne następujące po sobie kryzysy finansowe są więc wynikiem braku regulacji, czy też nieodpowiednią polityką banków centralnych (np. niezmiennie niskie stopy).

📌 Nie do końca wyrażonym założeniem jest rynek, którego dotyczy. Nie chodzi tu o jedno aktywo wyjęte z kontekstu, a raczej o cały rynek. Nieracjonalnie wysoka cena jednego aktywa, nie oznacza jeszcze bańki. O Momencie Mińskiego będziemy więc mówić na przykład w przypadku kryzysu 2007-2008, ale nie potencjalnie nieracjonalnie wysokiej ceny DogeCoina, co zabawniejsze nie udało mi się znaleźć żadnego przypadku kryzysu finansowego, który mógłbym wytłumaczyć jedynie Momentem Mińskiego. Znalazłem za to wiele pomniejszych wydarzeń, które idealnie pasują do tego schematu. Postaram się omówić kilka z nich później.

📌 Istotną rolę odgrywa dźwignia finansowa, czyli handel za pożyczone pieniądze. Zwyczajowo przedstawia się ją tak ‘’X:1’ gdzie 1 to nasz kapitał, a X to ile razy więcej mamy w naszym portfolio. Najprościej można opisać to tak, jeśli moja dźwignia to 1 do 2 to nasze zyski i straty mnożone są przez 2, przy spadku ceny aktywa o 50%, nasza pozycja jest więc warta 0. Należy zaznaczyć, że użycie dźwigni finansowej, nawet bardzo wysokiej samo w sobie nie jest czymś złym, na niektórych rynkach, takich jak walutowy, jest nieodłącznym i wysoce porządnym elementem.

Odkrywczym elementem byłoby w ogóle wzbogacenie analizy znanego nam wszystkim modelu cyklu koniunkturalnego o dźwignię finansową. W miarę przesuwania się od dołka do szczytu cyklu, poziom dźwigni powinien narastać. Sprawdźmy, czy tak rzeczywiście jest. Tak kształtował się poziom dźwigni na przestrzeni lat na rynku amerykańskim.

Dźwignia finansowa na amerykańskim rynku akcji od 1995 roku

Dźwignia finansowa na amerykańskim rynku akcji od 1995 roku
Źródło: yardeni.com

Czerwonym kolorem powyżej oznaczona jest bezwzględna wartość dźwigni, podczas gdy niebieski wyraża wartość wszystkich akcji na amerykańskim rynku. Wynik nie jest jednoznaczny. Przynajmniej nie dla szerokiego rynku akcji. W roku 2000 i 2007 widzimy nagły przyrost poziomu dźwigni, a załamanie rynku wiąże się z radykalnym jej zmniejszeniem (delewarowanie). Z drugiej strony widzimy stopniowe budowanie dźwigni na przestrzeni lat 2011-2018, które nie doprowadziło do kryzysu. W ujęciu procentowym nie jest ono jednak tak radykalne, jak dwa poprzednie okresy. W ciągu 7 lat dźwignia wzrosła o nieco ponad 100%, co jest podobnym poziomem do wzrostu rynku. Można więc powiedzieć, że w relacji do wartości aktywów pozostała stała. Inaczej wygląda bańka internetowa, tu na przestrzeni 5 lat dźwignia rośnie 6-krotnie, podczas gdy wartość akcji jedynie 2-krotnie.

Bańki rzadko kiedy, jeśli w ogóle dotyczą całej gospodarki. Zwykle jedynie wybranych sektorów będących obiektem mani spekulacyjnej. Możemy więc bezpiecznie założyć, że wcześniej dźwignia była rozlokowywana na rynku bardzo nierównomiernie. W przypadku wspomnianej już bańki internetowej dotyczyła sektora spółek związanych z nową technologią, a nie firmy sprzedającej kwiatki doniczkowe. W takim przypadku Moment Mińskiego dotyczył jedynie akcji portali internetowych a ‘’kwiatki doniczkowe’’ przeszły przez ten okres bez większych zawirowań.

Dźwignia finansowa jako procent indeksu Wilshire 5000 od 1995 roku

Dźwignia finansowa jako procent indeksu Wilshire 5000 od 1995 roku
Źródło: https://www.yardeni.com/pub/stmkteqmardebt.pdf

Drugi wykres dostarcza nam znacznie więcej informacji. Pokazuje on relacje pomiędzy wartością akcji a poziomem dźwigni (ujęcie procentowe). Tu wyraźnie widzimy oba kryzysy. Zarówno rok 2000 oraz 2007. Ciekawe jest to, co się dzieje w roku 2018, bo wykres pikuje. Można wyjść z założenia, że oznacza to zmniejszenie dźwigni na rynku akcji, jednak nie musi to być prawda. Przedstawiony tu wykres opiera się na dźwigni w wąskim rozumieniu. Pokazują bowiem dane z rachunków maklerskich (również prowadzonych dla dużych instytucji). Istnieją jednak instrumenty posiadające, pod pewnymi względami, podobne charakterystyki do dźwigni finansowej, które nie zostaną zakwalifikowane jako takie.

Weźmy za przykład AIG, firmę ubezpieczającą transakcję na rynku kredytów MBS (kredyty mieszkaniowe), prawdopodobnie największą ofiarę ostatniego kryzysu. Co prawda nie używała ona dźwigni sensu stricto, jednak konstrukcja instrumentu, który sprzedawali, (dla uproszczenia ubezpieczenia) narażała ich na ogromne ryzyko, nawet niewielki przyrost niespłacalności kredytów, oznaczał dla nich konieczność natychmiastowego zamknięcia pozycji, a ostatecznie bankructwa. Pomimo tego, że instrument ten miał znamiona dźwigni finansowej, to jednak nie pojawiłby się w tym zbiorze danych. Podejrzewam, że sporą część zmniejszenia poziomu dźwigni można przypisać zastąpieniu jej przez inne instrumenty. Swoją drogą pewnym rodzajem quasi dźwigni będą przecież nawet używane przez inwestorów indywidualnych pieniądze, na których stratę nie są sobie w stanie pozwolić, bo powinni je przeznaczyć na przykład na czynsz za mieszkanie.

FOMO, czyli katalizator Momentu Mińskiego

FOMO, czyli Fear of missing out, a po polsku strach przed przepuszczeniem okazji. To właśnie główny katalizator Momentu Minskiego. Jak to działa? Giełdą mają rządzić dwie emocje, strach i chciwość. W zgodzie z Brzytwą Ockhama wybieram jedną: strach. Strach w zupełności wystarczy do wytłumaczenia wszystkich emocji na giełdzie. Strach przed stratą pieniędzy jest oczywisty, zastanówmy się jednak chwilę czy przypadkiem nie bardziej od straty pieniędzy własnych, boli czasem nowy samochód na podjeździe sąsiada? To właśnie obawa przed tym, że ktoś inny zarobi, a ja nie odpowiada za FOMO. Gdy mamy silne przekornie, że jakieś aktywo będzie droższe za jakiś czas, to przecież kupienie go teraz ma ekonomiczny sens, nawet na kredyt. W najgorszym wypadku można je później sprzedać, to chyba nie kłopot, skoro na pewno zyskają na wartości!

Ludzki mózg potrafi być bardzo skuteczny, a jednocześnie prymitywny na poziomie pierwotnych odruchów. O sukcesie ewolucyjnym naszych podków nie decydowała skuteczność aplikowania metody naukowej, a zdolność do działania na podstawie niewystarczających danych. Nic więc dziwnego, że na pytanie, czy po 10 rzutach monetą z wynikiem reszka wiele osób odpowie, że jedenasty rzut również powinien przynieść ten sam wynik, niby wiemy, że to nie prawda, ale niewiele to zmienia.

Fazy cyklu Mińskiego

Fazy cyklu Mińskiego
Źródło: MSIM Global Multi Asset Team

Fioletowa linia przedstawia PKB a niebieska podaż kredytu. Przejdźmy przez oznaczone punkty. Hedge Finance nie ma chyba polskiego odpowiednika. Oznacza budowę portfolio w taki sposób, by ograniczyć rozmiar lub zmniejszyć prawdopodobieństwo istotnej straty i polega na ubezpieczaniu swoich pozycji od różnego ryzyka. Wadą tego typu podejścia jest zmniejszenie potencjalnych zysków, co jest szczególnie dotkliwe, jeśli rynek rośnie bardzo szybko.

Etap spekulacji finansowej (Speculative Finance) powinien być zrozumiały dla każdego daytradera. To ten moment, kiedy kupujemy akcje Gamestop, licząc na to, że za dwa dni cena wzrośnie o 20%. Nie mamy przy tym szczególne mocnej podstawy w fundamentach czy oczekiwanym raporcie kwartalnym. Działamy głównie w oparciu o oczekiwany sentyment na rynku. W wielkim skrócie opieramy naszą strategię o teorię większego głupca.

Etap piramidy finansowej (Ponzi Finance) to faza, w której zaczynamy oszukiwać. Kłamiemy przy ocenie ryzyka lub przekonujemy naszych inwestorów, że robimy coś innego niż naprawdę. Na tym etapie jedynym sposobem na uchronienie naszych pozycji i bankructwem jest niezakłócony wzrost wartości naszych aktywów lub przypływ nowych inwestorów. Jeśli wykres akcji, na których gramy, przestanie rosnąć, to jesteśmy pod wodą. Takie modele istnieją na każdym etapie cyklu koniunkturalnego, jednak skala ich działalności znacząco wzrasta pod koniec jego trwania.

Czas na sam Moment Minskiego, który jest kumulacją dwóch poprzednich etapów. Małe załamanie lub krótkotrwała panika wymusza zamknięcie pozycji przez najbardziej zadłużonych graczy. To właśnie osławiony margin call, który zalewa rynek ofertami sprzedaży i obniża cenę, ciągnąc za sobą kolejnych uczestników rynku.

Wnioski płynące z koncepcji Minskiego są dość jasne. Ponieważ rynkiem kapitałowym na samym końcu zarządzają ludzie i ich emocje nie możemy pozostawić go samemu sobie, natura ludzka jest niezmienna. Nie chcąc dopuścić do budowania się i ostatecznie pękania kolejnych baniek spekulacyjnych należy poddać rynek bardziej restrykcyjnym regulacjom. Między innymi zmniejszyć poziom dopuszczalnego ryzyka dla instytucji finansowych, czy poziom dźwigni możliwej do stosowania przez uczestników rynku.

Problem mojej przyjaciółki Rose nie polegał wszak na przyswojeniu, w sumie dość prostej koncepcji, a na zastosowaniu jej w praktyce. Dopiero dopasowanie teorii, która z samej swojej natury jest uproszczona, do często bardzo złożonego świata nastręcza problemów. Postaram się więc zmierzyć z tym problemem w postaci kilku studiów przypadku, składających się z różnych sytuacji z ostatnich kilkuset lat. Mam na myśli takie wydarzenia, jak:

  • Kryzys finansowy z lat 2007-2008
  • Sytuacja na rynku złota w 2020 roku
  • Rynek srebra i bracia Hunt z lat 80 ubiegłego wieku
  • Historia kompanii morza południowego z XIX wieku
  • Ostatni przykład oraz rozwiązanie zagadki

Każdy kolejny omówię w kolejnym wpisie. Zacznijmy więc od najbardziej znanego nam wszystkim ostatniego światowego kryzysu finansowego, czyli wydarzeń z lat 2007-2008 i ich powiązania z koncepcją Momentu Mińskiego.

Kryzys 2007 – 2008, a Moment Mińskiego

Teoria Hymana Minskiego zawdzięcza swoją popularność właśnie temu wydarzeniu. Mamy tu wszystkie elementy wymagane w modelu. Kryzys nie był wynikiem zewnętrznego szoku a spekulacji na kredyt, w którą angażują się zarówno traderzy z Wall Streat, jak i zwykli obywatele. Obiektem mani były nieruchomości kupowane na kredyt, często przez ludzi już na początku niebędących sobie w stanie pozwolić na spłatę samych odsetek.

W miarę wzrostu bańki rośnie zadłużenie uczestników rynku, zarówno instytucji finansowych, jak i właścicieli nieruchomości. Polityka rządu i banku centralnego jest temu przychylna. Banki i inne instytucje finansowe ułatwiają zadłużanie się przez takie instrumenty jak choćby refinansowanie. Refinansowanie polega na możliwości wzięcia dodatkowego kredytu pod zastaw już zadłużonej nieruchomość przy założeniu, że jej wartość znacząco wzrosła lub stopy procentowe spadły. Oznacza to, że mogę spłacić poprzedni kredyt nowym, tańszym kredytem a różnice zachować dla siebie.

Strach przed nie wejściem na rynek nieruchomości w tym czasie staje się widoczny. Niekupienie domu teraz może spowodować, że za 2 lata nie będzie mnie na niego stać. Kryzys następujący w 2007 roku wiąże się z delewarowaniem i spisaniem wielu aktywów na straty. Zaczyna się on od rynku nieruchomości, a finalnie rozlewa na resztę gospodarki.

Instytucje finansowe przed kryzysem cieszą się dużą swobodą, niższymi wymaganiami kapitałowymi i mniejszą kontrolą ze strony regulatora. Skłonne są więc do większego ryzyka. To wyraźna zbieżność z modelem zakładającym przejście od hedge finance do schematów piramidy finansowej. Do tego momentu Kryzys Finansowy z lat 2007-2008 jest pięknym odzwierciedleniem Teorii Mińskiego w praktyce życia gospodarczego. Stanowi istotne, ale niewyczerpujące wyjaśnienie.

Bańka na rynku nieruchomości nie była by możliwa bez kredytu, a ten nie był by możliwy bez MBS. MBS to ‘’Mortgage Backed Security’’, instrument wartościowy zabezpieczony kredytem, co do zasady na nieruchomości. Cały schemat działania MBS wygląda następująco. Firma udzielająca kredytu sprzedaje go innej, która zbiera kredyty w paczki zgodnie z ich charakterystyką (przepakowuje) i sprzedaje bankom inwestycyjnym, które następnie sprzedają je podmiotom takim jak fundusze emerytalne. Kredyt zamienia się na instrument stałego dochodu, gdzie rata kredytu jest odsetkami.

Dzięki temu systemowi banki mogą udzielać dużo więcej kredytów i mają dostęp do niemal nieograniczonego kapitału. Pomysł inwestowania w kredyt wydaje się dość ryzykowny, dlatego właśnie pojedynczy MBS nie składa się z jednego kredytu a wielu o zróżnicowanym profilu. Przy założeniu, że w pojedynczym MBS znajduje się na przykład 1000 kredytów, równomiernie rozsianych po całych stanach, wszystkich grupach wiekowych, dochodowych etc. ryzyko wydaje się znikome.

MBS dzieli się na trzy pietra, najbardziej rozpowszechnioną wizualizacją jest ta pochodząca z filmu The Big Short, wierzy z klocków Jenga. Osobiście wolę inną, może dlatego że Jenga jest tendencyjna. W końcu wszyscy wiemy, że upadnie, a może tylko dlatego, że mieszkam przy pięknej plaży. Specjalnie na potrzeby tego artykułu zaryzykuję kontakt z falą, żeby zrobić perfekcyjne zdjęcia zamków z piasku.

[no dobra nie ryzykowałem i zrobiłem fotkę z balkonu]

Widzisz, że mamy trzy strefy. Każda odpowiada kolejnemu piętru MBS. Fala symbolizuje ryzyko niespłacalności kredytu. Na nasze potrzeby powiedzmy, że pierwszy poziom zalewany jest przy 5%, drugi przy 10%, trzeci przy 15%. Jeśli znamy średnią wysokość fali dla całego brzegu (cały rynek nieruchomości), powiedzmy 2%, możemy czuć się bezpiecznie trzymając ostatnie piętro MBS, a nieco mniej bezpiecznie trzymając pierwsze piętro. Wszystkie dzieci wiedzą jednak, że najlepsze zamki z piasku buduje się zaraz przy wodzie, dorośli są tego samego zdania więc MBS pierwszego poziomu płaci znacznie lepsze oprocentowanie. Jeśli jednak fala zaleje naszą babkę z piasku to koniec i staje się on bezwartościowy.

Skoro już świetnie rozumiesz, czym jest MBS, to zastanówmy się, jak komplikuje on naszą teorię Mińskiego. Otóż ostateczny odbiorca nie miał pojęcia, co kupuje, więc miał wszelkie powody myśleć, że posiada instrument prawie tak bezpieczny, jak obligacje skarbowe. Mimo że spora część z MBS’ów była bezwartościowa już w momencie ich stworzenia. Gigantyczny popyt na finansowanie rynku nieruchomości wynikał więc z misssellingu (polskie słowo), a nie chęci podjęcia wysokiego ryzyka, wręcz przeciwnie, kupowanie MBS z wysokim ratingiem było do pewnego stopnia próbą uniknięcia nadmiernego ryzyka.

Pośrednicy w produkcji MBS też nie bardzo zdawali sobie sprawę z tego, czego dotykają, zresztą większa część z nich raczej nie chciała wiedzieć, zarabiali na prowizjach. Grając w grę ‘’gorący ziemniak’’ nie ważne jest to, jak ciepły jest ziemniak, ważne jest szybkie rzucanie i zbieranie prowizji.

Banki komercyjne nie zastanawiały się nad jakością tworzonego przez siebie kredytu, bo szybko sprzedawały go dalej. W ten sposób powstał słynny kredyt NINJA (no income, no job no assets). Teoretycznie nie był to kłopot, bank szybko przejmował nieruchomość i mógł ją sprzedać dalej ze sporym zyskiem, ceny nieruchomości rosły bardzo szybko. Oczywiście, jeśli był ktoś, kto chciałby ją kupić, do tego potrzebny był jednak niewykorzystany jeszcze zasób potencjalnych kredytobiorców, którzy nie zdążyli jeszcze zbankrutować, prędzej czy później, jak w każdej piramidzie finansowej musiał się skończyć.

Szczególnie zabawną i radykalną wersją kredytu NINJA był kredyt subprime o wbudowanych wakacjach kredytowych 2-3 letnich lub o znacząco obniżonej racie w ciągu pierwszych 2-3 lat. Efekt był prosty do przewidzenia, po pierwszym okresie większość kredytobiorców bankrutowała, nie mogąc poradzić sobie z kilkukrotnie wyższymi ratami, banki przejmowały ich nieruchomość, próbowały sprzedać i…. nie ma już chętnych. Nie pomogło to, że banki sprzedające swoje kredyty nie miały interesu w jakości udzielanego kredytu (szybko sprzedawały go dalej), a oszustwa w postaci zawyżania dochodu, czy podawania innych fałszywych danych były dość powszechne. Agencje ratingowe nie postarały się za bardzo, paczka MBS składająca się z dużej części z bezwartościowych kredytów subprime mogła dostać wysoki rating wskazujący na niskie ryzyko. Banki były zainteresowane możliwie jak najlepszą oceną ratingową paczki, którą właśnie wyprodukowały i zamierzały sprzedać. Klient nasz pan, a to właśnie bank płacił za ocenę bezpieczeństwa. Żeby tego było mało, banki inwestycyjne podkupowały pracowników agencjom ratingowym, rozpracowując dzięki temu ich modele oceny ryzyka, przez co w łatwy sposób potrafiły je obchodzić.

Niezwykle istotną rolę w całej układance odgrywały instytucje ubezpieczające MBS, największą było AIG, które ubezpieczało MBS za opłatą od 0,12% rocznie za AAA (najwyższy rating). Jest to chyba najlepszy przykład ukrytej dźwigni, jeśli AIG musi wypłacić ubezpieczenie, to jego rozmiar jest 800 razy większy od rocznej składki. Jeśli AIG źle zrozumie ryzyko związane z zabezpieczonym instrumentem, to znaczy nie zauważy, że wszystkie ubezpieczone przez nich MBS narażone są na to samo ryzyko i teoretycznie są w stanie ‘’wywrócić się’’ w tym samym momencie, to stanie przed widmem bankructwa.

Pytanie, dlaczego AIG było w oczywisty sposób tak głupie? Po prostu interesy pracowników nie były zbieżne z najlepiej pojętym interesem pracodawcy. Osiągnięcie dobrego wyniku finansowego w danym okresie rozliczeniowym oznaczało premię, bardzo dużą premię, mało prawdopodobny, jak się wydało, błąd oznaczałby utratę pracy. Jeśli przetrwało się kilka lat na dobrze opłacanym stanowisku, bezrobocie nie powinno być problemem i oznaczało zaledwie przedwczesną emeryturę. Rzeczywiście, w AIG trzeba było ‘’przetrwać’’ bo szef działu odpowiedzialnego za ubezpieczenia MBS uchodził potwora, powiedzenie mu, że źle rozumie ryzyko związane z najbardziej dochodową częścią swojego działu nie było łatwe.

Jak zła była właściwie jakoś kredytu udzielanego w USA w czasie przed kryzysem?

Jak zła była właściwie jakoś kredytu udzielanego w USA w czasie przed kryzysem?
Źródło: FRED

Jeśli przykładowy MBS miał progi 5%, 10%, 15%, nasz zamek z piasku mógłby się znaleźć pod wodą niezależnie od tego, który poziom kupiliśmy. Trzeba jednak zaznaczyć, że MBS MBS’owi nierówny. Według Europejskiego Banku Centralnego skumulowany poziom upadłych kredytów w transzy AAA dla MBS wystawionych w 2007 roku, do końca 2013 wynosił jedynie 6%. Nie brzmi to strasznie, dopóki nie porówna się zwrotu z MBS AAA do obligacji amerykańskich (praktycznie bez ryzyka), poziomy ich rentowności były bardzo zbliżone, jednak ryzyko już nie. Jak widać, bankructwa na kredytach hipotecznych nie nastąpiły tylko w 2008-2009 roku, ale przeciągnęły się aż do 2018, kiedy to poziom wrócił do wieloletniej normy.

Jak zachowywały się wówczas ceny nieruchomości?

Jak zachowywały się wówczas ceny nieruchomości?
Źródło: dqydj.com

Pomarańczowa linia powie nam znacznie więcej, bo uwzględnia inflację. Zadziwiające jest dla mnie to, że od 1953 do końca wieku ceny nieruchomości nie uległy zmianie, jest to sprzeczne z powszechnie panującą opinią, że nieruchomości są coraz droższe. Oczywiście, nie znaczy to, że były złą inwestycją, według badania ‘’return on everything’’ które porównuje inwestycje w nieruchomości do innych sposobów inwestowania na przestrzeni ponad stu lat w kilku rozwiniętych państwach, widać, że głównym źródłem zysku jest nie zwrot wartości a czynsz.

Wykres, który pokazuję, ma pewne słabości i nie musi w pełni oddawać rzeczywistości. Pierwszym problem jest mediana, a więc przeciętna cena transakcyjna, a nie średnia. W efekcie tracimy z oczu zmiany na takich rynkach jak Manhattan, gdzie zmiany cen mieszkań nie mają znacznego wpływu na wahanie mediany, mimo znacznej wartości jest ich relatywnie niewiele. Dotyczy to też drugiej skrajności, nieliczne transakcje o niskiej wartości, mimo radykalnych zmian nie wpływają znacząco na wartość wskaźnika. Mimo tych oczywistych wad mediana jest najlepszym sposobem ustalenia, ile przeciętny Amerykanin płaci za swój przeciętny dom. Dodatkowo należy zauważyć jeden szczegół, dom z 1950 roku jest istotnie gorszej jakości niż ten z 2020, obecny jest większy i lepiej wyposażony, udogodnienia takie jak klimatyzacja czy światłowód nie były dostępne w 1950 roku.

Jak w każdej bańce inwestycyjnej, nie brakowało zwykłych ludzi, którzy zaangażowali swój czas i oszczędności, aby w niej uczestniczyć. Kupowanie domów, by sprzedać je z zyskiem po kilku miesiącach (często na kredyt), lub zaciąganie zbyt wysokiego kredytu licząc na to, że szybko rosnąca wartość domu pozwoli na korzystne refinansowanie były na porządku dziennym.

Mój jedyny problem z potraktowaniem Kryzysu Finansowego (GFC) jako czystego i modelowego wręcz przykładu Momentu Mińskiego polega na tym, że musimy potraktować spekulację na nieruchomościach i produktach finansowych jako ten sam proces. Tymczasem są one przynajmniej do pewnego stopnia różne. O ile kupowanie czwartego domu na kredyt niewątpliwie wpisuje się w koncepcję Mińskiego, o tyle kupowanie MBS AAA bez świadomości związanego z nim ryzyka niekoniecznie, przynajmniej nie w każdych okolicznościach. Mimo wszystko uważam, że w meczu Globalny Kryzys Finansowy vs. Moment Mińskiego wynik wynosi 0:1.

W kolejnym wpisie postaram się znaleźć odpowiedź na pytanie mojej przyjaciółki Rose ‘’Czy zachowanie cen złota w 2020 roku jest dobrym przykładem momentu Mińskiego?’’, a do tego czasu pamiętaj o zagadce z początku. Dla przypomnienia – z jakim wydarzeniem związany jest poniższy wykres? Daj mi znać w komentarzu. Skarb Majów do wygrania czeka!

Do zarobienia,
MOONVESTOR

38
0

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

38
0


Przeczytaj również:

Ankieta

Co jest bardziej prawdopodobne w 2021 roku?

  • Bitcoin po 100 tys. USD
  • Złoto po 2 tys. USD
  • Nasdaq po 15000 pkt

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: