Jak kryzys naftowy 2020 zmieni nasz świat na zawsze?

Już każdy zapewne słyszał o tym, jak to kwiecień 2020 roku przejdzie do historii, gdy ceny ropy na światowych rynkach spadły poniżej 0 i zaczęły być kwotowane nawet po minus 40 dolarów Gdy jeden z podstawowych surowców dla całego globu zaczyna być notowany w ujemnych kwotach – można być pewnym, że coś w światowej gospodarce nie działa. Gdy mówimy o surowcu, który na dziś de facto stanowi podstawowe źródło energii, to można być pewnym, że nie tylko coś nie działa, ale ulega fundamentalnym zmianom, które już na zawsze zmienią rynek. Na pewno zgodzimy się, że nie jest to normalna sytuacja, kiedy towar, o który jeszcze niedawno wiele narodów toczyło wojny, dziś jest jest oddawany za dopłatą, byle tylko się go pozbyć ze swoich rąk.

Ropa naftowa za darmo? Technicznie miało to sens.

Tak, oczywiście, że były (a nawet są) sensowne podstawy do tego, że kontrakty na amerykańską ropę WTI były kwotowane poniżej zera. Pisaliśmy już o tym chociażby tłumacząc czym jest contango (największe w historii dla tego rynku). W skrócie dla zapominalskich lub tych, którzy jeszcze nie czytali – kontrakty terminowe na giełdzie towarowej są powiązane z koniecznością odbioru towaru, który jest podstawą kontraktu. W tym przypadku są więc zobowiązaniem do odbioru prawdziwych baryłek ropy, a potem trzymania ich u siebie w magazynie, na tankowcu, w ogródku, czy gdzie tam kto chce.

W USA fizycznie skończyło się jednak sensowne miejsce do składowania wyprodukowanej ropy. W sytuacji, gdy na świecie popyt na ten surowiec spadł diametralnie, a jego produkcja realizowana była bez większych ograniczeń, nie powinno więc dziwić, że w końcu skończyło się miejsce do jego składowania. Jeśli posiadasz więc kontrakt w dniu jego rozliczenia, to będziesz zmuszony odebrać swoje baryłki i… i w sumie nie wiadomo, co masz z nimi dalej zrobić, bo nigdzie nie ma miejsca na ich przechowanie. Nawet jeśli wpadniesz na pomysł wynajęcia sobie tankowca, to na nich również miejsce się skończyło. Dziś, poand 160 milionów baryłek jest przechowywanych na tankowcach. To niemal 60 mln więcej niż podczas ostatniego rekordu w 2009 roku. Więcej na ten temat pisał Reuters.

Tankowiec typu Suezmax mieszczacy nawet 2 miliony baryłek ropy. Prawie każdy taki jest dziś zapełniony po brzegi.

Tankowiec mieszczący 2 miliony baryłek ropy

Popłoch wśród spekulantów

Ropa naftowa jest handlowana głównie pomiędzy producentami, a rafineriami na rynku terminowym. Rafinujący ropę kupuje, bo potrzebuje jej do przetwarzania na inne produkty (np. benzynę). Jak każdemu kupującemu, lepiej biznesowo żyć w świecie, który jest przynajmniej w pewnym stopniu przewidywalny. Producenci to Ci którzy wypompowali ropę spod ziemi i chcą ją sprzedać. Każdemu sprzedającemu natomiast zależy im na tym, żeby cena sprzedaży pokryła koszty i dała trochę zarobić. W tym prostym dość świecie pojawia się jednak trzeci uczestnik – spekulant. Jemu wszystko jedno, co robią poprzednicy. On chce szybko zarobić starając się przewidzieć, w jakim kierunku zmieni się cena. Wbrew pozorom, ten uczestnik rynku wcale nie jest taki mały. Na przestrzeni lat banki inwestycyjne stworzyły masę instrumentów powiązanych, z cenami różnych surowców. Dla zrozumienia skali tego uczestnika można nadmienić, że nawet największy bank Chin zawiesił wszystkie detaliczne inwestycje w produkty powiązane z ropą, bo tamtejsi inwestorzy (w tym przypadku spekulanci) ponosili za duże straty (pisał o tym Financial Times tutaj).

W teorii, spekulanci swoimi działaniami pomagają rynkowi w pokonaniu nieefektywności. Jeden z ekonomistów – Malte Tobias Kähler pisał, że „każdy spekulant posiada fragment rozproszonej, subiektywnej i często „cichej” wiedzy i ujawnia tę informację poprzez swoje zakupy, co ostatecznie oddziałuje na ceny. Postępując w ten sposób rzesze graczy rynkowych ujawniają dane, które w żaden inny sposób nie mogłyby zostać zebrane”. Dla przykładu. Jeśli założymy, że spekulanci w swojej masie domniemywają, że w bliskiej przyszłości wystąpi problem z dostępnością ropy, to jej cena powinna wzrosnąć. Spekulanci zaczną więc kupować ropę po obecnej, niższej cenie, aby sprzedać ją w przyszłości z zyskiem. W efekcie tych działań cena dzisiejsza na rynkach wzrasta, konsumenci ograniczają konsumpcję, a producenci zwiększają produkcję i rynkowa sytuacja się stabilizuje.

Ci sami spekulanci są jednak również odpowiedzialni za nienaturalne zaburzanie cen i wartości różnych aktywów. To oni dali nam w kwietniu fenomen ujemnej ceny ropy WTI. Każdy trader działa na tym samym rynku co producent i rafineria. Kupując kontrakt zobowiązuje się do otrzymania baryłek ropy w ciągu kilku tygodni (gdy kontrakt wygasa), a ponieważ jak już było wspomniane popytu na ropę nie ma to nie bardzo było komu te zobowiązanie odsprzedać.

Gdy zbliża się czas wygaśnięcia kontraktu, kupujący ma bowiem trzy opcje. Opcja 1 = zatrzymać kontrakt i dostać ropę. Opcja 2 = sprzedać kontrakt i pozbyć się problemu (i zarobić na tym lub stracić). Opcja 3 = „zrolować” kontrakt na następny miesiąc, co tak naprawdę oznacza odroczenie swojego zobowiązania na przyszłość. Wydaje się, że zrolowanie rozwiązuje problem, kopiąc go trochę dalej w przyszłość. Niby tak, ale te kopnięcie sporo kosztuje, a do tego przedłuża ryzyko strat przy dalszych spadkach cen. Gdy spekulanci zorientowali się, że nie bardzo jest jak skorzystać z opcji nr 2 (brak płynności), a naprawdę nie chcą korzystać z opcji numer 1 (brak miejsca), a do tego opcja numer 3 generuje spore ryzyko i koszty – postanowili oddawać kontrakty nawet za dopłata żeby tylko pozbyć się problemu. Oto cała tajemnica ujemnych cen.

Dla jasności – NIE OZNACZA to, że jak podjedziesz zatankować to zatankujesz i Ci za to zapłacą albo, że dostaniesz specjalną nagrodę za to, że zgodziłeś się użyczyć swojego garażu na przechowanie kilku baryłek. „Europejska” ropa Brent czy ropa z morza północnego dalej kwotowane są po ~20 dolarów za baryłkę. Jednak ekonomia produkcji ropy uległa ekstremalnej zmianie i to rodzi pytanie, jak świat i wart dziś ponad 2 biliony dolarów rynek ropy zareaguje na tą sytuację?

Tektoniczna zmiana na świecie

Teoretycznie można by przecież dramatycznie ograniczyć wydobycie. Częściowo takie ruchy po pierwszych napięciach już podjęli Saudowie i Rosja. Dopóki jednak globalny popyt się nie odbuduje, ceny ropy nie odczują istotnej zmiany z tych ograniczeń. Zwłaszcza, że studnie naftowe to nie kran z wodą. Zakręcenie kurka, a potem jego odkręcenie nie zajmuje chwili i zdecydowanie nie jest bezkosztowe.

Dla tych, którzy żyli z ropy, zwłaszcza krajów OPEC, cenowe załamanie to problem. Duży problem. Abstrahując od Saudów, którzy finansowo zbudowali sobie rezerwy, mamy Iran, który już ubolewa ekonomicznie przez sankcje gospodarcze, a do tego jest jednym z epicentrów pandemii. W trudnej sytuacji jest też Wenezuela. Mocno zadłużone kraje, aby przetrwać wymagają w miarę stabilnego i przewidywalnego strumienia gotówki. Rosja, która po części odpowiada za obecną sytuację, swoją niechęcią do obniżenia produkcji na początku, jest w trochę wygodniejszej sytuacji. Jej gospodarka jest o wiele mniej zależna od międzynarodowych finansów, co jednak nie znaczy, że może w sytuacji takich cen spać spokojnie w nieskończoność. Utrzymanie się takiej sytuacji przez długi czas może wymóc na niektórych zawarcie umowy ze swoim własnym diabłem: dla niektórych będą to Chiny, a dla niektórych zachodnie korporacje czy MFW. Wszystko po to, aby tylko utrzymać się na powierzchni.

Stany Zjednoczone są w o wiele wygodniejszej sytuacji. Przeżyły już niejeden kryzys naftowy. Jednak nawet tu za niskie ceny doprowadzą do konsolidacji sektora. Oni jednak będą konsolidować się między sobą. Niektóre kraje mogą być zmuszone do podjęcia trudnych decyzji o oddaniu swoich narodowych producentów w ręce chińskich lub zachodnich konglomeratów.

Konsolidacja sektora to jedno, zmiany będzie musiał przejść też amerykański przemysł łupkowy, który w ciągu ostatnich lat również sztucznie napuchł. Jedynie pięciu producentów jest opłacalnych przy cenach ropy na poziomie 31 dolarów za baryłkę, a dziś nawet 31 dolarów to nieosiągalna cena. Gdy ceny ropy w latach 2011-2014 przekraczały 90 dolarów – łupki się opłacały. W toku rozwoju technologii zaczęły się nawet opłacać niższe ceny, ale nie tak niskie. Zwłaszcza, że przemysł łupkowy jest ekstremalnie zadłużony. Tylko w 2014 kredytowanie tego sektora wyniosło 250 mld dolarów. Gdy stopy procentowe w USA były niskie – banki nie miały z tym problemu. Później stopy wrosły i banki problem mieć zaczęły. Linie kredytowe lekko wyschły, a producenci ropy z łupków byli zmuszeni do pompowania na potęgę, aby tylko opłacić swoje podstawowe rachunki. Zalewali świat ropą dalej ceny spadały, a oni mieli coraz większy problem. Problem dopadł ich już w 2015, gdy sporo z nich złożyło wnioski o bankructwo, a ponad 55 tysięcy osób straciło pracę. Zresztą ten sektor w ogóle wyszedł na jakikolwiek plus dopiero na początku 2019 roku. Dziś nawet o tym może zapomnieć.

Przepływy pieniężne po odjęciu nakładów inwestycyjnych w mld dolarów dla branży łupkowej w USA

Przepłwy pieniężne po odjęciu nakładów inwestycyjnych w mld dolarów dla branży łupkowej w USA
Źródło: Rystad Energy research and analysis

W obecnej sytuacji silne odrodzenie łupków jest praktycznie nierealne. Branża miała problemy jeszcze przed pandemią. Koronawirus i kryzys to gwóźdź do jej trumny. To o tyle istotne, że to właśnie łupki pozwoliły USA osłabić siłę OPEC i stać się największym światowym producentem ropy. Dziś, nie opłaca się już skraplać amerykańskiego gazu z łupków, ładować go na tankowce, wysyłać przez ocean i gazować na nowo. To może przesunąć siłę na rynku energii z powrotem do Rosji.

Jednocześnie ten kryzys to szansa dla niekonwencjonalnych źródeł energii. W przeszłości, takie sytuacje działały na nie odwrotnie. Źródła odnawialne były dotowane, gdy ceny paliw kopalnych stawały się zbyt wysokie. Ich ekonomia mocno się jednak poprawiła w ostatnich latach (więcej o tym pisał Bloomberg). Dodatkowo, wiatr czy promienie słoneczne nie wymagają składowania. Dopóki słońce świeci, a masy powietrza się przesuwają, dopóty te źródła będą dawały energię. Tu wyzwaniem jest ewentualne przerwanie podaży, a nie magazynowanie. Każda poprawa ekonomii odnawialnych źródeł energii, wraz z rosnącą w siłę polityką przeciwdziałania zmianom klimatycznym, to gigantyczne zagrożenie dla gospodarek żyjących z ropy. Dziś, nie będzie dziwić pompowania gotówki w szybkie R&D dla tego sektora. Każdy chce być bardziej niezależny.

Kryzys naftowy zmienia układ sił

Konsolidacja sektora naftowego, upadek fałszywej niezależności energetycznej USA zbudowanej na łupkach, dynamiczna intensyfikacja działań nad źródłami odnawialnymi, czy odradzanie przemysłu nuklearnego. To wszystko może mieć niedługo miejsce. Kryzys naftowy może zmienić układ sił bardziej niż pandemia. Może w ciągu dekady to uran dołączy do grona silnie trejdowanych towarów energetycznych i zacznie być tym, o co toczone będą nowe wojny. Czekają nas brzydkie kompromisy geopolityczne, silny wzrost nakładów na odnawialne źródła i większa pogoń za prawdziwą niezależnością energetyczną.

I właśnie dlatego, obecny kryzys na rynku ropy naftowej sprawi, że świat już nigdy nie będzie taki sam.

Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

70
1

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

70
1


Może Cię zainteresować również:

Ankieta

Gdzie prognozujesz rynek (WIG) na koniec 2020?

  • Ponad 10% w górę
  • Konsolidacja -10 do +10%
  • Ponad 10% w dół

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: