Chinom znudził się niezależny Hongkong. Czy to nowy problem dla świata?!

opublikowano: 26 maja 2020

Pandemia koronawirusa pomimo oczywistych problemów, wydaje się dla Chińczyków prawdziwą manną z nieba. Można trochę zarobić na sprzedaży swoich towarów, można porobić czarny PR Amerykanom przy jednoczesnym dość intensywnym perfumowaniu siebie i jak się okazuje można znaleźć perfekcyjny pretekst, aby pogłębiać ograniczanie swobód obywatelskich.

Chiński problem od dawna

Hongkong od dawna był solą w oku dla Pekinu (chociaż bardziej trafnym w tym przypadku określeniem byłoby opium w oku). Przejęty przez Brytyjczyków na mocy traktatu kończącego pierwszą wojnę opiumową w 1842 roku, poszerzył się później o kolejne terytoria, które Brytyjczycy dzierżawili od Chin od 1898 do 1997 roku. Ponad 150 lat wystarczyło, żeby kultura zachodnia zdominowała chińską na tyle, że po oficjalnym powrocie czerwonej flagi nad Hongkongiem w 1997, samo zobowiązanie się Pekinu do pozostawieniu tamtejszym władzom autonomii we wszystkich sprawach, z wyjątkiem polityki zagranicznej i sił zbrojnych aż do 2047 Hongkończykom jednak nie wystarcza.

Wzajemne podchody i polityczne tańce, z jednej strony Pekinu, aby przejąć Hongkong na dobre, a z drugiej zachodu na czele z Ameryką, aby utrzymać dominację kulturową nad najbardziej rozwiniętym gospodarczo regionem Chin trwają od chwili, gdy tylko flaga ChRL zawisła nad tym regionem. Gdy wydawało się, że w tym tangu każda strona ma już do perfekcji opracowane ruchy partnera, z nauką nowych kroków przyszedł Chińczykom COVID-19.

Protesty przeciwko chińskiej władzy w Hongkongu

Protesty przeciwko władzy z Pekinu nie były w tym regionie niczym nowym, podobnie jak ich pacyfikacja przez ludową władzę Chin. Czas pandemii koronawirusa zatrzymał, co prawda protestujących wychodzących na ulicę, ale teraz gdy panika przed wirusowym końcem świata zaczyna mijać, przeciwnicy Xi Jinpinga i jego partii znów pojawiają się na zewnątrz. Liberalne wartości Hongkongu od dawna stoją w sprzeczności z żądaniem bezgranicznego posłuszeństwa, jakie wysuwa Pekin. Dość powiedzieć, że zgodnie z narracją chińskich mediów protestujących oficjalnie nazywa się „terrorystami”, a jeden z oficerów Chińskiej Armii Ludowej, powiedział nawet, że „Hongkong ma najgorsze „wartości społeczne” spośród wszystkich w Chinach. Co osoba to opinia, ale nie zmienia to faktu, że zgodnie z podpisanymi umowami Komunistyczna Partia Chin musi te wartości tolerować jeszcze przez co najmniej 27 lat, aż do 2047 roku.

Ludowy sposób na demokratę

W czwartek 21 maja rozpoczęły się coroczne obrady Dwóch Sesji – odpowiednika chińskiego parlamentu i już wiadomo, że tegoroczne spotkanie będzie jednym z ważniejszych nie tylko ze względu na szalejący również w Chinach kryzys gospodarczy. Pekin znalazł bowiem w koronawirusowej pandemii świetną sposobność do ograniczenia tych paskudnych przyzwyczajeń hongkończyków, jakimi są na przykład uliczne protesty. Zaproponowana w kuluarach rezolucja umożliwiłaby przygotowanie specjalnej i tak wyczekiwanej przez chińską partię Ustawy dot. Bezpieczeństwa Narodowego.

Początek obrad Dwóch Sesji 21 maja 2020 roku

Formalnie zgodnie z mini konstytucją Hongkongu przepisy dotyczące bezpieczeństwa narodowego powinny być wprowadzone już dawno, aby „zapobiec zdradzie, secesji, buntowi i wywrotowi przeciwko chińskiemu rządowi”. Tyle tylko, że nigdy nie zostały one wprowadzone w obawie przed ograniczaniem wolności słowa. Ostatnią próbę ich forsowania Chiny próbowały realizować w 2003 roku, po czym, gdy pół miliona osób wyszło na ulice – porzucili ten pomysł. Tym razem jednak próbę można powtórzyć przy o wiele lepszej argumentacji – trosce o bezpieczeństwo zdrowotne.

Zapewne w samej ustawie dotyczącej bezpieczeństwa narodowego nie ma jeszcze nic zdrożnego. Jednak Chińczycy pod tym kryptonimem usprawiedliwiali od dawna wszelkiego rodzaju naruszenia praw człowieka, w tym aresztowań politycznych przeciwników.

Potencjalne konsekwencje trudno dziś przewidzieć

Oczywiście, jeśli rezolucja zostanie ustanowiona (głosowanie ma odbyć się 28 maja), a w jej konsekwencji przygotowane zostanie nowe prawo efektywnie obchodzące opozycję, nie oznacza to wprost np. zamykania mediów krytycznych wobec Pekinu. Może jednak wystąpić autocenzura, niechęć do zabrania głosu, czy innego rodzaju upośledzenie swobodnego przepływu informacji, który leży u podstaw sukcesu gospodarczego tego regionu. Międzynarodowe korporacje, które zrobiły z Hongkongu swój azjatycki dom, w obawie przed chińskimi represjami, mogą przygotować swój exodus, podobnie jak mieszkańcy.

Posunięcie, do jakiego przymierza się chiński „parlament” tylko pogorszy i tak napięte już stosunki ze Stanami. Prezydent Trump, gdy tylko sprawa została nagłośniona, powiedział w swoim stylu, że erozja autonomii Hongkongu będzie wymagała „ostrej reakcji”. Niestety nie zdecydował się rozwinąć tego tematu. Jednak na Azjatach przyzwyczajonych do ostrzejszych potraw, te zapowiedzi nie wydają się robić większego wrażenia. Nie oznacza to jednak, że USA nie mają tu żadnego asa w rękawie. Swój sukces ekonomiczny Hongkong w dużej mierze zawdzięcza specjalnemu traktowaniu tego regionu przez USA.

Ustawa United States – Hong Kong Policy Act sprawia, że Amerykanie traktują Hongkong jako odrębny byt gospdoarczy od kontynentalnych Chin. W efekcie import-eksport na linii USA-Hongkong przebiega na mocy zupełnie innych regulacji niż import-eksport na linii USA-Chiny. Prezydent Stanów może jednak wypowiedzieć tę umowę w każdej chwili, jeśli tylko Hongkong stanie się mniej autonomiczny, co w praktyce oznacza, że Amerykanie mogą się z niej wycofać, kiedy tylko zechcą.

Dziś takiego ruchu nikt raczej nie zaryzykuje. Handel z Hongkongiem to dla Wujka Sama żyła złota. W 2017 roku nadwyżka handlowa z tym regionem wyniosła 32,6 mld USD i była największą ze wszystkich partnerów handlowych USA na świecie. Kwestia autonomicznego Hongkongu nie jest jednak wyłącznie przepychanką gospodarczą, a reputacyjną. Amerykanie nie mogą pozwolić sobie na utratę demokratycznego przyczółka przy granicach swojego największego rywala geopolitycznego. Chińska partia nie może sobie z kolei pozwolić na dalszy tak jawny sprzeciw tego regionu wobec siebie, bo tego typu partyzantka nigdy nie wpływa dobrze na poparcie partii. Szczególnie gdy partyzanci mają we władaniu mnóstwo gotówki. Od tego, jak rozegra się dalej ta próba sił może w wersji łagodnej zależeć przyszły los Wietnamu, Tajlandii, a zwłaszcza Tajwanu, które na rozszerzanie łokciami wpływów przez Chiny w regionie patrzą podejrzliwie już od jakiegoś czasu. W wersji drastycznej może od niego również zależeć życie i zdrowie, głównie obywateli Hongkongu. Na dziś można raczej spać spokonie, bo w dobie głębokiego kryzysu gospodarczego nikomu nie będzie zależało na wyprowadzaniu dodatkowych ciosów, po których zawsze oberwie się rykoszetem. Jednak, gdy ten się skończy, geopolityczne reperkusje dzisiejszych podchodów pod Hongkong mogą być bardzo nieprzewidywalne.

Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

25
1

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

25
1


Może Cię zainteresować również:

Ankieta

Czy w 2020 roku odczułeś na sobie skutki inflacji?

  • Tak, czuję że jest drożej
  • Nie, nie dotknęło mnie to
  • Nie zwracałem na to uwagi

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: