Wstęp
Cześć!
Przez lata Meta Connect kojarzył się głównie z firmą, która próbowała przekonać świat do metawersu, podczas gdy świat uprzejmie kiwał głową, trochę się z tego śmiał i zapominał po paru dniach. W tym roku było trochę inaczej i było to widać od pierwszych minut. Zuckerberg wyszedł w koszulce z napisem „Building is my love language”.
A Alexandr Wang nazwał Muse „bangerem, mówiąc naukowo”, a na scenie miał kroksy i zieloną koszulkę. Pokazywano w trakcie kilka live demo i generalnie cała atmosfera była dużo bardziej swobodna.
Widać więc, że Meta bardzo świadomie próbuje zbudować wokół siebie bardziej „cool” wizerunek. W walce o konsumenta uważam to za bardzo mądrą strategię, szczególnie na tle części labów AI, których komunikacja idzie dziś w zupełnie innym, zdecydowanie mniej korzystnym kierunku. Zuckerberg zresztą kilka razy wbijał dość czytelne szpilki, nawet jeśli nie wymieniał OpenAI czy Anthropica z nazwy. Już na początku powiedział, że w branży istnieje szeroki zakres poglądów na przyszłość AI, po czym od razu ustawił Metę po swojej stronie tej debaty słowami: „At Meta, we are optimists because we believe in people”.
Dalej poszedł jeszcze mocniej. Mówił, że najwyższym celem superinteligencji powinno być tworzenie i wynajdywanie, a nie automatyzacja, a droga do bezpiecznej przyszłości prowadzi przez szerokie udostępnianie technologii i odpowiednie mechanizmy kontroli, zamiast koncentracji jej w rękach kilku firm. Chwilę później dorzucił też, że prosta idea, iż dawanie ludziom większych możliwości poprawia ich życie, stała się „zaskakująco kontrowersyjna”.
Trudno nie czytać tego jako bezpośredniego kontrastu wobec części labów, które komunikację wokół AI budują dużo mocniej na ryzyku, ograniczeniach, potrzebie kontrolowania tempa rozwoju, regulacji i momentami dość fatalistycznej wizji przyszłości. Zuckerberg przez całe wystąpienie ustawiał Metę dokładnie po przeciwnej stronie. AI ma być zabawne, osobiste, powszechne i przede wszystkim użyteczne dla zwykłego człowieka, do tego podane z twarzą sympatycznej maskotki Muse.
Nieprzypadkowo keynote zakończył słowami „Stay optimistic out there” i ponownie wrócił do tezy, że najlepsza przyszłość powstanie przez oddanie tych „supermocy” w ręce każdego. Moim zdaniem cała ta narracja jest bardzo świadomie zaprojektowana.
Klimat to jednak jedno, a drugie to po prostu gęstość ogłoszeń. W półtorej godziny Meta pokazała nowy tryb głosowy Muse, sterowanie komputerem, własny adres e-mail dla agenta, dziesiątki nowych partnerstw handlowych, kilka nowych rodzin okularów, funkcję aparatu słuchowego, Muse Charm i pierwsze gogle VR w formie okularów. Dawno nie widziałem tak ciekawego Connecta od Mety.
Co ważniejsze, nie była to przypadkowa zbieranina premier i wszystko było podporządkowane jednej wizji. Muse ma stać się nowym interfejsem do technologii, a Meta chce kontrolować zarówno samego agenta, jak i urządzenia, przez które będziemy z nim rozmawiać przez cały dzień.
Powiedziałbym nawet, że Zuckerberg miał tutaj swój mały moment Jobsa. I od razu zastrzegam, żeby nikt nie łapał mnie za słowo - nie chodzi mi o to, że nagle stał się wielkim, porównywalnym wizjonerem w czarnym golfie, ale bardziej chodzi o sposób budowania narracji o przyszłości, którego dzisiaj wyraźnie brakuje choćby w Apple i części konkurencji. Zuckerberg bardzo jasno pokazuje, w którą stronę jego zdaniem zmierza technologia, i próbuje tę wizję przełożyć na konkretne produkty.
Mamy więc jeden produkt w centrum, bardzo konsumencki i luźny język, sprzęt, oprogramowanie, emocje i maskotkę spiętą wokół tego. Jobs robił coś podobnego z iPodem i iPhone'em. Zuckerberg próbuje dziś zrobić to samo z Muse i smart glasses. Czy Muse albo okulary Mety staną się czymś porównywalnym z iPhone'em? Absolutnie tego dziś nie wie nikt, łącznie z Zuckerbergiem. Ale przynajmniej bardzo dobrze wiadomo, jaka jest jego wizja i do czego chce dojść. Jak dla mnie jest zdecydowanie bardziej ekscytująca i optymistyczna niż to, co przedstawia chociażby Anthropic czy OpenAI.
I to jest dla mnie chyba największa różnica względem poprzednich lat bo Meta nie wygląda już wyłącznie jak firma opowiadająca o odległych, momentami odklejonych wizjach przyszłości, tylko coraz więcej elementów tej wizji faktycznie zaczyna dowozić i składać się w jedną platformę konsumencką. Czy wypali to inna kwestia.
Nie będę tutaj powtarzał tego, co rozłożyłem już na czynniki pierwsze podczas ostatniego webinaru. Zamiast tego przelecimy zwięźle przez najciekawsze rzeczy z Connect i przez kilka wniosków, które z nich wynikają, nie tylko dla samego biznesu Mety.









