Wykorzystaj splity akcji, nawet jeśli to bez sensu.

Możliwe, że Split kojarzy Ci się z Chorwacją i Makłowiczem. Giełdowy split polega jednak na zwiększeniu liczby akcji firmy. Teoretycznie nie ma on najmniejszego wpływu na wartość spółki, a jednak inwestorzy reagują na informacje o nim niezwykle pozytywnie. Dlaczego?

Zacznijmy od najbardziej uproszczonego wyjaśnienia, jak działa split. Wyobraź sobie, że na stole leży pizza, która jest podzielona na 4 kawałki (akcje). Robię dwa precyzyjne cięcia i teraz składa się już z 8 kawałków (akcji). Właśnie dokonałem splitu pizzy (akcji)! Przyjmijmy, że spółka A ma kapitalizację 100 milionów i 1 milion akcji (cena 100). Jeśli pomnożę liczbę akcji przez 10, a cenę akcji podzielę przez 10, to kapitalizacja pozostanie na tym samym poziomie. Inwestor dotychczas posiadający w swoim portfelu 10 akcji będzie miał teraz 100. Na poziomie fundamentalnym nie zaszła absolutnie żadna zmiana. Split to zabieg czysto techniczny mający zapewnić utrzymanie nominalnej wartości akcji w danym przedziale na poziomie uważanym za optymalny.

Odwrotnością splitu jest „scalanie akcji”, czyli łączenie kilku akcji w jedną. Ten zabieg ma już czasem większe znaczenie. Zgodnie z przepisami obowiązującymi na giełdzie nowojorskiej spółka nie może być wyceniana poniżej 1 dolara za akcję (i znajdować się na tym poziomie przez pewien czas). Wycena poniżej 1 dolara powoduje techniczne problemy w handlu na akcjach spółki. Na poziomie fundamentalnym jednak również nie zachodzi tutaj żadna zmiana w spółce.

Niezależnie na ile kawałków podzielę ciasto, to ilość pizzy w pizzy pozostaje niezmienna (zapomnij o stratach wynikających z cięcia). Mimo to kursy praktycznie zawsze pozytywnie reagują na split. Pierwszego lutego, po zamknięciu sesji, Google złożył raport kwartalny. Wyniki były lepsze od oczekiwanych, kurs podskoczył o 4-4,5%. Następnie Google ogłosił, że w kolejnym kwartale przeprowadzi split 20:1, co podbiło ceny o kolejne 4,5 – 5%.

Obie informacje zostały zdyskontowane w handlu posesyjnym. Rynek ten cechuje się znacznie niższą płynnością i co za tym idzie większą zmiennością niż normalne godziny notowań. Mimo wszystko widać, że dla inwestorów i spekulantów czysto kosmetyczna zmiana ma równie duże, jeśli nie większe znaczenie do fundamentalnie istotnych wyników spółki. Google nie jest jednak wart nawet centa więcej z powodu splitu. Mimo to istnieje ponad stuletni precedens wzrostu kursu, w oparciu o ogłoszenie splitu. Trudno o bardziej przewidywalną prawidłowość. Na tym poziomie hipoteza racjonalności rynków finansowych upada. Tak samo zareagowała Nvidia (split ogłaszany w maju 2021), Tesla (split ogłaszany w sierpniu 2020), Apple (split z lipca 2020), itd. Gdzie tu logika? Widzę kilka powodów takiego zjawiska. Wróćmy do miasta Split.

Fakt: „Znana mi para rozstała się po podróży do Splitu.”
Przesłanka: „Możliwe, że Split przynosi pecha, nazwa mówi sama za siebie.”
Wniosek: „prawdopodobnie nie powinienem planować podróży poślubnej do Splitu.”

Nie istnieje jednak żadna logiczna relacja pomiędzy faktem, przesłanką i wnioskiem. Z drugiej strony czy jesteś gotowy zaryzykować szczęście swojego związku, w końcu nigdy nic nie wiadomo! Stosując ramy stworzone przez Kahnemana (Pułapki myślenia), odpowiedzialność za tego typu błędy należy zrzucić na leniwy „system 1” w naszej głowie, gdzie mamy skłonność do dostrzegania zależności, nawet tam, gdzie ich nie ma. Jeśli wieloletnie doświadczenie uczy nas, że split akcji jest zjawiskiem pozytywnym, to jesteśmy skłonni w to wierzyć i postępować zgodnie z tą hipotezą. Na pewno zauważyły to również algorytmy, które z chęcią podbijają ceny w oparciu o ten news. Z ich punktu widzenia przyczyna i skutek nie mają najmniejszego znaczenia, liczy się tylko niezbita prawidłowość. W ten sposób potęgują reakcję ludzi, którzy tym bardziej są skłonni wierzyć, że spółka po ogłoszeniu splitu jest warta więcej niż przed.

W zamierzchłej przeszłości, gdy inwestorzy nie znali „akcji ułamkowych”, to dysponujący nieznacznymi środkami, mogli mieć problem z zakupem zbyt drogiej akcji. Problemem była też alokacja w portfelu. Powiedzmy, że mam 10 000 USD na koncie maklerskim, a na nim kilka wybranych spółek. W pewnym momencie zaczynam myśleć, że Google jest nieznacznie lepszy od Meta i chcę sprzedać 10% mojej pozycji w Meta, by wzmocnić pozycję w Google o 10% (zakładając, że ceny obu akcji są zbliżone). Bez użycia akcji ułamkowych zadanie jest niewykonalne biorąc pod uwagę że Google kosztuje w okolicy 2800 USD za jedną akcje. Tylko że brokerzy oferujący w USA ułamkowe części akcji, to dziś norma, a nie wyjątki.

Wśród badaczy rynku panuje jednak konsensus, że zwiększony obrót na akcjach spółki ma pozytywny wpływ na kapitalizację spółki w dłuższej perspektywie. Nie jest to co prawda efekt istotny, bo na przestrzeni dekady sprowadza się do kilku procent, ale z drugiej strony, dlaczego o niego nie zawalczyć? Teoretycznie będąc świadomym tego efektu, można zdyskontować informację o splicie, jako oczekiwaną poprawę płynności spółki i jej nawet minimalny wpływ na kurs.

Rynek w 2022 roku różni się przecież od tego z 1922. Dla gigantycznych pasywnych funduszy to, czy akcja Google kosztuje 3000 USD, czy 300 USD nie ma żadnego znaczenia z perspektywy balansowania portfela. Podobnie nie ma znaczenia dla automatów HFT. Jedyne znaczenie może mieć dla inwestora indywidualnego, ale on i tak ma w USA łatwy dostęp do akcji ułamkowych. Krótko mówiąc, świat się zmienił, ale zwyczaj pozostał.

W pewnych przypadkach split ma co prawda znaczenie. Choć akcje można podzielić na ułamki, to nie ma takiej praktyki w odniesieniu do rynku opcji. Przykładowo, popularna opcja call Tesli z ceną wykonania = 840 USD (20 maja) kosztuje około 160 USD. Gdyby akcje tesli miały 10-krotnie wyższą nominalną wartość, to mogłyby odstraszyć wielu miłośników opcji. Jeśli przestrzegasz zasad bezpieczeństwa zakładającej, że na jeden pomysł nie należy stawiać więcej niż 5 % portfolio (Livermore), to nominalna cena opcji ma znaczenie nawet dla relatywnie dużego indywidualnego portfolio.

Dlaczego nominalna cena opcji i przez to zainteresowanie nimi ma mieć jakiekolwiek znaczenie? Teslę wybrałem nieprzypadkowo, bo jednym z kluczowych czynników, który wpłynął na szybki wzrost akcji w 2020 i 2021 roku była praktyka kupowania opcji call będących silnie Out Of The Money (daleko im do wygenerowania zysku dla inwestora) z bardzo krótkim okresem do wygaśnięcia. Same opcje nie mają co prawda wpływu na zmianę kursu akcji, ale ten wynika ze sposobu, w jaki marketmaker zabezpiecza swoje pozycje. Firma znajdująca się po drugiej stronie kupionej przez nas opcji musi aktywnie ubezpieczać swoją pozycję. Model zakłada konieczność nagłego zakupu dużej ilości akcji w razie zbliżania się do punktu, w którym opcja stałaby się wykonalna. W ten sposób nawet relatywnie niewielki ruch w cenie opcji może powodować gwałtowną zmianę pozycji animatora zmuszając go do kupienia / sprzedania akcji. W wypadku opcji Call OTM z tygodniowym lub krótszym okresem do wygaśnięcia zmiana jest tym bardziej gwałtowna.

W normalnych okolicznościach opcje powinny służyć do ubezpieczania pozycji z przyjęciem maksymalnego poziomu ryzyka lub wyrażenia zainteresowania zmianą kursu w określonym przedziale cenowym. Zdarza się, że są źle wycenione, co pozwala na prawdziwą okazję inwestycyjną, szczególnie jeśli inwestor/spekulant przypisuje danemu wydarzeniu znacznie wyższe / niższe prawdopodobieństwo niż druga strona.

W większości przypadków jednak opcje są zazwyczaj używane jako odpowiednik losu na loterii. Ponieważ Citadel, główny sprzedawca opcji, jest w stanie wycenić prawdopodobieństwo jej realizacji znacznie lepiej niż klient Robinhooda, to kupowanie wspomnianych opcji jest grą o sumie głęboko ujemnej. Zupełnie jak lotto. Z punktu widzenia hazardzisty, statystyczna opłacalność zakładu nie ma istotnego znaczenia, kto kupując zdrapkę, liczy statystyczną szansę na wygraną, pulę itp. Duże znaczenie ma natomiast cena losu, te powinny być na tyle tanie, by kupujący je gracz nie czuł się źle. Tak jak w przypadku „jednorękiego bandyty”, cena każdej kolejnej gry jest niska, czas oczekiwania na wyniki krótki, szybki cykl bardziej uzależniający a przystępna cena umożliwia kontynuowanie zachowania. Właśnie z powodu statystycznie nieopłacalnej aktywności hazardowej na wybranych opcjach, zmiana nominalnej ceny akcji, co za tym idzie ceny opcji może mieć wpływ na zachowanie kursu.

Badania wskazują, że spółki które ogłosiły split, przez kolejne dwa lata osiągają znacząco lepsze wyniki od benchmarku. Wytłumaczenie tego zdaje się dość proste. W końcu kursy akcji tych spółek znajdują się najpewniej w trendzie wzrostowym, bo spółki w trendzie bocznym i spadkowym nie mają powodu do ogłaszania splitu. W ten sposób różnica wynika z prostego efektu momentum. W tym rozumieniu split nie jest oznaką przyszłych zysków dla spekulantów, a raczej pochodną momentum, którego i tak są już od dawna świadomi.

Rosnąca powszechność splitów jest jednak ważną informacją dla inwestora, podobnie premia, jaką nagradzane są spółki za jego ogłoszenie. Liczne splity i wysokość ‘’split premium’’ mogą stanowić pomocniczy wskaźnik pomagający określić, w jakiej fazie cyklu spekulacyjnego się znajdujemy (w rozumieniu Minskiego). Bańki spekulacyjne w rodzaju tych z 1929 czy 2000 cechowały się nie tylko rosnącymi cenami akcji, ale i częstymi splitami.  Jest to po części funkcją samego wzrostu cen akcji, ale i silnej koncentracji wzrostu. Choć nie ma publicznie dostępnego indeksu pokazującego poziom „premii za split”, to jego zaprogramowanie może być bardzo przydatne. Rosnący jej poziom pośrednio wskazałby według mnie na rosnący udział inwestorów / spekulantów indywidualnych w rynku. To samo w sobie nie jest aż tak istotne, bo powyższe można znacznie lepiej obserwować za pomocą innych wskaźników. Znacznie ciekawsze jest określenie poziomu ich nieracjonalności, wychodząc z założenia, że „racjonalny rynek nie powinien dyskontować nieistotnych informacji”. Rosnący udział spekulacji indywidualnej jest typowy dla późnej fazy cyklu spekulacyjnego.

Istnieje w inwestycyjnym świecie jeden rodzynek, który swoim uporem popsuł system notowań giełdowych. Berkshire Hathaway nigdy nie przeprowadziło splitu. W efekcie akcje serii A w maju 2021 osiągnęły cenę 429 496.7296 USD. Sesja została przerwana w wyniku błędu, informatycy tworzący system nie zakładali możliwości tak wysokiego odczytu co spowodowało krótki paraliż. Po przerwie system wrócił do pracy z nowym maksymalnym limitem, daleko poza zasięgiem jakiejkolwiek spółki, nawet z pomocą hiperinflacji. Warren Buffett i Charlie Munger dalej stanowczo odmawiają splitu. Zgodnie z ich filozofią akcje BRK-A są przeznaczone do wieloletniego oszczędzania, najlepiej trzymane aż do emerytury i przekazywane w spadku kolejnemu pokoleniu. Celem utrzymywania wysokiej ceny jest utrudnienie życia wszystkim spekulantom. Berkshire stworzyło co prawda również akcje BBK-B, które są ograniczone pod względem głosu i istotnie tańsze nominalnie. Celem ich powstania było między innymi umożliwienie dzielenia majątku pomiędzy dwójkę dzieci.

Podsumowując więc, czy inwestowanie „pod split” ma fundamentalny sens? Zdecydowanie nie. Czy jest opłacalne? Historia pokazuje, że tak, więc nie zamierzam bić się z rynkiem. Nawet jeśli zachowuje się nieracjonalnie.

Do zarobienia,
Moonvestor


59
2

Oceń materiał!

59
2


Przeczytaj również:

Ankieta

Ile razy FED podniesie stopy w roku 2022?

  • Max 2
  • 3-4
  • Ponad 4

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Najwyżej oceniane: