Czy inwestorzy powinni bać się koronawirusa?

opublikowano: 24 lutego 2020

Masowo odwoływane loty do Państwa Środka, panika w biurach podróży oraz podekscytowani dziennikarze, głoszący nową epidemię na miarę średniowiecznej Czarnej Śmierci. Tak można opisać to, co w ostatnich tygodniach dzieje się na świecie. Tylko, czy panika wywołana koronawirusem może zainfekować nasze pieniądze? W odcinku DNA Rynków „Jak zarobić na koronawirusie?!” pokazywaliśmy badania Deutsche Banku, że wpływ koronawirusa na światową gospodarkę w 2020 roku powinien być znikomy. Cóż, przygotowywali je przy założeniu, że epidemia ograniczy się wyłącznie do Chin, co jak wszyscy wiemy okazało się kiepskim założeniem. Co jednak w przypadku giełd? Czy po wielkich spadkach wywołanych bardziej szokiem niż fundamentami jest szansa stabilizację i późniejsze wzrosty?

Nie taki wirus straszny

Co jakiś czas docierają do nas sensacyjne informacje o wybuchu epidemii śmiercionośnego wirusa, który w mig opanuje cały świat, a nam pozostanie tylko czekać, aż srogie trąby obwieszczą jego rychły koniec. Tak było w przypadku epidemii SARS, świńskiej i ptasiej grypy, czy wirusa Ebola. Tak, jest też w przypadku koronawirusa. Historycznie jednak rynki podchodziły do tych rewelacji znacznie spokojniej niż turyści, dziennikarze i przedstawiciele niektórych apokaliptycznych sekt. Poniżej widać, jak indeks MSCI World agregujący 1644 spółki o dużej i małej kapitalizacji spośród 23 rozwiniętych rynków reagował na przeróżne epidemie, począwszy od 1970 roku.

Światowe rynki są wirusoodporne. Indeks MSCI na tle ostatnich epidemii

SARS – starszy brat koronawirusa COVID-19

Na powyższym wykresie w oczy rzuca się od razu kwiecień 2003 roku i epidemia SARS. Najdotkliwiej oprócz ludzi, ucierpiały azjatyckie linie lotnicze oraz globalne PKB, które zdaniem Banku Światowego skurczyło się o 33 mld USD. Na pierwszy rzut oka wydaje się to dużo, jednak „stara, dobra, znana wszystkim” sezonowa grypa w samych USA co roku kosztuje 10 mld $ (według danych Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej). Warto również wspomnieć, że tąpnięcie widoczne na wykresie w 2003 roku było spowodowane nie tyle epidemią SARS, ile echem recesji i niepewnością związaną z atakiem na Irak.

Ptasia grypa = latające giełdy

Czerwiec 2006 r. przyniósł nam nie tylko podwyżki stóp procentowych w USA 17 raz z rzędu, ale również epidemię ptasiej grypy. Gdy udowodniono przypadki przenoszenia jej z człowieka na człowieka, ok. 50% Amerykanów według ankiet wyraziło zaniepokojenie jej możliwymi skutkami. Wydawałoby się, że blisko połowa mieszkańców tego 320-milionowego kraju nagle zacznie wycofywać swoje pieniądze z giełdy. Jednak epidemia ta wpłynęła na rynki jedynie krótkoterminowo. Szybka gorączka, łamanie w kościach, po czym powstanie z łóżka niczym młody bóg i… w krótkim czasie kolejne szczyty.

Indeks MSCI World (lewa oś, kolor żółty) vs. liczba zarażonych ptasią grypą (prawa oś, kolor niebieski)

Świńska grypa bez efektu na rynek

W kwietniu 2009 r. osłabiony kryzysem finansowym i jeszcze słaniający się na nogach świat zaatakowała kolejna epidemia grypy. Tym razem świńskiej. Ku przerażeniu Wuja Sama i radości retoryki obecnego prezydenta USA, wirus dotarł do kraju Jankesów z – jakżeby inaczej – z Meksyku. Nie wiem, czy Wielki Mur Trumpa ustrzegłby amerykańskie społeczeństwo przed epidemią, jednak w przypadku rynków finansowych okazałby się zbędny. Te bowiem przejęły się nią równie mocno, co globalne media konkursem Eurowizji. Ekscytacja trwała „dwa dni z dzisiejszym”, po czym wszystko wróciło do normy.

Indeks MSCI World (lewa oś, kolor żółty) vs. liczba zarażonych świńską grypą (prawa oś, kolor niebieski)

Czy z koronawirusem jest inaczej?

I tak, i nie. Warto pamiętać, że od czasów wspomnianych epidemii chińska gospodarka przeszła istny skok o lata świetlne, co może większym stopniu oddziaływać na światowe rynki, a na pewno na zachodnie firmy posiadające fabryki swoich produktów w ogarniętych epidemią regionach. Przekonali się już o tym wszyscy niedoszli posiadacze Iphone’a 11, którzy otrzymali informację o znacznym wydłużeniu czasu dostaw spowodowanym przestojem produkcji w Chińskich fabrykach. Mimo iż Chińczycy zabrali się do gaszenia ogniska epidemii z podziwu godnym zapałem, budując szpitale… w 7 dni, opanowanie wirusa przy obecnym stopniu mobilności społeczeństwa zapewne potrwa jeszcze kilka miesięcy.

Historia lubi się powtarzać, o czym mogliśmy przekonać się w przypadku poprzednich epidemii. Na początku lekkie giełdowe spadki, po czym sytuacja wraca do normy, po drodze dając czasem nieźle zarobić. Na obecnej epidemii wprawni spekulanci już mieli swoje okazje do zysków. Akcje japońskiej spółki Kawamoto produkującej lateksowe rękawiczki w ciągu niespełna 10 dni wzrosły o … 800%! Więcej opowiadaliśmy o tym w odcinku DNA Rynków ”Jak zarobić na koronawirusie?!”.

W kwestiach turystycznych, azjatyckie, a szczególnie chińskie kraje stanowczo doradzam odwiedzać jedynie wirtualnie. Natomiast do epidemii koronawirusa, jako inwestor, warto podejść ze zdrowym rozsądkiem, szukając niezłych okazji. W końcu jak mawia Warren Buffet, „Inwestuj, gdy inni się boją i bój się, gdy inni inwestują!”

Do zarobienia!
Maciej Kietliński

36

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

36
0


Może Cię zainteresować również:

Ankieta

Czy w 2020 roku odczułeś na sobie skutki inflacji?

  • Tak, czuję że jest drożej
  • Nie, nie dotknęło mnie to
  • Nie zwracałem na to uwagi

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: