Największe absurdy podatkowe polskiego rynku kapitałowego

Największe absurdy podatkowe polskiego rynku kapitałowego

opublikowano: 11 maja 2021

Zachęcony możliwością napisania tekstu o podatkach „bez cenzury”, żywo zapaliłem się do pomysłu opisania największych absurdów podatkowych w kontekście polskiego rynku kapitałowego. Najciekawsze jest bowiem to, że w trakcie całej mojej praktyki zawodowej obserwowałem, jak ten rynek oportunistycznie podszedł do wszystkich zmian w przepisach podatkowych, wdrożonych w czasie wprowadzania „podatku Belki” i trzy lata później, gdy zafundowano nam powszechny podatek od tzw. dochodów z giełdy. Tylko przez kilka miesięcy na przełomie 2003 i 2004 roku tliło się niewielkie zarzewie buntu i kilka tytułów prasowych ostrzegało, że wprowadzane przepisy zawierają mnóstwo błędów. A później poszło jak zwykle… Nauczyliśmy się żyć w oparach absurdu i oddychamy nimi do dziś.

Nie chciałbym, aby ten tekst był z gruntu teoretyczny. Okres składania zeznań podatkowych minął, więc nie wywołam nim zdenerwowania u niektórych inwestorów – podatników, zagłębiając się w wątki praktyczne. Muszę jednak zaznaczyć, że materia, którą opisuję, jest bardzo skomplikowana. Podkreślam to zawsze wtedy, gdy na coraz bardziej szczegółowe pytania dotyczące opodatkowania dochodów z kapitałów pieniężnych, mnożę wątpliwości, zamiast je rozpraszać. Wtedy mam poczucie, że odgrywam rolę „szamana”, który pochylony nad rozsypanymi patyczkami w głębi duszy czuje się bezradny, bo wie, że nigdy nie udzieli właściwej odpowiedzi na pytanie „Co robić?”. Mimo posiadanej wiedzy i pokładanych w jego umiejętnościach nadziei. 

Kilka lat temu Pani Profesor Elżbieta Mączyńska sformułowała na żywo, na antenie radiowej, naiwny postulat uproszczenia przepisów podatkowych. Słuchałem jej głosu, jadąc do pracy i sam do siebie skomentowałem pomysł, jako abstrakcyjny. Przecież złożoność przepisów podatkowych (w tym przede wszystkim większość nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych) jest spowodowana presją całej rzeszy zainteresowanych, aby w podatkach wszystko było „jasne i przejrzyste”! Wiem jednak z praktyki, że prawie każda następna „poprawka” do istniejących przepisów pogarsza tylko sytuację.

Jakie więc zasady obowiązują przy opodatkowaniu dochodów z kapitałów pieniężnych? Wyjątkowo proste czy nadmiernie skomplikowane? Czy przepisy zachęcają nas do inwestowania, czy odwrotnie – odstraszają? Czy te zasady są rzeczywiście aż tak ważne, skoro bardzo często możemy zarobić na spekulacji instrumentami finansowymi tyle, że podatek staje się tylko ułamkiem wartości naszego szczęścia i umiejętności?

Na dwa pierwsze pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Przepisy są w niektórych kwestiach szczegółowe i złożone, w innych zaś sprawach wyjątkowo proste. Raz zachęcają do wybrania rynku kapitałowego jako źródła dochodów, a innym razem wywołują paniczne pragnienie ucieczki. Dopiero trzecie pytanie wydaje się kluczowe. Okazuje się bowiem, że przepisy są tak złe, że różnicują pozycję osób, które postanowiły inwestować na rynku kapitałowym, mimo że teoretycznie ich ostateczne korzyści finansowe (po opodatkowaniu) powinny być podobne. Właśnie na kilku takich tematach, pokazujących absurdalność i pewną niesprawiedliwość zasad, skupię się w dalszej części artykułu.

Informacja PIT-8C, czyli… wiesz, że nic nie wiesz

Największym bublem, jaki istnieje na rynku kapitałowym jest informacja PIT-8C (wzór znajdziesz np. tutaj), którą teoretycznie powinien otrzymać każdy inwestor korzystający z usług brokera, banku lub innej instytucji, pomagającej nam inwestować na giełdzie i wokół niej. Jej forma praktycznie nie zmieniła się od początków powstania, czyli od 2004 r. Drobne modyfikacje nie tylko nie rozwiązały problemów podatników, ale wręcz ukryły te problemy w sposób, dający pretekst instytucjom finansowym, aby pewnych tematów nie drążyć czy pewne zagadnienia zignorować.

Doprowadziło to m.in. do sytuacji, w których jedni podatnicy płacili podatek od dochodów faktycznie nie istniejących, a inni nic nie płacili, bo w informacji PIT-8C tych samych dochodów po prostu nie było. Dość powiedzieć, że informacja PIT-8C narusza standardy konstytucyjne od 17 lat, jest bowiem wydawana w formie i treści sprzecznej z delegacją ustawową. Do dziś jednak nikt tej kwestii nie odważył się formalnie ruszyć do przodu, a głosy protestu nie przebiły się do szerszej opinii publicznej.

Absurdalnie fenomenalne jest to, że PIT-8C jest informacją wyjątkowo prostą, mimo iż dotyczy bardzo skomplikowanych i niejednorodnych transakcji, czy operacji generujących dochód lub stratę. Dla porównania – PIT-11, który zawiera nasze roczne przychody z różnych tytułów aktywności zawodowej, ma formę wprost proporcjonalną do tego, co widzimy np. na comiesięcznym „pasku wynagrodzenia”. Łatwo więc sprawdzić, czy PIT-11 jest zbieżny z tym, co wiemy o naszej pensji brutto, netto, składkach różnego typu i zaliczkach. Tymczasem PIT-8C jest praktycznie „niesprawdzalny” bez wysoko wyspecjalizowanych dokumentów i pomocy kogoś, kto z jednej strony zna specyfikę rynku kapitałowego, a z drugiej strony zna się na podatkach. Otrzymujemy w nim dane o przychodzie i kosztach sumarycznych, których nie zobaczymy np. na wyciągu z rachunku inwestycyjnego, czy w rejestrze operacji posiadanym przez brokera. Nie zweryfikujemy ich także, podglądając np. przez Internet, co się na naszym rachunku wydarzyło szczegółowo w trakcie 12 miesięcy inwestowania.

Pół biedy, jeśli w trakcie roku podatkowego wykonamy kilka czy kilkanaście transakcji, w dodatku handlując nie jednym instrumentem, ale kilkoma. Wtedy znając zasady rozliczania podatku (te stosowane powszechnie i te przyjęte przez naszego brokera), możemy krok po kroku policzyć na kartce, czy wystawiony dla nas PIT-8C jest poprawny. Co jednak będzie, gdy w trakcie roku wykonaliśmy dziesiątki lub setki zleceń, na większej liczbie walorów? I dodatkowo były one przedmiotem operacji, które nie zależały od naszej woli lub odbyły się kilka lat temu…? Nie wspominam tu o przypadkach nietypowych. Nie wspominam o transakcjach mogących rodzić wątpliwości prawne. Nie wspominam o braku danych finansowych albo o częstych transferach, splitach, scaleniach czy innych bardziej odosobnionych operacjach, które odnoszą się do posiadanych przez nas w portfelu aktywów. Jak złożony – sam w sobie – jest rynek instrumentów finansowych, nie muszę chyba nikomu tłumaczyć…

Ostatecznie więc dostajemy do ręki informację mającą posłużyć nam do sporządzenia zeznania podatkowego, składanego pod odpowiedzialnością finansową i karno-skarbową, bez gwarancji, że jest ona poprawna (skoro sprawdzenie takiej informacji jest prawie niemożliwe dla laika podatkowego, gwarancje instytucji finansowej są iluzoryczne). Poza tym nawet wystawca PIT-8C nie jest pewny jakości przygotowanej informacji, ponieważ może mieć wątpliwości w zakresie poprawności dokonanej przez siebie wykładni przepisów. Jedni wystawcy zasłaniają się posiadanymi interpretacjami, inni opiniami doradców podatkowych, a jeszcze inni idą na skróty i po prostu korzystają z napisanego przez informatyków, zakupionego oprogramowania, które przetwarza dane podatkowe. Czy każda instytucja finansowa działa podobnie i stosuje jakieś uniwersalne zasady? Niestety, panuje tu kompletna dowolność.

Wątpliwości budzi również sama, wydawałoby się prosta, konstrukcja informacji. Czy jest kompletna i bez zastanowienia możemy przepisać zawarte w niej dane do zeznania rocznego? Czy jest wystarczająca, gdy inwestujemy za granicą albo jesteśmy „z zagranicy”? Odpowiedź jest negatywna w obu przypadkach. Po pierwsze dlatego, że PIT-8C nie zawiera np. wszystkich kosztów podatkowych, bo wystawca zna tylko koszty poniesione za jego pośrednictwem oraz uwzględnia te koszty tylko we wskazanych rubrykach (obecnie tylko w części F). Po drugie informacja jest niewystarczająca, gdy inwestujemy jeszcze za pośrednictwem brokerów zagranicznych (oni nam nic nie wyślą) oraz kompletnie nieprzydatna, gdy mamy rezydencję podatkową poza Polską.

Dochodzimy tu do zagadnienia „konstytucyjności” wzoru informacji. Skoro tylko w części F mamy informację o osiągniętym dochodzie (co prawda nie zawsze kompletną, ale przynajmniej w założeniach wystarczającą), a już w części G tylko wartość przychodu (bez rubryki na koszty podatkowe do odjęcia od przychodu), to czy minister właściwie określił wzór informacji o wysokości dochodu z odpłatnego zbycia i realizacji instrumentów finansowych, jak nakazuje mu ustawa? Dla mnie to pytanie retoryczne od 17 lat.

Na koniec dodam jeszcze kilka zdań na temat ostatniej wady PITa-8C. Tak naprawdę nie wiadomo, kto ma go wystawiać, więc zdarza się, że wystawia dwóch jednocześnie, a dotyczą tych samych dochodów. Ponieważ urzędy skarbowe również otrzymują takie zdublowane informacje, podatnikowi jest bardzo trudno złożyć poprawne zeznanie roczne, bez ryzyka dostąpienia  „zaszczytu” kontroli podatkowej. W końcu dwa dochody, to dwa dochody, nieprawdaż?!

Jedno źródło dochodów, dwa rodzaje podatku

Specyfiką polskich przepisów podatkowych jest to, że mnogość metod opodatkowania obejmuje często tę samą kategorię dochodów. Na przykład w najmie mamy zarówno ryczałt (dwie stawki podatku liczonego od przychodu), jak i opodatkowanie (dochodu) wg skali, a przyjmując inny rodzaj działalności (najem może być również działalnością gospodarczą) mamy prawo korzystać z podatku liniowego. Problem polega jednak na tym, że w większości przypadków to my wybieramy metody opodatkowania. My kalkulujemy, co się nam bardziej opłaca, rozstrzygamy, czy warto prowadzić ewidencję kosztów, czy obliczać podatek od samego przychodu. Tymczasem w odniesieniu do dochodów z kapitałów pieniężnych takiego wyboru (bez założenia działalności gospodarczej) nie mamy (istnieje zarówno podatek zryczałtowany – „podatek Belki”, jak i liniowy).

Co istotne, przy opodatkowaniu dochodów kapitałowych nie dość, że wybór metody jest często dokonywany niejako za nas (np. umorzenie akcji opodatkowanej ryczałtem zamiast sprzedaży opodatkowanej liniowo), to jeszcze wysokość podatku, a nawet sposób jego obliczenia zależy w istotnej mierze od formalno-prawnej strony transakcji. Przykładem jest tu opodatkowanie odsetek i dywidend, przeciwstawianych transakcji sprzedaży papieru wartościowego, oraz opodatkowanie dochodów z funduszy inwestycyjnych otwartych i zamkniętych. Musimy więc dokładnie znać przepisy podatkowe, a potem dokonać prawidłowego wyboru prawnej ścieżki wykonania transakcji.

Posiadając, chociażby obligacje mamy możliwość pozyskania kuponu odsetkowego na dwa sposoby. Możemy odebrać kupon od emitenta, dokonując operacji np. przedterminowego wykupu albo możemy prawie równoważny kupon doliczyć do ceny sprzedaży papieru, w transakcji z osobą trzecią. W pierwszym przypadku zapłacimy podatek zryczałtowany, pobierany z założenia przez płatnika i liczony wg stawki 19% od uzyskanego przychodu. W drugim przypadku zapłacimy sami podatek liniowy liczony od dochodu również wg stawki 19%. Stawka niby ta sama, gdzie więc tkwi problem?

Po pierwsze, podatek zryczałtowany od odsetek liczy się od groszy i zaokrągla się do groszy w górę. Tymczasem podatek liniowy liczony od sprzedaży liczy się od podstawy w złotych i zaokrągla do złotych (do 49 groszy w dół a od 50 groszy w górę). Różnicę widać dziś, przy niskich stopach procentowych. Już od 1 grosza odsetek od obligacji wypłaconych przez emitenta zapłacimy 1 grosz podatku. Jednak od 49 groszy dochodu ze sprzedaży obligacji, gdy cena obejmuje odsetki należne w dniu sprzedaży nawet w wysokości 49 groszy, nie zapłacimy nic.

Po drugie, jeśli „wpadniemy” w podatek zryczałtowany, czyli np. otrzymamy odsetki lub dyskonto z wykupu obligacji od emitenta, uzyskanego dochodu nie będziemy mogli skompensować sobie stratą finansową nawet na tym samym papierze, ale podlegającą pod podatek liniowy (np. wynikającą z transakcji na giełdzie). Tymczasem sprzedaż obligacji z odsetkami lub dyskontem w cenie da nam możliwość ujęcia dochodu razem z transakcjami, w których koszty nabycia przewyższyły przychody. Podobnie dzieje się w przypadku funduszy inwestycyjnych – strata z jednostek uczestnictwa FIO nie kompensuje się z zyskami (ani z FIO, ani z FIZ). Strata ze sprzedaży certyfikatów FIZ osobie trzeciej kompensuje się z dochodami ze sprzedaży innych certyfikatów FIZ, ale także ze sprzedaży akcji, obligacji, pochodnych itd.

Po trzecie, trzeba pamiętać o tym, że przepisy podatkowe faworyzują obligacje emitowane przez Skarb Państwa, w stosunku do innych obligacji np. korporacyjnych. Przykładem jest tu obliczane dyskonta – w przypadku obligacji SP zwolnione z podatku są odsetki stanowiące ich równowartość doliczoną do rosnącej ceny zakupu, w przypadku obligacji korporacyjnych takiego zwolnienia nie ma, co oznacza, że dla takich samych warunków emisji i oprocentowania, obligacje korporacyjne będą opodatkowane niekorzystnie.

W tak krótkim artykule nie jestem w stanie syntetycznie omówić wszystkich nieuzasadnionych różnic w opodatkowaniu teoretycznie jednorodnych ekonomicznie źródeł zysku finansowego. Dość powiedzieć, że zróżnicowanie to jest kompletnie nieprzemyślane i wynika wyłącznie z bałaganu w doraźnie nowelizowanych przepisach. Kto chce, niech prześledzi lakoniczne uzasadnienia do licznych nowelizacji ustawy o PIT, a że przeciętny inwestor nie jest w stanie tych niuansów zidentyfikować, prowadzi to nawet do takich sytuacji, w których zysku ekonomicznego nie ma, a podatek… i owszem. Przykładem są tu dochody z inwestycji w walucie.

Raz kurs średni, raz kurs średni, ale często inaczej  

Zasada odnosząca się do opodatkowania dochodów i przychodów uzyskiwanych w walutach obcych jest teoretycznie ta sama. Aby właściwie ustalić przychód lub dochód stosujemy kursy średnie NBP obowiązujące w dniu poprzedzającym otrzymanie przychodu, lub dochodu. Pamiętając, że również kurs średni NBP stosować będziemy do kosztów podatkowych wyznaczających pułap naszego dochodu w walucie.

Zasada odnosząca się do opodatkowania dochodów i przychodów uzyskiwanych w walutach obcych jest teoretycznie ta sama. Do właściwego ustalenia przychodu lub dochodu, stosujemy kursy średnie NBP obowiązujące w dniu poprzedzającym otrzymanie przychodu, lub dochodu, pamiętając, że również kurs średni NBP stosować będziemy do kosztów podatkowych wyznaczających pułap naszego dochodu w walucie.

Otóż jeśli odbierzemy od emitenta nominał (100 USD) i kupon (1 USD) należny w dniu wykupu zapłacimy podatek zryczałtowany liczony tylko od 1 USD wg wzoru: (1 USD x 4,00 zł) x 19% = 0,76 zł

Proszę zauważyć, że podatek wystąpi, mimo iż na całej inwestycji (biorąc pod uwagę kursy waluty) straciliśmy! Natomiast jeśli dokonamy sprzedaży tego samego papieru w dzień poprzedzający wykup za 101 USD, zarabiając na inwestycji analogicznie, czyli 1 USD, nasz wynik podatkowy obliczymy tak:

  • Przychód: 101 USD x 4,00 zł = 404 zł
  • Koszty uzyskania przychodu: 100 USD x 4,5 zł = 450 zł
  • Dochód: 0 zł (a właściwie strata – prawie oczywista, choć na bazie kursów średnich – w wysokości 46 zł)

Na tym przykładzie widać nie tylko absurdalność skutku podatkowego, wynikającą z nałożenia ogólnych zasad stosowania kursów walut na zasady opodatkowania różnymi rodzajami podatków, ale – po możliwym w praktyce odwróceniu wartości kursów – skalę efektu w podatku zryczałtowanym (podatek wzrośnie z 76 groszy do 86 groszy) i efektu w podatku liniowym (podatek wzrośnie od 0 zł do 10 zł). Absurdalność ta wydaje się jeszcze bardziej abstrakcyjna, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że nie znamy ani faktycznego dnia zakupu waluty przez inwestora, ani daty jej sprzedaży (co ma wpływ na ostateczny efekt finansowy „w złotych”). W związku z tym uświadamiamy sobie, jak bardzo „teoretyczny” jest podatek liczony na podstawie kursów średnich NBP. Tym bardziej że zgodnie z przepisami opodatkowaniu podlegają jeszcze transakcje na samej walucie, ale tym razem… wg skali podatkowej.

Może to bez znaczenia, bo urzędnik też tego nie rozumie?

Nie mogę w pierwszym artykule dla czytelników opisać wszystkich pułapek podatkowych, które czyhają na podatników. I problemem nie jest tylko objętość tekstu i zawiłość opisywanych reguł. Przeszkodą jest efekt zniechęcenia, jakie może wywołać wiedza…

Prawdą jest jednak to, że w polskiej rzeczywistości inwestor nie tylko powinien wypełniać ankietę MIFID, ale również zdać mały test na doradcę podatkowego w zakresie opodatkowania kapitałów pieniężnych. Jeśli bowiem zignoruje podatki, skutki na koniec inwestycji mogą być opłakane. No, chyba że przyjmiemy założenie, że będzie, co będzie, a urzędnicy też nie mają pojęcia, co sprawdzają. Na dowód tego przytoczę na koniec anegdotę z własnej praktyki…

Mieliśmy kiedyś w domu maklerskim kontrolę podatkową, która przyszła do nas po donosie jednego z klientów. Twierdził on, że nieprawidłowo liczymy dochód do opodatkowania z warszawskiej giełdy i napisał skargę do Ministerstwa Finansów, dużego dziennika ogólnopolskiego i Komisji Papierów Wartościowych. Gdy obie panie z kontroli dostały do ręki wystawiony podatnikowi PIT-8C i kilkudziesięciostronicowy wyciąg z rachunku inwestycyjnego wpadły na moich oczach w popłoch i poprosiły o „wykład”. A ja przez prawie dwa dni wyjaśniałem im jakie zasady stosujemy – w oparciu o przepisy – aby „przemienić” dane z setek transakcji w trzy ogólne liczby wstawione w PIT-a.

Kontrola, po dwóch tygodniach, skończyła się porażką. Inwestora… Dlaczego? Dlatego, że w rejestrach razem z kontrolującymi odkryłem błąd. Okazało się, że dom maklerski zaniżył podatnikowi dochód o niespełna 30 zł i podatnik musiał dopłacić. Po tej kontroli wiedziałem, że wszystkie patyczki „szamana” znajdują się w moich kieszeniach.

To naprawdę dojmujące, że przepisy, o których napisałem, są tak nieczytelne. Być może gdyby było inaczej, polski rynek kapitałowy rozwijałby się dużo lepiej? A może – paradoksalnie – jest odwrotnie: to, że przepisów tych nikt nie „ogarnia” sprawia, że ten rynek w ogóle istnieje…?

Do zarobienia,
Robert Morawski

32
1

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

32
1


Przeczytaj również:

Ankieta

Co jest bardziej prawdopodobne w 2021 roku?

  • Bitcoin po 100 tys. USD
  • Złoto po 2 tys. USD
  • Nasdaq po 15000 pkt

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: