Robinhood przyciąga na razie bardziej hazardzistów, niż inwestorów.

opublikowano: 20 lipca 2021

Zabrać bogatym i oddać biednym jest sloganem, który stosunkowo łatwo popularyzować w społeczeństwie. Brzmi nawet na tyle chwytliwie, że już nieraz w historii udało się go wyprowadzić na sztandary rewolucji. Zabierać bogatym i rozdawać miał też legendarny angielski złodziej Robin Hood. Jego istnienia nikt nigdy, co prawda nie potwierdził, ale jego ideały, jak widać, nie zniknęły w świecie. Ciekawe, że to właśnie aplikacja umożliwiająca handel na giełdzie inwestorom indywidualnym bez prowizji wybrała sobie nazwę nawiązującą do Robin Hooda. Zwłaszcza że to jednak na tych „biednych” indywidualnych inwestorach zarabia krocie.

Jeśli w ogóle nie masz pojęcia, czym jest Robinhood, to spieszę z krótkim, lecz treściwym wyjaśnieniem, że to po prostu aplikacja, dzięki której Amerykanie mogą handlować akcjami, opcjami, czy kryptowalutami bez prowizji. Swoją drogą niedługo dostępna ma być również dla Brytyjczyków. Można Robinhooda nie lubić, ale na pewno nie można odebrać mu sukcesu, jaki osiągnął w ciągu ostatnich lat. Aplikacja, która powstała w 2013 roku, była już oczywiście wykorzystywana przed pandemią koronawirusa, ale to właśnie dzięki ubiegłorocznym rynkowym zawirowaniom odnotowała gigantyczne wzrosty zainteresowania. Teraz zdecydowała się sama ze swoimi akcjami wejść na amerykański rynek i dzięki temu (oraz dzięki uzasadnieniu do najwyższej w historii kary finansowej nałożonej na Robinhooda przez regulatora FINRA) wiemy o tej spółce i jej użytkownikach trochę więcej.

Ale jak to bez prowizji?

Na samym początku warto jednak wyjaśnić na starcie, o co chodzi z tą bezprowizyjnością, bo z doświadczenia wiem, że budzi ona niemałe kontrowersje. Tak, Robinhood pozwala na handel całkowicie bezprowizyjny, co dla indywidualnego inwestora faktycznie jest kuszące. Jeśli jednak nie ma prowizji, to gdzie są pieniądze? Przed oficjalną publikacją prospektu można się było domyślać, że część gotówki płynie do spółki z wersji premium Robinhooda, dzięki której można handlować „na kredyt”, a część ze sprzedawania największego aktywa każdej dużej platformy, czyli jej własnych użytkowników. Teraz jasne jest już, że to właśnie ten drugi produkt generuje blisko 81% wszystkich przychodów Robinhooda, co w sumie nie jest żadnym zaskoczeniem.

Zanim jednak rejtanowsko zaczniesz rozdzierać koszulę, krzycząc, że tak się nie godzi, to warto zrozumieć, czym naprawdę jest usługa określana jako PFOF (Payment for Order Flow). Bezpośrednia obsługa masy zleceń giełdowych przez brokera jest dość droga. Niektórych pośredników, a zwłaszcza takich jak Robinhood, którzy nie pobierają prowizji za swoje usługi, zwyczajnie nie byłoby stać na zapewnienie takiej usługi bez wprowadzenia opłat. Pośrednik może jednak, zamiast wysyłać zlecenia bezpośrednio na giełdę, przekazywać je wprost do animatora rynku, którym jest inna i najczęściej większa instytucja niż on sam. Standardowo, jeśli jako inwestor chcesz akurat sprzedać 1482 akcje jakiejś spółki, to jaka jest szansa, że po drugiej stronie w danej sekundzie znajdzie się akurat ktoś, kto chce kupić 1482 akcje tej spółki? Niewielka. Tutaj właśnie do gry wchodzi animator, który często jest przeciwną dla ciebie stroną transakcji, umożliwiając jej realizację o wiele szybciej. Wyobraź sobie sytuację, jak poniżej, gdzie spread (różnica pomiędzy ofertami kupna i sprzedaży) wynosi 1 dolar.

Typowa sytuacja na rynku

Dzięki istnieniu animatora, ten spread będzie węższy, bo to właśnie on kupi na swój rachunek twoje 1482 akcje po ciut lepszej dla Ciebie cenie, niż obecnie najlepsza rynkowa (zawężając spread po stronie sprzedającego). Po co miałby to robić? Dlatego, że jednocześnie liczy na to, że w krótkim terminie znajdzie kogoś, kto będzie chciał kupić te akcje i zaoferuje mu ciut lepszą cenę, niż obecnie najlepsza rynkowa (zawężając spread po stronie kupującego).

Działania animatora zawężają spread

W efekcie spread na rynku się zawęży, ale w całości zostanie on u animatora jako zysk. Nie powinno Cię tutaj wiele oburzać, bo to wynagrodzenie za to, że właśnie animator bierze na siebie pełne ryzyko każdej transakcji (w końcu nie musi być tak, że znajdzie kogoś, kto chce kupić lub sprzedać). Ten biznes ma dla animatora sens, jeśli otrzymuje mnóstwo zleceń do obsługi, bo wtedy o wiele łatwiej łączy kupujących ze sprzedającymi i jest w stanie zgarniać jeszcze więcej spreadu dla siebie. Dokładnie za takie masowe worki zleceń, animator jest skłonny odpalić Robinhoodowi jego działkę i to właśnie takie opłaty od animatorów, odpowiadają za ponad 80% przychodów Robinhooda (w sprawozdaniu będą występować pod nazwą „transaction-based revenues”)

Podział przychodów Robinhooda

Podział przychodów Robinhooda

Sama procedura ma nie najlepszą prasę przez powtarzanie głupot w stylu „twoje dane są sprzedawane do funduszy hedge, żeby one mogły na tym zarabiać”. Tak, są sprzedawane, ale nie twoje dane, a twoje zlecenia i w efekcie Ty jako użytkownik również na tym zarabiasz, bo najczęściej zyskujesz dzięki temu mniejszy spread. Marudni narzekają na to, że ponieważ nie ma żadnych regulacji odnośnie tego, jak można podzielić spread zarobiony przez animatora, to pośrednik może sprzedawać zlecenia do tego animatora, który zaoferuje więcej. W efekcie klient faktycznie może dostać gorszą cenę niż u innego animatora. Tylko że wciąż to cena lepsza, niż gdyby nie było z nich. Marudzenie przypomina więc sytuację, w której dostałeś gratis paczkę ciastek, ale mniejszą, niż standardowa.

Gigantyczna skala wzrostu

Dziś Robihhood ma blisko 18 milionów użytkowników, których wartość aktywów przekracza 80 miliardów dolarów. Skala wzrostu biznesu jest więc naprawdę imponująca, bo jeszcze na koniec 2019 roku użytkowników było 5 milionów, a wartość ich rachunków wynosiła lekko ponad 14 mld.

Liczba rachunków załozonych w Robinood od 2013 roku

Liczba rachunków załozonych w Robinood od 2013 roku
Źródło: Robinhood

Łatwo policzyć, że średnia wartość rachunku pojedynczego użytkownika oscyluje w granicach 4500 USD. Średnia nie oddaje tu jednak najlepiej statystyki, bo mediana wartości pojedynczego rachunku to… 240 USD (dane za luty 2021). Połowa (!) wszystkich z 18 milionów rachunków ma wartość mniejszą niż tysiąc złotych! Swoją drogą tym bardziej imponująco wygląda średni przychód, jaki aplikacja notuje na jednym użytkowniku. Po zannualizowaniu pierwszego kwartału 2021 wychodziłoby jakieś 140 dolarów rocznie na rachunek. Efektywność wyciskania gotówki opanowana naprawdę do perfekcji. Gdyby Robin był portalem społecznościowym (którym de facto po części jest), to plasowałby się na zdecydowanym miejscu lidera (Facebook generuje ok. 30 USD przychodu rocznie na użytkownika).

Oczywiście tak gigantyczny przychód na użytkownika wprost wynika z ich aktywności. Ponad 95% wszystkich użytkowników jest aktywna co najmniej raz w miesięcy, a prawie 50% aktywnych jest codziennie. Z prospektu wynika ponadto, że ci, którzy korzystają z aplikacji codziennie, robią to średnio 7 (!) razy w ciągu dnia. W porównaniu z innymi fintechami to naprawdę absurdalnie wielkie wartości. Tylko że Robinhood, to nie jest po prostu fintech. Dla mnie to połączenie fintechu z platformą społecznościową i kasynem.

Dzienni i miesięczny aktywni użytkownicy Robinhooda

Dzienni i miesięczny aktywni użytkownicy Robinhooda
Źródło: Robinhood

Czy to na pewno aplikacja dla inwestorów?

Patrząc na przyrosty użytkowników i obrotów Robinhooda, widać, że naprawdę ekstremalny wzrost zanotował nie tyle na pandemii co podczas gigantycznej fali zainteresowania spółkami memicznymi (np. GameStop) i kryptowalutami (Dogecoin) z pierwszego kwartału 2021 roku. O tym, jak bardzo odbiegający od standardów był to wzrost, informuje nawet sam Robinhood wymieniając zainteresowanie Dogecoinem, a raczej ewentualny spadek tego zainteresowania, w sekcji „Ryzyka” w swoim prospekcie. Jeśli spojrzymy na podział przychodów transakcyjnych (PFOF) w podziale na klasy aktywów, to zobaczymy, że w pierwszym kwartale 2021 roku wyglądały one następująco: akcje (32%), opcje (47%), krypto (21%). W czynnikach ryzyka spółka dodaje jednak, że w tym samym kwartale, Dogecoin odpowiadał za 34% przychodów z kryptowalut. Ergo: sam tylko obrót piesełem zrobił ponad 7% wszystkich przychodów transakcyjnych Robinhooda w tym okresie.

Jeszcze przed takimi wydarzeniami, jak GameStop, czy Dogecoin, Robinhood miał reputację aplikacji skierowanej dla młodych i niedoświadczonych inwestorów, ale dopiero po złożeniu prospektu widać, jak bliska ta reputacja była prawdzie. Mediana wieku wszystkich użytkowników wynosi 31 lat, a dla ponad 50% wszystkich założonych rachunków, Robinhood, to pierwsze doświadczenie z inwestowaniem wszelakim.

Tutaj przypominam, że mediana wartości rachunku, to oszałamiające 240 dolarów. Zakładam, że te 240 dolców, nie jest to istotną częścią majątku tych użytkowników i od zarządzania nią, nie zależy ich finansowe być albo nie być. Szybko spójrzmy jeszcze z powrotem na to, z jakiej klasy aktywów pochodzi najwięcej przychów transakcyjnych? Tak jest, z opcji! Składając to wszystko do kupy naprawdę ciężko nie odnieść mi wrażenia, że większość obecnych użytkowników Robinhooda ma naprawdę mało wspólnego z inwestowaniem, ale jest bardzo spragniona bukmacherskich emocji. Pomyślmy, ile w tym wszystkim jest podobieństw!

  1. Wpłacony mały kapitał, który nawet stracony w całości raczej nie zaboli.
  2. Główna masa handlu odbywa się na opcjach, które z definicji służą albo do spekulacji albo hedgingu, a zakładam, że za 100 USD nikt jednak pozycji nie zabezpiecza.
  3. Użytkownikami są w większości osoby niemające wcześniej żadnej styczności z inwestowaniem.
  4. Rozkwit następuje w okresie, gdy standardowa bukmacherka i kasyna nie bardzo mają jak funkcjonować. Kasyna zamknięte przez pandemię, a wydarzeń sportowych brak. Ok, ten punkt jest naciągany, ale rozumiesz, o co mi chodzi.

Amerykanie wydają rocznie 75 miliardów dolarów na loterie, kolejne 40 miliardów w kasynach, a globalny rynek bukmacherski szacowany jest na osiągnięcie 150 miliardów dolarów w 2024 (jego większość jest oczywiście w USA). Wydarzenia z pierwszego kwartału 2021 na pewno rozbudziły wyobraźnię wielu niedzielnych inwestorów. Absurdalne stopy zwrotu na piesełku, czy podczas Redditowego short squeeze memicznych spółek po prostu musiały przyciągnąć do siebie wielu podekscytowanych łatwym zyskiem hazardzistów i wprost przyczyniły się do założenia ponad 5 milionów nowych rachunków w ciągu tylko pierwszych trzech miesięcy 2021 roku.

Oczywiście wiem, że przesadzam. To nie tak, że Robinhood jest po prostu apką do hazardu, a rachunek mają tam sami nowicjusze. Nie mniej jednak, nie bez powodu spółka dostała w lutym 2021 karę na 70 milionów dolarów od amerykańskiego regulatora, w której jedno z uzasadnień brzmi: „brak należytego due diligence przed umożliwieniem klientowi handlu opcjami”.

Jak najbardziej rozumiem, że aby przebić się na tym rynku, trzeba przyciągać nowego klienta, a walka o zamożne starsze osoby jest o wiele trudniejsza niż o YOLO tradera. Jeśli jednak Robinhood chce faktycznie utrzymać się na rynku inwestycyjnym w długim okresie i faktycznie konkurować z takimi podmiotami, jak Charles Schwab, to musi być w stanie jakoś utrzymać zainteresowanie swoich YOLO traderów na dłużej. Wówczas wraz z naturalnym budowaniem majątku swoich klientów w cyklu ich życia, będzie zdobywał coraz większe aktywa i faktycznie miał szansę zawojować rynek. Jeśli jednak YOLO trader zostanie po prostu YOLO traderem, to tak samo, jak szybko się pojawił, tak samo szybko może zniknąć.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

38
0

Powiedz nam czy podobał Ci się ten materiał

38
0


Przeczytaj również:

Ankieta

Co jest bardziej prawdopodobne w 2021 roku?

  • Bitcoin po 100 tys. USD
  • Złoto po 2 tys. USD
  • Nasdaq po 15000 pkt

Zobacz wynik

Loading ... Loading ...

Polecane wpisy: