Jak Elon Musk i SpaceX przejął amerykański program kosmiczny

Jak Elon Musk i SpaceX przejął amerykański program kosmiczny

Siedem procent. Dokładnie tyle z przychodów SpaceX pochodzi dziś od NASA. Reszta, czyli 93%, to pieniądze z innych źródeł. Przez sześćdziesiąt lat NASA była synonimem amerykańskiego programu kosmicznego. Saturn V, lądowanie na Księżycu, prom kosmiczny, Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. To wszystko było amerykańskie i to wszystko było rządowe.

Dziś jest inaczej. Dziś NASA bez SpaceX nie poleci na Międzynarodową Stację. Nie wyniesie astronautów na orbitę. Nie wykona większości swoich misji naukowych. Tymczasem SpaceX bez NASA? Straci 7% przychodów i pójdzie dalej.

Kto tu jest od kogo w takim razie zależny? Musk od NASA, czy jednak NASA od Muska? To jest dziś jedno z najciekawszych pytań w globalnym biznesie technologicznym, a odpowiedź na nie zaskoczy nawet ludzi, którzy myśleli, że są na bieżąco. W tym materiale rozłożę to na czynniki pierwsze.

Jak Elon Musk i SpaceX przejął amerykański program kosmiczny

Inwestuj z Freedom24 – regulowanym brokerem notowanym na NASDAQ
Odbierz do 20 darmowych akcji na start.
Dowiedz się więcej

Od NASA jako wykonawcy do NASA jako klienta

Żeby zrozumieć dzisiejszą sytuację, trzeba cofnąć się o piętnaście lat. NASA przez pół wieku robiła wszystko sama. Miała własne rakiety, własne kapsuły, własnych astronautów. Apollo, Shuttle, ISS. Model działał, dopóki były pieniądze. Po zimnej wojnie budżet agencji jako % federalnego budżetu USA spadł kilkukrotnie, a koszty rosły. Program promów kosmicznych, który miał uczynić loty rutynowymi, okazał się jednym z najdroższych eksperymentów w historii inżynierii. Dwie katastrofy, Challenger w 1986 i Columbia w 2003, dobiły program politycznie. W 2011 roku ostatni Shuttle wylądował i pojechał do muzeum.

Od tego momentu przez dziewięć lat USA, kraj, który wysłał człowieka na Księżyc, nie miał ani jednej własnej rakiety zdolnej zabrać astronautę na orbitę. Amerykanie latali na ISS rosyjskimi Soyuzami i płacili Putinowi 90 milionów dolarów za fotel. To trwało aż do maja 2020 roku, kiedy do gry wszedł SpaceX.

SpaceX wchodzi do gry

Wtedy NASA zaczęła realnie zmieniać sposób działania. Wcześniej współpraca z prywatnymi firmami była tylko dodatkiem, testem, czy ktoś z zewnątrz w ogóle jest w stanie dowozić misje.

Jednym z kluczowych powodów tej zmiany były pieniądze. Udział NASA w budżecie federalnym od dekad spadał, a po epoce Apollo program ustabilizował się na znacznie niższym poziomie. Ambicje pozostały, ale możliwości finansowe już nie. To właśnie ta presja budżetowa zaczęła wymuszać zmianę modelu, od budowania wszystkiego samodzielnie do korzystania z usług zewnętrznych.

Wtedy do gry wszedł SpaceX, który potrafił się do tych warunków dopasować. NASA nie miała już własnego transportu na orbitę, a jednocześnie musiała dalej działać. W ograniczonym budżecie nie było miejsca na budowę całego systemu od zera.

Zamiast więc wracać do starego modelu, agencja zaczęła kupować usługę. To był moment przełomowy, sektor prywatny przestał być dodatkiem i stał się fundamentem całego systemu.

Falcon 1, bankructwo i kontrakt za 1,6 miliarda

Jak to wyglądało z perspektywy SpaceX? Musk zakłada SpaceX w 2002 roku z dość prostą diagnozą: dostęp do kosmosu jest absurdalnie drogi, bo działa w modelu zamkniętym, zdominowanym przez państwowe agencje i kilku dużych wykonawców. Problem nie leży w fizyce, tylko w ekonomii i strukturze rynku.

Pierwsze lata to jednak nie była żadna „rewolucja”, tylko walka o przetrwanie. Rakieta Falcon 1 trzy razy z rzędu kończyła lot niepowodzeniem, a każdy kolejny start był dla firmy próbą „o wszystko”

Tu warto zatrzymać się na sekundę przy historii, która niewiele osób zna. W 2008 roku, po trzeciej nieudanej próbie, Musk był w praktyce bankrutem. Rozwód z pierwszą żoną kosztował go pół majątku. Tesla była technicznym bankrutem i wymagała kolejnych zastrzyków kapitału. SpaceX miał pieniądze na dokładnie jeden, ostatni start. Jeden. Jeśli Falcon 1 nie poleciałby ten czwarty raz, firma by upadła i historia byłaby zupełnie inna.

W swoich późniejszych wywiadach Musk przyznał, że w tamtym okresie po ćwiczeniach na siłowni leżał w samochodzie i miał regularne ataki paniki. Brał pożyczki od przyjaciół, żeby opłacić rachunki za prąd. Sprzedał McLarena F1, który miał od dwóch lat. Wszystko, co miał, włożył w jedną rakietę.

28 września 2008 roku Falcon 1 wreszcie wystartował i wszedł na orbitę. Trzy miesiące później NASA podpisała ze SpaceX kontrakt na 1,6 miliarda dolarów. Musk powiedział później, że to była jedyna chwila w jego życiu, kiedy się rozpłakał ze szczęścia.

To jest moment, w którym amerykański program kosmiczny po cichu przestał być wyłącznie projektem rządowym.

Nowa ekonomia kosmosu

Od tego momentu firma zaczęła bardzo szybko budować swoje kompetencje. Kluczowe było to, że SpaceX nie działał jak tradycyjni wykonawcy. Zamiast wieloletnich cykli projektowych postawił na szybkie iteracje, testy i poprawki. Kolejne systemy, rakiety Falcon 9 i kapsuła Dragon, były rozwijane z myślą o obniżeniu kosztów i zwiększeniu częstotliwości lotów. To podejście zaczęło przynosić efekty szybciej, niż wielu się spodziewało.

W 2012 roku kapsuła Dragon po raz pierwszy zadokowała do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Formalnie była to misja cargo, ale w praktyce coś znacznie ważniejszego, dowód, że prywatna firma jest w stanie nie tylko wynosić ładunki, ale też działać w ramach skomplikowanej infrastruktury orbitalnej. Od tego momentu SpaceX zaczął przechodzić z etapu „obiecującego gracza” do roli realnego operatora.

Równolegle firma konsekwentnie rozwijała swoją największą przewagę: rakiety wielokrotnego użytku. Lądowania pierwszych stopni Falcona 9 zmieniły ekonomię całego sektora. Starty zaczęły być częstsze, tańsze i bardziej przewidywalne. To nie był jeden przełomowy moment, tylko seria małych kroków, które razem zbudowały przewagę, jakiej wcześniej w tej branży nie było.

Z perspektywy czasu widać, że SpaceX nie tyle „wygrał jeden kontrakt”, co zmienił sposób myślenia o kosmosie. Zamiast rzadkich, kosztownych misji pojawił się model częstych startów i ciągłego rozwoju technologii. I to właśnie ta zmiana, a nie pojedyncze wydarzenie, przesunęła cały sektor w nowym kierunku.

Od cargo na ISS do filaru programu Artemis

Jak wyglądały początki wspólnej drogi SpaceX i NASA? Pierwsze kroki tej współpracy pojawiły się jeszcze przed zamknięciem felernego programu Shuttle’a. W połowie lat 2000 NASA zaczęła finansować rozwój prywatnych systemów transportowych, szukając tańszej alternatywy dla własnych rakiet. W 2008 roku podpisała pierwsze duże umowy na dostawy ładunków na orbitę. To był moment przełomowy, państwowa agencja po raz pierwszy powierzyła kluczowe zadania firmie, która nie była tradycyjnym kontraktorem.

Na początku zakres był ograniczony. Chodziło głównie o transport cargo na Międzynarodową Stację Kosmiczną. SpaceX stopniowo udowadniał, że potrafi dostarczać ładunki regularnie i taniej niż wcześniejsze systemy.

Kolejny etap to rozszerzenie współpracy na loty załogowe. NASA zaczęła finansować rozwój kapsuł zdolnych do transportu astronautów, a SpaceX stał się jednym z głównych wykonawców. Od tego momentu firma nie tylko dowoziła ładunki, ale też przejęła jedną z najbardziej wrażliwych funkcji, transport ludzi.

Dziś ta relacja sięga jeszcze dalej. SpaceX uczestniczy nie tylko w obsłudze stacji kosmicznej, ale także w kluczowych elementach przyszłych programów, takich jak powrót na Księżyc. W praktyce oznacza to, że firma przeszła drogę od ryzykownego partnera do jednego z filarów całego systemu.

Artemis, Księżyc i chińska presja

Najważniejszym projektem dla NASA jest obecnie Artemis. Program, którego celem jest powrót ludzi na Księżyc, ale nie w formie jednorazowej misji, jak w czasach Apollo, tylko budowy długoterminowej obecności. Chodzi nie tylko o samo lądowanie, ale o stworzenie infrastruktury, która pozwoli prowadzić regularne misje i przygotować się do kolejnego kroku, czyli wypraw na Marsa.

Artemis opiera się na kilku elementach: rakiecie SLS, kapsule Orion oraz planowanej stacji Gateway na orbicie Księżyca. W praktyce jest to jednak projekt, który od początku powstaje we współpracy wielu firm, a NASA pełni rolę integratora całego systemu.

Już sama rakieta SLS nie jest „produktem NASA” w klasycznym sensie. Jej kluczowe elementy powstawały przy udziale przemysłu, w tym m.in. Boeing. Na jej szczycie znajduje się kapsuła Orion, za którą odpowiada Lockheed Martin, to ona transportuje astronautów w okolice Księżyca.

Kluczowy jest jednak moment samego lądowania i tu pojawia się rola SpaceX. Orion nie jest przystosowany do lądowania, więc załoga musi przesiąść się na osobny lądownik. W najbliższych misjach będzie to system Starship HLS rozwijany właśnie przez SpaceX, który ma zabrać astronautów na powierzchnię Księżyca i z powrotem.

Co ważne, NASA nie chce uzależniać się od jednego dostawcy. Dlatego w kolejnych etapach programu do gry ma wejść także Blue Origin, firma wspierana przez Jeffa Bezosa, która rozwija alternatywny lądownik księżycowy. Efekt jest taki, że Artemis program to nie jeden zamknięty system, tylko cały ekosystem współpracy. To zupełnie inny model niż w czasach Apollo, gdzie większość technologii była rozwijana bezpośrednio przez agencję. Dla tych firm to nie tylko kontrakty, ale inwestycja w przyszły rynek. Zakładają, że rozwój infrastruktury wokół Księżyca, transportu, komunikacji i logistyki, może w dłuższym terminie stworzyć zupełnie nową gałąź gospodarki.

Na początku kwietnia w ramach misji Artemis II przeprowadzono załogowy lot wokół Księżyca, podczas którego astronauci zobaczyli jego niewidoczną z Ziemi stronę. To był jeden z najważniejszych kroków od dekad, pierwszy taki lot ludzi od czasów programu Apollo. To pokazuje, że Artemis nie jest już tylko planem na papierze, ale realnym programem, który stopniowo buduje zdolność do powrotu ludzi na Księżyc.

Nie można pominąć też kontekstu konkurencji. Ten cały wyścig USA i sektora prywatnego ma drugiego, milczącego konkurenta. Chiny.

Pekin w ciągu ostatnich pięciu lat zbudował od zera własną stację kosmiczną Tiangong. Wystrzeliwuje rakiety Long March w tempie, które zbliża się do amerykańskiego. Planuje załogową misję na Księżyc do 2030 roku, czyli dokładnie wtedy, kiedy Amerykanie chcą wrócić tam w ramach Artemis. Chińczycy też mają swoje konstelacje Internetu satelitarnego – Guowang i Qianfan, które mają zbiorczo wystrzelić ponad 25 tysięcy satelitów do końca dekady. Dla porównania, Starlink ma dziś około 7 tysięcy.

Co kluczowe, w Chinach nie ma żadnej dyskusji o tym, czy państwo zależy od prywatnej firmy. Tam wszystko podpada pod jeden parasol – Komunistyczną Partię Chin. China Aerospace Science and Technology Corporation, państwowy gigant kosmiczny, robi to, co rząd każe. Bez 7% przychodów i gier politycznych z prezydentem.

To jest coś, co Amerykanie w Waszyngtonie zaczynają zauważać. Jeśli Musk pewnego dnia stwierdzi, że nie chce już współpracować z USA, NASA ma realny problem. Jeśli chiński odpowiednik Muska to powie partii w Pekinie, jutro już nie pracuje.

Operacyjne uzależnienie NASA od SpaceX

Czy w takim razie NASA jest naprawdę uzależnione od SpaceX?

Skalę zależności NASA od SpaceX dobrze pokazuje powyższy wykres. W 2024 roku SpaceX zrealizował zdecydowaną większość startów, podczas gdy pozostali partnerzy, tacy jak United Launch Alliance, Rocket Lab czy Firefly Aerospace, odpowiadali jedynie za pojedyncze misje.

W praktyce oznacza to, że choć NASA formalnie współpracuje z kilkoma firmami, operacyjnie opiera się głównie na jednym wykonawcy. To tworzy sytuację, w której alternatywy istnieją, ale nie mają porównywalnej skali ani gotowości operacyjnej. Inni partnerzy są obecni w systemie, jednak pełnią raczej rolę uzupełniającą. W efekcie NASA nie tyle „wybiera” SpaceX, co w wielu przypadkach nie ma realnej, szybkiej alternatywy.

To właśnie na tym polega dzisiejsze uzależnienie: nie formalne, ale operacyjne. Agencja nadal kontroluje programy i finansowanie, ale ich realizacja w kluczowych obszarach opiera się na jednej firmie. Dlatego dziwią takie sytuacje jak ta w 2025 r.

Musk kontra Trump i kruchość całego systemu

W 2025 roku konflikt między Elon Musk a Donald Trump na moment wyszedł poza sferę politycznych przepychanek i dotknął czegoś znacznie bardziej konkretnego, kontraktów rządowych. Trump publicznie zasugerował możliwość ich anulowania, co w teorii mogłoby uderzyć w SpaceX. Tyle że w praktyce taka decyzja byłaby trudna do przeprowadzenia i jeszcze trudniejsza do udźwignięcia przez NASA.

Lipiec 2025 roku. Spór polityczny między Muskiem a Trumpem, który zaczął się od podatków, eskaluje na Truth Social i X. Trump pisze w wielkich literach, że „rozważa zerwanie wszystkich kontraktów rządowych ze SpaceX”. Akcje firm kosmicznych chwilę reagują, media spekulują, na rynku panuje chwilowy chaos.

Wtedy Musk mówi, że nie ma problemu. NASA to 7% przychodów SpaceX, więc do dzieła. To była gra polityczna, w której Musk pokazał, że nie ma czego stracić. W ciągu 24 godzin doradcy Trumpa zaczęli tonować wypowiedzi prezydenta, a temat zniknął z mediów.

Pojawiły się też wewnętrzne notatki z NASA, w których agencja w panice analizowała, co by się stało, gdyby kontrakty zostały zerwane. Wnioski? Astronauci nie mogliby wrócić z ISS. Misja Artemis II musiałaby zostać przesunięta o lata. Cały program księżycowy stanąłby pod znakiem zapytania. Te notatki przeciekły do The Wall Street Journal i pokazały coś, czego nikt wcześniej tak otwarcie nie przyznał: rząd USA stracił kontrolę nad własnym programem kosmicznym.

To nie jest już klasyczna relacja państwo–wykonawca. Przez ostatnie kilkanaście lat SpaceX stał się integralną częścią amerykańskiego programu kosmicznego. Zerwanie kontraktów nie oznaczałoby więc „zmiany dostawcy”, tylko faktyczne rozmontowanie części zdolności operacyjnych.

Formalnie to rząd zleca usługi i płaci wykonawcy, więc powinien mieć przewagę. W praktyce jednak ta relacja się odwróciła. SpaceX ma dziś skalę, tempo działania i technologię, których nikt inny nie jest w stanie szybko zastąpić. Alternatywy istnieją, ale głównie na papierze albo w fazie rozwoju.

Dlatego ten konflikt między Muskiem i Trumpem pokazał coś więcej niż polityczne napięcie między dwoma silnymi osobowościami. Ujawnił realny układ sił. Groźba zerwania kontraktów brzmi poważnie, ale jej konsekwencje byłyby asymetryczne. SpaceX straciłby część przychodów. Konkretnie jedynie 7% przychodów. Tak, dobrze słyszeliście. NASA generuje tylko 7% przychodów SpaceX, a Elon Musk twierdzi, że ten odsetek spadnie do 5%w 2026 roku. To pokazuje kto od kogo jest uzależniony. Tymczasem NASA straciłaby narzędzie, na którym opiera dziś znaczną część swojej działalności.

Starlink, Pentagon i prywatna infrastruktura krytyczna

I tu zaczyna się prawdziwie ciekawa matematyka. SpaceX warty jest dziś więcej kolosalnie więcej niż Boeing i Lockheed Martin razem wzięte, a zatrudnia wielokrotnie mniej ludzi.

70% przychodów SpaceX generuje dziś Starlink, czyli internet satelitarny. Ten biznes ma już ponad 4 miliony klientów na całym świecie i rośnie w tempie kilkudziesięciu procent rocznie. Drugą nogą jest komercyjne wynoszenie ładunków. Klienci od Amazona, przez europejskie agencje kosmiczne, po rządy państw, które kupują u Muska usługę „podwózki na orbitę”. Dopiero na trzecim miejscu, z udziałem 7%, pojawia się NASA.

Jest jeszcze jeden klient, o którym SpaceX mówi mało, a który zmienia całkowicie strategiczny obraz tej firmy. Pentagon. Departament Obrony USA podpisał z SpaceX wieloletnie kontrakty warte miliardy dolarów na program Starshield, czyli wojskową wersję Starlinka. Mówiąc wprost: amerykańska armia używa dziś infrastruktury satelitarnej SpaceX do komunikacji, rozpoznania i przesyłu danych w czasie rzeczywistym.

Starlink miał już swój debiut bojowy w Ukrainie. To Musk decydował, czy ukraińskie wojsko będzie miało zasięg internetu satelitarnego w trakcie operacji. To Musk publicznie blokował wykorzystanie sieci do ataku na rosyjską flotę. Prywatny obywatel jednoosobowo wpływał na przebieg konfliktu zbrojnego między dwoma krajami.

Pomyślcie o tym przez sekundę. Jedna osoba w praktyce dyktowała, jak wyglądają operacje militarne na Ukrainie, bo armia ukraińska była uzależniona od jego sieci, a żaden inny operator nie był w stanie zapewnić podobnej zdolności w tak krótkim czasie.

Pentagon to widział i wyciągnął wnioski. Stąd Starshield – odpowiednik Starlinka, ale dedykowany wyłącznie wojsku, z gwarancją, że Musk nie wyłączy go w nieodpowiednim momencie. Tylko że tę gwarancję musi wyegzekwować od tej samej firmy, której właściciel kilka miesięcy wcześniej publicznie kłócił się z prezydentem na social mediach.

To nie jest już „private contractor”. To jest strategiczna infrastruktura krytyczna w rękach jednego człowieka

Technokracja i pytanie, kto naprawdę od kogo zależy

Nic więc dziwnego, że kosmos to dziś nie tylko domena państw i agencji, ale coraz bardziej pełnoprawny rynek, który przyciąga kapitał i ambicje największych graczy.  Duże firmy technologiczne i telekomunikacyjne inwestują w własne konstelacje i partnerstwa, próbując zbudować alternatywę dla rozwiązania SpaceX.  Dobrym przykładem jest ruch Amazon, który postanowił przyspieszyć rozwój swojego segmentu kosmicznego poprzez przejęcie Globalstar. Nie chodzi tu tylko o jedną firmę, ale o dostęp do gotowej infrastruktury, doświadczenia i, co kluczowe, zasobów takich jak pasmo satelitarne czy technologie komunikacji bezpośredniej z urządzeniami.

Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć: to nadal etap nadrabiania. Amazon dopiero buduje swoją konstelację, czyli sieć wielu satelitów działających razem na orbicie, które tworzą jedną spójną infrastrukturę komunikacyjną i nie ma jeszcze porównywalnej skali działania.

Wszystko to jest historia, która pokazuje coś znacznie szerszego niż tylko dynamikę jednej branży. To historia o tym, jak duże państwo, niegdyś hegemon technologiczny, w ciągu jednego pokolenia może stać się klientem swoich własnych obywateli. Apollo było projektem, w którym NASA budowała wszystko. Artemis jest projektem, w którym NASA jest integratorem. Następny program księżycowy, jakkolwiek się będzie nazywał, może być projektem, w którym NASA będzie tylko płatnikiem.

I to jest coś, o czym warto pomyśleć szerzej. SpaceX nie jest jedyną firmą, która tworzy taką dynamikę. Microsoft i jego Azure podobnie wpływają na Pentagon. Palantir na CIA. Nvidia na laboratoria badawcze całego świata. Granica między państwem a sektorem prywatnym, kiedyś wyraźna, dziś coraz bardziej się rozmywa. W kolejnej dekadzie będziemy się prawdopodobnie pytać nie o to, kto rządzi w Białym Domu, tylko o to, czyje technologie podtrzymują codzienne funkcjonowanie kraju. Tak tworzy się technokracja.

Mocnym sygnałem tej zmiany jest właśnie SpaceX. Firma, której zniknięcie z dnia na dzień zatrzymałoby amerykański program kosmiczny, ale która zniknięcia NASA praktycznie nie zauważyłaby na bilansie.

Kto tu od kogo jest zależny, to pytanie, które będziemy musieli zadawać o coraz większą liczbę firm w nadchodzących latach.

Załóż konto na Freedom24 i odbierz do 20 darmowych akcji.
Sprawdź szczegóły aktualnej promocji.
Załóż konto

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00



    Chcę zapisać się do newslettera i wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych przeze mnie danych zgodnie z Polityką Prywatności strony DNA Rynków.

    Zastrzeżenie prawne

    Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

    Subskrybuj
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments