Ropa będzie dużo tańsza, a nikt o tym nie mówi! Kartel OPEC się rozpada.

Ropa będzie dużo tańsza, a nikt o tym nie mówi! Kartel OPEC się rozpada.

Największy kartel świata właśnie się rozpadł. I nikt o tym nie mówi. Po sześćdziesięciu latach Zjednoczone Emiraty Arabskie wstały od stołu OPEC, podziękowały za współpracę i wyszły, trzaskając drzwiami. To nie jest mała sprawa. To jest trzeci największy producent w organizacji, która od 1973 roku trzęsie globalną gospodarką…

Polskie media i w ogóle większość mediów poświęciła temu newsowi mniej miejsca niż relacji ze ślubu jakiejś gwiazdki.

To, co się dzieje na Ormuz, jest dramatyczne, ale przejściowe. To, co się dzieje z OPEC, jest cichsze, ale strukturalne. Pierwsza rzecz wpłynie na ceny paliw przez kilka miesięcy. Druga zmieni rynek ropy na lata.

W tym materiale pokażę Wam, dlaczego Emiraty zdecydowały się na ten ruch, dlaczego rzuca to Arabię Saudyjską w największy kryzys od dekad, kto pójdzie w ślady Abu Zabi i dlaczego to wszystko oznacza, że ropa za 3-5 lat będzie tańsza, a nie droższa. Niezależnie od tego, co się dzieje teraz na Bliskim Wschodzie.

Ropa będzie dużo tańsza, a nikt o tym nie mówi! Kartel OPEC się rozpada.

XTB – inwestuj długoterminowo i buduj kapitał na przyszłość
Załóż konta emerytalne IKE i IKZE i korzystaj z preferencji podatkowych.
Sprawdź szczegóły

Czym jest OPEC i skąd wzięła się jego siła

Czym właściwie jest OPEC? To Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową. Klasyczny przykład kartelu. Najwięksi gracze na rynku zamiast ze sobą walczyć, siadają przy jednym stole i ustalają wspólne zasady. W tym przypadku, ile ropy będziemy wydobywać i za ile będziemy ją sprzedawać.

Wszystko zaczęło się w 1960 roku w Bagdadzie. Wtedy pięć państw: Iran, Irak, Kuwejt, Arabia Saudyjska i Wenezuela miało dość tego, że o cenach ich własnych surowców decydowały wielkie zachodnie korporacje paliwowe (nazywane wtedy „Siedmioma Siostrami”). Założyciele OPEC postanowili więc odzyskać nad rynkiem kontrolę.

W tym miejscu jedna ważna pauza techniczna, bo będę dziś używał dwóch pojęć i chcę, żebyście ich nie mylili. OPEC to klasyczna dwunastka krajów członkowskich, głównie z Bliskiego Wschodu i Afryki. OPEC+ to powiększona wersja, w której do tej dwunastki dołączyła Rosja i kilku innych producentów spoza tradycyjnego kartelu. To OPEC+ od 2016 roku faktycznie steruje globalną podażą ropy, bo sam OPEC bez Rosji byłby już za słaby. Zapamiętajcie to, bo za chwilę zobaczycie, że odejście Emiratów uderza w obie struktury.

Potęgę kartelu świat poczuł w 1973 roku. W wyniku konfliktu politycznego kraje arabskie nałożyły embargo na dostawy ropy do USA i innych krajów wspierających Izrael. Efekt? Ceny paliw na świecie skoczyły o kilkaset procent w mgnieniu oka, a na zachodnich stacjach benzynowych ustawiały się gigantyczne kolejki. To wtedy wszyscy zrozumieli, że OPEC potrafi rzucić światową gospodarkę na kolana.

Dokładnie rzecz biorąc ceny ropy podskoczyły wtedy z okolic 4 dolarów do nawet 40 dolarów, czyli o 900%. Było to bezpośrednią przyczyną ogromnej inflacji lat 70. która z okolic 3% r/r wzrosła do niecałych 15% r/r w USA.

Dla porównania dzisiejszy wzrost cen ropy o 75% od początku roku, chociaż wydaje się spory, to w stosunku do skali wydarzeń z lat 70. ubiegłego wieku jest właściwie pierdnięciem. Nie wspominając już o tym, że dziś zależność gospodarki od ropy jest całkowicie inna niż 50 lat temu. Dlatego jeśli ktoś straszy Was powtórką z tamtego okresu, to każcie mu obejrzeć ten materiał.

ZEA jako kluczowy gracz kartelu

ZEA dołączyły do kartelu w 1967 roku. Przez dekady Abu Zabi było postrzegane jako jeden z najbardziej lojalnych i stabilnych członków organizacji. Emiraty były też bardzo ważnym członkiem organizacji, bo że są trzecim największym producentem w OPEC (zaraz po Arabii Saudyjskiej i Iraku).

OPEC bez Zjednoczonych Emiratów Arabskich to jak drużyna piłkarska, która nagle traci swojego najlepszego rozgrywającego. Reszta może dalej grać, ale ich siła przebicia i precyzja w sterowaniu rynkiem drastycznie spadają.

Dwie strategie: pompować teraz czy sprzedawać drożej

Tutaj dochodzimy do konfliktu, który podzielił kartel od wewnątrz. Wynika on ze zderzenia dwóch zupełnie różnych pomysłów na to, jak zarabiać na ropie w czasach nadchodzącej transformacji energetycznej.

Strategia ZEA to „pompuj, póki możesz”. Głównym architektem podejścia Emiratów jest Sultan Al Jaber, szef ADNOC (państwowego giganta naftowego ZEA). Jego logika jest prosta. Świat powoli odchodzi od paliw kopalnych. Skoro za 20 czy 30 lat ropa może nie być już tak pożądana jak dziś, to trzeba ją wydobyć i sprzedać teraz, póki jest na nią popyt.

ZEA zainwestowały miliardy dolarów w rozbudowę swojej infrastruktury. I ich cel jest jasny. Chcą zwiększyć wydobycie z 3 milionów do 5 milionów baryłek dziennie już do 2027 roku. Problem polega na tym, że będąc w OPEC, nie mogli tego zrobić, bo limity nakładane przez kartel im na to nie pozwalały. Abu Zabi czuło się więc jak kierowca Ferrari, któremu ktoś kazał jechać na autostradzie z prędkością traktora.

Po drugiej stronie barykady stoi Arabia Saudyjska i jej władca, książę Mohammed bin Salman. Dla nich ropa to paliwo, które ma sfinansować Vision 2030 – gigantyczny plan przebudowy kraju (w tym budowę futurystycznych miast na pustyni).

Saudyjczycy wolą wydobywać mniej, ale sprzedawać drożej. Wiedzą, że jeśli na rynek trafi za dużo surowca, to cena spadnie, a ich plany przebudowy kraju i budowy futurystycznych miast zostaną bez finansowania. Dlatego Rijad twardo trzymał rękę na kurku, zmuszając innych do ograniczeń w produkcji.

Napięcie eksplodowało publicznie już w lipcu 2021 roku. Podczas spotkania OPEC+ doszło do rzadkiej i bardzo ostrej kłótni. ZEA wprost sprzeciwiły się saudyjskim planom przedłużenia cięć produkcji, domagając się wyższego limitu dla siebie. Choć wtedy udało się wypracować zgniły kompromis, to właśnie wtedy Emiraty po raz pierwszy głośno uderzyły w stół i zasugerowały, że mogą opuścić organizację.

W tle tego sporu jest jeszcze walka o to, kto będzie biznesowym centrum Bliskiego Wschodu. Dubaj i Abu Zabi od dawna mają to miano, ale Arabia Saudyjska robi wszystko, by przyciągnąć globalne firmy do siebie, wprowadzając przepisy wymuszające na korporacjach przenoszenie tam swoich regionalnych siedzib.

Ta rosnąca rywalizacja gospodarcza sprawiła, że solidarność w ramach kartelu stała się dla Emiratów ciężarem, który zaczął hamować ich własny rozwój. Wyjście z OPEC to po prostu zdjęcie tego hamulca.

Cena równowagi budżetowej i rozjazd interesów

Żeby zrozumieć, dlaczego ZEA zależy na wydobywaniu więcej i taniej, a Arabii Saudyjskiej na mniej ale drożej, musimy wprowadzić jedno kluczowe pojęcie: cenę równowagi budżetowej. To nic innego jak informacja o tym, po ile dane państwo musi sprzedawać swoją ropę, żeby jego budżet się spinał. Jeśli cena na giełdzie jest wyższa, kraj notuje nadwyżkę i odkłada pieniądze. Jeśli jest niższa, musi się zadłużać lub sięgać do rezerw.

Tutaj pojawia się gigantyczny rozjazd między Abu Zabi a Rijadem. Dla Arabii Saudyjskiej ropa to nie tylko towar, to główne źródło finansowania ich wielkiej transformacji. Projekt Vision 2030, to budowa futurystycznego miasta Neom, organizacja Expo 2030 czy przygotowania do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2034 roku. To wszystko kosztuje miliardy dolarów.

Z tego powodu cena równowagi dla Saudyjczyków w ostatnich latach oscyluje w okolicach 90 dolarów za baryłkę. Jeśli ropa kosztuje mniej, ich plany trzeszczą. Dlatego Rijad jest gotów ograniczać wydobycie i oddawać pole innym, byle tylko utrzymać cenę jak najwyżej.

Zjednoczone Emiraty Arabskie grają w zupełnie innej lidze kosztowej. Dzięki temu, że ich gospodarka jest znacznie bardziej zróżnicowana i zarabiają ogromne pieniądze na turystyce, handlu w Dubaju, logistyce i usługach finansowych, ich budżet nie jest tak bardzo uzależniony od ropy.

Dla ZEA cena równowagi budżetowej to około 45 dolarów za baryłkę. Czujecie tę różnicę? Kiedy ropa kosztuje np. 70 USD, Saudyjczycy mają poważny problem, a Emiraty w tym samym czasie notują solidne zyski. Ten rozjazd generuje zupełnie inne priorytety.

Arabia Saudyjska chce, żeby ropa była droga, nawet jeśli trzeba jej sprzedawać mało. ZEA wolą wydobywać, ile się da, bo przy ich niskich kosztach to i tak świetny interes. Z perspektywy biznesowej, Emiraty uznały więc, że bycie częścią kartelu to dla nich obecnie czysta strata okazji.

Pomyślcie sobie, co to oznacza w praktyce. Saudyjczycy na każdym posiedzeniu OPEC mówią „musimy ciąć produkcję, żeby utrzymać cenę powyżej 90 dolarów”. Emiraty siedzą po drugiej stronie stołu i myślą sobie „ja na 70 dolarach zarabiam jak szalony, a wy mnie zmuszacie, żebym wydobywał mniej, żeby ratować WASZE finanse”. To jest, jak gdyby do klubu fitness dla osób z niedowagą wszedł kulturysta i kazano mu jeść po kilo masła dziennie razem z wszystkimi. W końcu mówi: dzięki, ale ja sobie pójdę, bo mi to nie pasuje.

Kartel, który coraz częściej oszukuje sam siebie

Jednak konflikt na linii Arabia Saudyjska i ZEA, to właściwie tylko część problemów wewnątrz kartelu. OPEC od lat przypomina grupę znajomych, którzy umawiają się na wspólną dietę, a potem każdy po kryjomu podjada w nocy.

W teorii mechanizm OPEC jest genialnie prosty. Jeśli na rynku jest za dużo ropy i ceny spadają, kraje członkowskie umawiają się na cięcia. Każdy zakręca kurek o określoną liczbę baryłek, podaż maleje, cena rośnie. Wszyscy są szczęśliwi. Przynajmniej wszyscy członkowie kartelu.

W praktyce wygląda to jednak zupełnie inaczej. Kiedy cena rośnie dzięki temu, że np. Arabia Saudyjska uczciwie ograniczyła wydobycie, innym krajom natychmiast włącza się pokusa, „A co, jeśli ja po cichu wypompuję trochę więcej? Cena jest wysoka, nikt nie zauważy, a mój budżet podreperuje się podwójnie”.

Zjednoczone Emiraty Arabskie od lat były nazywane przez saudyjskich doradców „niegrzecznym chłopcem”. Systematycznie przekraczały swoje limity i nie były w tym odosobnione. Kraje takie jak Irak, Nigeria czy Kazachstan notorycznie ignorowały ustalenia, tłumacząc się potrzebami wewnętrznymi.

To powoduje, że kartel traci swoją najważniejszą broń. Spójność i wiarygodność. Jeśli rynek widzi, że członkowie oszukują samych siebie, przestaje wierzyć w skuteczność ich komunikatów.

Koniec monopolu na ropę

To główny powód tego, że świat nie traktuje już OPEC tak poważnie jak kiedyś, a siła kartelu straciła na znaczeniu. Do tego jeszcze 40-50 lat temu OPEC kontrolował połowę światowego wydobycia ropy. Dzisiaj, po wyjściu Emiratów, to zaledwie około 1/4 rynku.

Niech wam to siądzie na chwilę. Organizacja, która w 1973 roku potrafiła rzucić światową gospodarkę na kolana jednym oświadczeniem, dziś kontroluje 25% globalnej produkcji ropy. Trzy razy mniej niż w czasach swojej świetności. To tak, jakby Microsoft kiedyś miał 80% rynku systemów operacyjnych, a dziś sprzedawał Windowsa 25 osobom z parku obok.

OPEC nie zniknął, ale stracił to, co stanowiło o jego sile – możliwość dyktowania warunków. Dziś jest jednym z wielu graczy w grze, w której do gry weszli amerykańscy producenci łupkowi, Brazylijczycy z pre-saltem, Norwegowie, Gujańczycy, Argentyńczycy z Vaca Muerta. Każdy z nich z własnymi interesami i własną agendą. Dyktowanie cen z Wiednia, gdzie OPEC ma swoją siedzibę, w takim świecie po prostu przestaje działać.

Sporo namieszały Stany Zjednoczone, które kiedyś były głównym klientem kartelu, a dziś same są naftową potęgą. Za każdym razem, gdy OPEC tnie wydobycie, żeby podbić ceny, to amerykańscy nafciarze z Teksasu czy Dakoty Północnej zacierają ręce i po prostu wypełniają tę lukę własną ropą.

Do tego dochodzi rosnąca popularność aut elektrycznych i odnawialnych źródeł energii, co sprawia, że OPEC nie ma już tej samej siły szantażu, co w latach 70.

Świat nauczył się żyć bez patrzenia z przerażeniem na każdy komunikat OPEC. Kartel, zamiast być potężnym monopolistą, staje się powoli grupą państw, które desperacko próbują ratować swoje malejące wpływy. Odejście Emiratów to jasny sygnał, że jeden z najsilniejszych graczy uznał, że cała ta organizacja po prostu przestaje działać.

Zresztą ZEA to nie pierwszy kraj, który opuszcza OPEC. W ciągu ostatniej dekady z OPEC uciekało już wielu członków. Indonezja, Katar, Ekwador czy ostatnio Angola. Te odejścia były traktowane raczej jako ciekawostki. Kraje albo miały kończące się złoża, albo ich rola w globalnym handlu była marginalna. Z ZEA jest inaczej.

Kiedy tak silny gracz pokazuje, że poza kartelem życie jest lepsze, inni zaczynają kalkulować, czy nie warto iść tą samą drogą.

Arabia Saudyjska jako największy przegrany

Zobaczmy teraz, jak ten cios wygląda z perspektywy Saudyjczyków, bo to oni są tu prawdziwą ofiarą.

Mohammed bin Salman zbudował swój cały wizerunek reformatora na obietnicy, że Arabia Saudyjska przestanie być uzależniona od ropy. Vision 2030 to plan, w którym 50% przychodów państwa ma pochodzić z innych źródeł niż surowce. Tylko że żeby zbudować to wszystko potrzebne są pieniądze, a one muszą skądś przyjść. I póki co przychodzą głównie z ropy. Im bardziej ambitny plan, tym bardziej Saudi potrzebuje wysokich cen baryłki.

Akcje Saudi Aramco, państwowego giganta naftowego notowanego od 2019 roku, dziś znajdują się 30% poniżej szczytów z 2022 roku. Wpływy budżetowe spadają. MBS musi wybierać, czy zaciska pasa na Vision 2030, czy zwiększa zadłużenie kraju. I dokładnie w tym momencie najlepszy sojusznik mówi mu „stary, ja sobie idę, będę pompował 5 milionów baryłek dziennie”. To jest cios, który bon Salman zapamięta na lata.

Trump, tania ropa i polityczna gra o inflację

Jest jeszcze jeden gracz, którego nie można pominąć w tej układance. Donald Trump. Od momentu powrotu do Białego Domu w 2025 roku jego polityka wobec ropy jest brutalnie prosta: ma być tania. Trump publicznie naciska na Saudów, żeby zwiększali produkcję, prywatnie naciska na Emiraty, żeby wyszły z kartelu, i otwarcie chwali się tym na Truth Social.

Tania ropa to dla Trumpa polityczny graal. Niższe ceny benzyny w USA oznaczają niższą inflację, niższe stopy procentowe, wyższe wzrosty na giełdzie i lepsze sondaże dla Republikanów przed midterms w listopadzie 2026. Z tej perspektywy odejście ZEA z OPEC to nie tylko biznesowa decyzja Abu Zabi. To prezent dla Białego Domu opakowany w wstążkę.

Saudyjczycy to widzą i są wściekli, bo to wygląda na skoordynowany ruch, w którym najbliższy regionalny rywal i najpotężniejszy globalny sojusznik łączą siły, żeby zbić cenę ropy.

Kto następny opuści OPEC

Odchodzić mogą też inni. Pierwszy w kolejce jest Irak. Drugi największy producent w OPEC po Saudach, kraj, który od dekad notorycznie przekracza swoje limity wydobycia, a teraz, po wyjściu ZEA, zostaje sam jako największy „niegrzeczny chłopiec” w klasie. Z perspektywy Bagdadu logika jest prosta: skoro Emiraty mogły wyjść i nikt ich nie ukarał, dlaczego my mamy dalej udawać, że przestrzegamy limitów?

Drugi w kolejce jest Kazachstan, kluczowy gracz w szerszym porozumieniu OPEC+, który od dawna ma jedną nogę za drzwiami. Podobnie jak Emiraty, chcą zwiększać wydobycie, by spłacać inwestycje w swoje ogromne pola naftowe, a limity tylko im w tym przeszkadzają.

Trzecia jest Wenezuela. Choć dziś jej wydobycie jest cieniem dawnej potęgi, sytuacja polityczna w tym kraju jest dynamiczna. Jeśli do władzy dojdzie opozycja, która historycznie była sceptyczna wobec OPEC, Caracas może pójść drogą Abu Zabi, byle za wszelką cenę przyciągnąć amerykański kapitał i zalać rynek swoją ropą.

I tu jest najciekawsza rzecz. Każdy z tych trzech krajów ma własne powody, ale wszystkim trzem służy ten sam scenariusz – świat, w którym OPEC nie ma już nic do powiedzenia. Pierwszy ruch zrobiły Emiraty. Reszta patrzy.

Ropa po starym porządku

Czy to oznacza, że OPEC przestanie istnieć z dnia na dzień? Prawdopodobnie nie. Kartel przetrwał wojny, rewolucje i kryzysy finansowe. Jednak jego charakter drastycznie się zmienia. Z szerokiej, międzynarodowej organizacji, OPEC kurczy się do formy biura koordynacyjnego między Arabią Saudyjską a Rosją.

To już nie jest grupa trzymająca w szachu światową gospodarkę. To raczej sojusz dwóch zdesperowanych gigantów, którzy próbują zarządzać rynkiem, na którym mają coraz mniej do powiedzenia.

Czy po wyjściu Emiratów z OPEC paliwo nagle stanieje? W krótkim terminie pewnie nie zauważycie różnicy. Dziś, w maju 2026 roku, rynki są zahibernowane przez wojnę z Iranem i blokadę cieśniny Ormuz. Każda baryłka jest na wagę złota, a strach przed brakiem surowca przykrywa wszystko inne. Wyjście ZEA z OPEC to news, który w spokojnych czasach byłby pierwszą stroną Financial Times przez tydzień. Dziś przebija się ledwo na trzeciej.

Ale popatrzcie na to z perspektywy 3-5 lat. Wojna z Iranem kiedyś się skończy, Ormuz zostanie odblokowany, premia za strach zniknie z ceny ropy. I w tym świecie zostanie dokładnie to, o czym mówiliśmy. Emiraty pompujące 5 milionów baryłek dziennie. Saudyjczycy zmuszeni do tego samego, żeby nie stracić rynku. Irak idący tym samym śladem. Wenezuela odblokowana po politycznej zmianie. Producenci łupkowi w USA przy każdej cenie powyżej 50 dolarów wiercący jak szaleni. Pre-salt brazylijski w pełnym rozkwicie. Gujana zwiększająca produkcję o 30% rocznie.

Ten świat to świat ropy po 40 dolarów. Może po 50, może po 60 w najbardziej optymistycznym dla byków scenariuszu. Ale na pewno nie po 100. Ten poziom, na którym jesteśmy dziś, to ostatni krzyk starego porządku. Porządku, który Emiraty właśnie publicznie pochowały, mówiąc OPEC-owi „do widzenia”.

I to jest moment, na który Polska, jako importer ropy, powinna patrzeć z ogromnym optymizmem. Tańsza ropa to niższa inflacja w naszym kraju, niższe ceny na stacjach, niższe koszty transportu wszystkiego, co kupujemy. Niższe stopy procentowe, bo NBP nie będzie musiał walczyć z importowaną inflacją. Po raz pierwszy od pandemii dostajemy na horyzoncie strukturalny czynnik dezinflacyjny, a nie kolejny szok cenowy.

Wojna z Iranem to dziś pierwsza strona każdej gazety. Ale prawdziwa zmiana zachodzi gdzie indziej. Na trzeciej stronie, w nocie o tym, że Abu Zabi opuszcza OPEC. Pamiętajcie o tym, kiedy kurz bitewny opadnie i wszyscy zaczną się zastanawiać, co dalej z ropą.

XTB – inwestuj długoterminowo i buduj kapitał na przyszłość
Załóż konta emerytalne IKE i IKZE i korzystaj z preferencji podatkowych.
Sprawdź szczegóły

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00



    Chcę zapisać się do newslettera i wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych przeze mnie danych zgodnie z Polityką Prywatności strony DNA Rynków.

    Zastrzeżenie prawne

    Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

    Subskrybuj
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments