Wstęp
Na pierwszy rzut oka obecny rynek może sprawiać wrażenie chaotycznego, a wręcz frustrującego. Indeksy poruszają się w ograniczonym zakresie, nagłówki co chwilę zmieniają narrację, a wielu inwestorów ma poczucie, że „rynek nigdzie nie idzie”. Wiele osób patrzy i widzi stagnację. W końcu S&P500 od końcówki października 2025 roku jest realnie kwotowany po tyle samo. Trzy płaskie miesiące, to dla wielu inwestorów nakręconych zwrotami przez ostatnie 2 lata brzmią niemal jak bessa.
Problem w tym, że takie spojrzenie opiera się niemal wyłącznie na poziomie indeksów, a nie na tym, co faktycznie dzieje się pod ich powierzchnią, a tam zachodzą zmiany, które historycznie rzadko pojawiały się w pobliżu końca hossy.
Sektor technologiczny w ostatnich tygodniach odpowiadał za relatywną słabość całego Nasdaq. Tu znajdziemy pierwsze rynkowe nieporozumienie. Ostatnie wypłaszczenie w technologii nie jest sygnałem pogorszenia fundamentów, tylko następstwem silnego impulsu z przełomu listopada i grudnia. Tamta seria wzrostowa sektora tech była jedną z najmocniejszych od dłuższego czasu i z punktu widzenia statystyki niemal zawsze prowadzi to do okresu konsolidacji.
Słabość pełni rolę „czyszczenia” oczekiwań przed kolejnym ruchem, a ta słabość jest najsilniej widziana w Big Techach. Spółki Mag 7 zaczęły zachowywać się gorzej niż reszta S&P 500. Dla wielu inwestorów to też podnosi lampkę z ostrzeżeniem, ale historycznie taki układ częściej oznacza uzdrowienie struktury rynku niż jej pogarszanie.
Jeżeli indeksy utrzymują się blisko szczytów, a jednocześnie większość spółek radzi sobie lepiej niż największe megacapy, to znaczy, że coraz więcej podmiotów podpina się pod ruch wzrostowy, a szeroka hossa jest znacznie bardziej trwała niż hossa oparta na kilku nazwach.









