ASML tonie, TSMC rośnie! Bitcoin i Ethereum znów na fali – a mój portfel z rekordem!

ASML tonie, TSMC rośnie! Bitcoin i Ethereum znów na fali – a mój portfel z rekordem!

Myślałeś, że składu Coca-Coli nie da się zmienić? A Trump zmienił!

Cola będzie teraz słodzona cukrem trzcinowym, bo tak życzy sobie Prezydent.

A na rynkach? ASML pokazał świetne wyniki… i spadł. Ale to nie koniec boomu na AI, bo inwestorzy dalej lecą jak ćmy do światła, byle tylko padły słowa: AI, Ethereum, albo innowacja.

Bitmine szepnęło coś o Ethereum – kurs wystrzelił. Lucid? Poszło w górę, bo Uber rzucił ich nazwą.

A mój publiczny portfel w tym całym chaosie? Znowu bije rekordy.

W tym FinWeeku rozkładam to wszystko na czynniki pierwsze: kto tylko błyszczy, a kto naprawdę zarabia? I co warto dziś mieć w portfelu, kiedy rynek nagradza emocje zamiast liczb?

Najważniejsze wydarzenia tygodnia dla giełd i gospodarekPowiązane wpisy
Krypto wraca z impetemhttps://dnarynkow.pl/te-spolki-z-gieldy-zaskoczyly-nawet-mnie-nawet-300-zysku-choc-nikt-na-nie-nie-stawial/
TSMC rośnie, ASML spadahttps://dnarynkow.pl/nowa-zimna-wojna-usa-i-chiny-walcza-o-ameryke-lacinska-a-ty-mozesz-na-tym-zarobic/
Netflix nadal zaskakuje wynikamihttps://dnarynkow.pl/sp500-bije-rekordy-kupuje-czekam-czy-sprzedaje-zobacz-moj-plan-na-druga-polowe-2025
Robotaksówki Ubera i Lucidahttps://dnarynkow.pl/wojna-z-imigracja-w-usa-kto-straci-kto-zyska-i-czy-gospodarka-to-wytrzyma/
Krypto w planach emerytalnychhttps://dnarynkow.pl/jak-inwestowac-w-surowce-te-fakty-zmienia-twoje-podejscie-sprawdz-co-naprawde-dziala/

ASML tonie, TSMC rośnie! Bitcoin i Ethereum znów na fali – a mój portfel z rekordem!

Nie przegap – nawet 20 darmowych akcji od Freedom24, każda warta do 800 USD!
👉 Szczegóły promocji: https://freedom24.club/dnarynkow_welcome

Dwaj giganci chipów – odwrotne reakcje rynku

Sezon wynikowy w USA się rozkręca, a sektor półprzewodnikowy nie przestaje zaskakiwać. Poznaliśmy wyniki dwóch kluczowych graczy z branży półprzewodników – ASML i TSMC, które wywołały w ostatnich dniach mocne ruchy na rynku. Tylko że… w zupełnie przeciwnych kierunkach.

Akcje ASML po publikacji wyników spadły nawet o 11%, natomiast kurs TSMC wzrósł do nowych maksimów. Powód? Inwestorzy jasno pokazali, co chcą dziś słyszeć od spółek technologicznych: pewność, że boom na AI trwa. Jakiekolwiek podważanie tej pewności spotka się z surową karą.

ASML: Gwałtowny spadek po wynikach

Zacznijmy od TSMC, czyli największego na świecie producenta chipów na zlecenie. Firma podniosła prognozę wzrostu przychodów na 2025 rok do około 30% (wcześniej mówiono o „dwudziestu kilku procentach”), a zysk netto za II kwartał skoczył aż o 61%. Największym motorem napędowym są zamówienia od firm takich jak Nvidia, które produkują chipy do serwerów AI. TSMC przekonuje, że popyt na tego typu układy wciąż przewyższa moce produkcyjne, a informacje o możliwym spowolnieniu wydatków w tym obszarze są mocno przesadzone. Co więcej, firma nie zamierza ciąć planów inwestycyjnych – w tym roku wyda nawet 42 miliardy dolarów na rozwój fabryk, także w USA, Japonii czy Niemczech.

Zupełnie inną narrację zaserwowało inwestorom ASML. Holenderski gigant produkujący maszyny litograficzne, bez których nie da się wytwarzać najnowocześniejszych chipów, i którego jednym z największych klientów jest właśnie TSMC. ASML wycofał się z wcześniejszej prognozy wzrostu na 2026 rok. Prezes przyznał, że coraz trudniej przewidywać przyszłość przez niepewność związaną z globalnymi napięciami handlowymi i politycznymi i chociaż ASML notuje świetne wyniki – w II kwartale zamówienia wyniosły 5,5 miliarda euro, co było powyżej oczekiwań – to inwestorów zaniepokoił ten ostrożniejszy ton wypowiedzi.

ASML: 12 lat nieprzerwanych wzrostów

AI czy polityka? Geopolityczne uwikłanie ASML

Nie bez znaczenia jest tu kontekst geopolityczny. ASML znalazło się w samym środku wojny handlowej między USA a Chinami. Firma ma ograniczenia w sprzedawaniu do Chin najbardziej zaawansowanych maszyn, a dodatkowo, coraz głośniej mówi się o kolejnych cłach nakładanych na półprzewodniki, co utrudnia klientom ASML planowanie inwestycji. Holendrzy jednak mają pewien tzw. political bias podobny do Duńczyków, który omawiałem przy okazji analizowania Novo Nordisk. Fakty są takie, że zarówno TSM jak i ASML biznesowo mają się świetnie. Po prostu Inwestorzy nagradzają firmy, które jasno komunikują, że są beneficjentami boomu AI. To nie jest czas na ostrożne wypowiedzi, jeśli chce się widzieć wzrosty na kursie akcji. Wszelkie oznaki niepewności będą srogo karane.

TSMC w górę, ASML w dół

Kryptowaluty wracają do gry

Zwłaszcza, że kapitał naprawdę ma gdzie dziś płynąć. Na rynku kryptowalut trwa kolejna fala wzrostów, napędzana nie tylko rosnącymi cenami Bitcoina czy Etherum, ale także rosnącym zainteresowaniem dużych inwestorów i firm technologicznych. Bitcoin po raz pierwszy w historii przekroczył poziom 120 tysięcy dolarów, a ETH kontynuuje dynamiczne odbicie, wspinając się powyżej 3 tysięcy dolarów. Za tymi ruchami stoi zarówno sytuacja polityczna w USA, jak i konkretne decyzje dużych graczy rynkowych.

ETH wyprzedza Bitcoina dynamicznie

Wszystko zaczęło się od tzw. „Crypto Week” w amerykańskim Kongresie, podczas którego debatowane są ustawy mające uporządkować zasady dotyczące kryptowalut. Chodzi m.in. o CLARITY Act oraz pakiet GENIUS związany ze stablecoinami. Rynki liczą na bardziej przyjazne przepisy dla sektora krypto, co dodatkowo podsyca wzrosty.

Od strony inwestorów instytucjonalnych widać również wyraźny napływ kapitału. W samym tylko ostatnim tygodniu do amerykańskich ETF-ów opartych na Bitcoinie wpłynęło ponad 2,7 miliarda dolarów, a łączna wartość aktywów zarządzanych przez te fundusze sięga już 151 miliardów dolarów. Otwarta pozycja na kontraktach terminowych na Bitcoina osiągnęła rekordowe 86,3 miliarda dolarów.

ETH nowym Bitcoinem korporacji

Równocześnie rośnie też zainteresowanie Etherum i firmami skupionymi wokół tego ekosystemu. Głośno zrobiło się o spółce Bitmine Immersion Technologies, która zyskała na wartości po tym, jak Peter Thiel – znany miliarder i inwestor – kupił 9% jej akcji poprzez swój fundusz Founders Fund. Bitmine jeszcze niedawno zajmowało się głównie kopaniem Bitcoina, ale teraz przerzuciło się na strategię opartą o posiadanie ETH w bilansie, co w uproszczeniu oznacza, że chce być dla ETH tym, czym MicroStrategy jest dla BTC.

Bitmine eksploduje po wejściu Thiela

Podobnie postępują inne firmy, takie jak SharpLink Gaming czy Bit Digital, które porzuciły działalność związaną z Bitcoinem na rzecz ETH i stakingu tej kryptowaluty. W efekcie ich akcje rosły w ostatnich dniach nawet po kilkadziesiąt procent.

Strategia trzymania etheru (ETH) w bilansie oznacza, że dana firma zamiast inwestować w tradycyjne aktywa (jak gotówka, obligacje czy nieruchomości), kupuje kryptowalutę — w tym przypadku ether — i zapisuje ją jako element swoich aktywów w sprawozdaniach finansowych. W efekcie wraz ze wzrostem posiadanego kryptoaktywa rośnie też wartość firmy, a więc i akcje.

Dodatkowym czynnikiem wspierającym ten trend jest rosnące zainteresowanie stablecoinami, zwłaszcza po udanym IPO firmy Circle. Kryptowaluty przestają być traktowane wyłącznie jako ryzykowny eksperyment, a coraz częściej postrzegane są jako aktywa dla publicznych instytucji. Fundusze venture capital czy duże firmy technologiczne aktywnie angażują się w ten rynek, próbując zająć pozycję zanim rynek ureguluje się na dobre.

Nvidia i BTC deklasują Nasdaq

Do ilu to może oznaczać wzrosty? Nie wiem, ale bez wątpienia wiem, że cykle kryptowalutowe się skończyły i zamierzam szerzej omówić to w innym materiale.

Emerytura w kryptowalutach?

Tym bardziej, że wyceny krypto mogą niedługo dostać kolejnego wielkiego kopa. Donald Trump planuje bowiem podpisać rozporządzenie, które ma ułatwić Amerykanom inwestowanie części oszczędności emerytalnych w tzw. prywatne rynki, czyli fundusze private equity oraz właśnie w kryptowaluty. Chodzi o środki zgromadzone w amerykańskich planach emerytalnych typu 401(k), które na koniec 2024 roku miały wartość ponad 10 bilionów dolarów. Bilionów.

Dotąd dostęp do takich inwestycji mieli głównie najwięksi gracze: fundusze emerytalne czy ubezpieczyciele. Zwykli pracownicy, oszczędzający na emeryturę w 401(k), inwestowali głównie w akcje czy obligacje. Formalnie możliwość dodania do takich planów funduszy private equity już istnieje, ale w praktyce większość firm unika tego rozwiązania, obawiając się pozwów ze strony pracowników niezadowolonych z wyższych opłat czy większego ryzyka.

Nowe rozporządzenie ma zmienić ten stan. Departament Pracy oraz Komisja Papierów Wartościowych mają opracować wytyczne, które pomogą pracodawcom bezpiecznie wdrażać tego typu rozwiązania. Chociaż ostateczna treść rozporządzenia nie została jeszcze opublikowana, inwestycyjna branża z niecierpliwością na nie czeka. Już wcześniej firmy takie jak Apollo, Blackstone czy Blue Owl Capital lobbowali za tym, aby umożliwić im dostęp do środków z 401(k).

W praktyce wdrożenie takiego rozwiązania może zająć jeszcze trochę czasu, bo eksperci podkreślają, że potrzebne będą dodatkowe zmiany prawne – na przykład ograniczenia odpowiedzialności pracodawców czy precyzyjne przepisy dotyczące tego, jakie produkty można oferować uczestnikom planów emerytalnych.

Dlaczego firmy takie jak Apollo mogą na tym skorzystać? Odpowiedź jest prosta: private equity w USA to ogromny rynek, ale największe fundusze powoli wyczerpują możliwości pozyskiwania kapitału od tradycyjnych inwestorów instytucjonalnych. Sięgając po pieniądze zwykłych ludz, otwierają sobie nowe źródło finansowania.

Z punktu widzenia Apollo czy KKR, to szansa na przyciągnięcie miliardów dolarów dodatkowych aktywów pod zarządzanie. Co więcej, produkty private equity często wiążą się z wyższymi opłatami niż standardowe fundusze indeksowe, więc taka zmiana mogłaby mocno podbić ich przychody. Innymi słowy: więcej klientów, więcej pieniędzy do zarządzania, wyższe prowizje — sytuacja idealna dla firm z tego sektora.

Do tej pory inwestor na koncie emerytalnym w USA mógł sobie kupić akcje spółki Apollo, czy KKR, ale po zmianach prawnych będzie mógł oddać swoje pieniądze w zarządzanie dla Apollo lub KKR, żeby to one je inwestowały na rynku prywatnym, a nie publicznym.

Portfel Freedom24 – 70% zysku od początku roku

To wszystko woda na młyn do wyceny mojego publicznego agresywnego portfela Freedom24, który dla was prowadzę i który obecnie praktycznie co tydzień zalicza nowe rekordy. Od początku tego roku dał już solidne +20% liczone w euro! W tym samym czasie S&P500 dał… minus 3%.

Od startu portfela na początku 2024 stopa zwrotu to już prawie +70%. W tym samym czasie S&P500… +25%.

To portfel, który ma udowadniać wam, że da się zarabiać na indywidualnych spółkach zagranicznych i bić nimi indeksy. Wystarczy tylko wiedzieć co się robi!

Ostatnio w portfelu skupiałem się na powiększeniu pozycji w Marathon Digital Holdings, co przy rosnącej pompie Bitcoina na rynku powinno dać portfelowi solidnego kopa w górę. W ostatnim tygodniu nie planowałem jednak żadnej portfelowej zmiany. Wszystko zostało na sowim miejscy, bo tez nie bardzo widzę powód do pożegnania się z jakąkolwiek spółką, a do nowej miesięcznej dopłaty 600 euro zostało już zaledwie dwa tygodnie.

Czasem po prostu warto poczekać i to tez robi obecnie ten portfel – czeka, bo wszystko w nim obecne uważam, za dalej dobrze wycenione. Pełen portfel możecie za każdym razem na bieżąco obserwować na portalu myfund. Link jest w opisie nagrania, ale przestrzegam, że to ogólnie portfel BARDZO ryzykowny i jeśli ktoś ma niską tolerancję na ryzyko, to absolutnie nie powinno się nim w żadnym stopniu inspirować.

Na pewno jednak możecie go w całości odzwierciedlić na koncie we Freedom24, a niektóre z tamtejszych akcji możecie nawet dostać bezpłatnie!

Zakładając konto we Freedom24 z linka w opisie dostajecie do nawet 20 darmowych akcji o wartości do 800 dolarów każda. Jedną akcję możecie dostać już za depozyt zaledwie 1000 euro. Oczywiście możecie ją sobie potem sprzedać i albo wypłacić środki albo kupić coś innego.

Amerykańskie banki zarabiają na niepewności

Może na przykład jakiś amerykański bank, bo trwający sezon wynikowy największych amerykańskich banków za drugi kwartał 2025 roku pokazują jedno: niepewność na rynkach finansowych wcale nie musi szkodzić temu sektorowi. Wręcz przeciwnie — zamieszanie wokół ceł wprowadzanych przez administrację Trumpa czy niejasności związane z polityką Fed sprawiły, że handel na Wall Street rozkręcił się na dobre, a bankowe działy tradingowe notują rekordowe wyniki.

Łączne przychody z działalności handlowej pięciu największych banków w USA wyniosły niemal 34 miliardy dolarów, co oznacza wzrost o 17% rok do roku. Chodzi tu między innymi o prowizje, jakie banki pobierają za kupno i sprzedaż papierów wartościowych, ale też o zarabianie na kredytach inwestycyjnych. Część funduszy zaciąga pożyczki na cele inwestycyjne, a banki zarabiają na tych pożyczkach. Do tego dochodzi trading na własnych rachunek, jaki prowadzą banki.

Liderem tego trendu okazał się Goldman Sachs, gdzie same przychody z tradingu wzrosły o 22%. JPMorgan Chase odnotował wzrost o 15%, a Bank of America zwiększył kapitał przeznaczony na działalność rynkową aż do 49 miliardów dolarów, co pokazuje, że instytucje te świadomie wykorzystują rynkową zmienność, by zwiększyć swoje zyski.

W czym dokładnie tkwi tajemnica tych wyników? Przede wszystkim w zwiększonej aktywności klientów instytucjonalnych, którzy w obliczu politycznych zawirowań częściej handlują obligacjami, akcjami czy instrumentami pochodnymi.

Co ciekawe, nie chodzi już tylko o przychody ze zwykłego obrotu papierami wartościowymi, ale także o zwiększanie wolumenów i angażowanie większego kapitału w obsługę klientów. Regulacje prawne ograniczają co prawda bankom możliwość spekulacji na własny rachunek, ale jak już wspomniałem mogą one zarabiać więcej dzięki większemu zaangażowaniu w finansowanie klientów.

Wall Street bije rekordy handlu

A to wszystko w sytuacji, gdy wiele banków ma dziś więcej kapitału niż wymagają tego regulacje. Ostatnie stress testy pokazały, że instytucje takie jak Bank of America czy JPMorgan dysponują zapasem środków, który mogą wykorzystać właśnie w obszarze tradingu. Dodatkowo planowane zmiany w przepisach mogą pozwolić im trzymać więcej obligacji skarbowych, nie obciążając nadmiernie wskaźników.

Obok wyników z tradingu banki odnotowały również pewne ożywienie w działalności doradczej na rynku fuzji i przejęć. Choć ogólna liczba transakcji na świecie spadła o 12%, to ich wartość wzrosła aż o 27%. Szczególnie w przypadku dużych transakcji — powyżej 500 milionów dolarów — widać powrót apetytu na ruchy strategiczne, zwłaszcza w sektorze technologicznym i finansowym. Firmy szukają sposobu na zwiększenie skali, chcąc lepiej poradzić sobie z polityczną niepewnością i rewolucją technologiczną.

Podsumowując, największe banki inwestycyjne w USA korzystają dziś z dwóch równoległych trendów: niepokoju politycznego, który zwiększa obroty na rynkach, oraz powrotu większych transakcji M&A, czyli przejęć jednej firmy przez drugą, gdzie banki pełnią rolę doradcy i pośrednika. Dla nich to sytuacja niemal idealna: czy będzie spokojnie, czy niespokojnie — i tak znajdą sposób, żeby na tym zarobić. Jedynym realnym ryzykiem pozostają zmiany regulacyjne i potencjalne schłodzenie apetytu na ryzyko ze strony klientów, ale jak na razie — Wall Street wygląda na zadowoloną z obecnych warunków.

Uber i Lucid ruszają z robotaksówkami

Zadowoleni mogą być też niedawni akcjonariusze Lucida. Uber poinformowało, że planuje uruchomić w 2026 roku flotę autonomicznych taksówek opartych na elektrycznych SUV-ach Lucid Gravity, wyposażonych w systemy samojezdne stworzone przez firmę Nuro. Projekt ma wystartować w jednym z dużych amerykańskich miast, a w ciągu sześciu lat Uber chce wprowadzić na ulice co najmniej 20 tysięcy takich pojazdów.

W ramach tej współpracy Uber zainwestuje kilkaset milionów dolarów zarówno w Lucid, jak i Nuro. Z samej puli 300 milionów dolarów trafi do Lucid, które wykorzysta te środki m.in. na dostosowanie linii produkcyjnej do montażu systemów Nuro w modelach Gravity. Dla Lucid to ważne wsparcie finansowe, bo firma nie radzi sobie ostatnio najlepiej.

Lucid: Od euforii do dołka

Lucid i Nuro testują już prototypowe robotaksówki na zamkniętym torze w Las Vegas. Uber z kolei stopniowo rozbudowuje swoją ofertę autonomicznych przejazdów, współpracując z różnymi partnerami — w USA m.in. z Waymo czy Volkswagenem, a niedawno także z chińskim Baidu poza rynkiem amerykańskim. Obecnie autonomiczne przejazdy dostępne są przez aplikację Ubera w Phoenix, Austin, Atlancie i Abu Zabi.

Dla Ubera to kolejny krok w kierunku modelu biznesowego opartego na współpracy z firmami wyspecjalizowanymi w technologiach AV, zamiast rozwijać je samodzielnie, jak to było w przeszłości.

Konkurencja na rynku robotaksówek wyraźnie przyspiesza. Tesla uruchomiła w czerwcu własne usługi autonomiczne w Austin, a Elon Musk zapowiada rozwój tego projektu w kolejnych miastach.

Dla Lucid współpraca z Uberem to nie tylko zastrzyk finansowy, ale też szansa na zdobycie dużego, stabilnego odbiorcy dla swojego drugiego modelu — Gravity. Firma zakłada, że w 2025 roku wyprodukuje około 20 tysięcy pojazdów, czyli ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej.

Lucid rozwija też własne systemy wspomagania kierowcy. W tym tygodniu zapowiedziano wprowadzenie funkcji jazdy bez trzymania rąk na kierownicy oraz asystenta zmiany pasa. Firma podkreśla, że planuje łączyć rozwój własnych technologii z projektami realizowanymi wspólnie z partnerami, takimi jak Uber czy saudyjska uczelnia King Abdullah University of Science and Technology.

Cały projekt pokazuje, że rynek autonomicznych pojazdów zaczyna wchodzić w fazę bardziej dojrzałą — nie chodzi już tylko o testy, ale o realne wdrażanie rozwiązań na masową skalę z udziałem dużych graczy technologicznych i motoryzacyjnych.

Zdołowany do tej pory kurs Lucid odreagował na wieść o tej współpracy i akcje w trakcie jednej sesji poszybowały o ponad 40% w górę.

Lucid wybija po newsach Ubera

Netflix – stabilna dominacja mimo lekkiej korekty

Podobne sukcesy może też odtrąbić Netflix, który pokazał po raz kolejny mocne wyniki. Tym razem za drugi kwartał 2025 roku, wyraźnie przekraczając oczekiwania analityków pod względem przychodów i zysków. W okresie od kwietnia do czerwca firma wypracowała 11,1 miliarda dolarów przychodów, a zysk netto na akcję wyniósł 7,19 dolara. Jednocześnie Netflix podniósł swoje prognozy na cały 2025 rok, zarówno jeśli chodzi o sprzedaż, jak i marże operacyjne.

Choć drugi kwartał tradycyjnie bywa dla Netflixa słabszym okresem pod względem pozyskiwania nowych użytkowników, w tym roku firma utrzymała wysokie tempo dzięki premierom popularnych seriali, takich jak trzeci sezon Ginny & Georgia oraz finałowy sezon Squid Game. Pomogła również słabsza kondycja dolara, ponieważ ponad dwie trzecie przychodów Netflix generuje poza Stanami Zjednoczonymi.

Mimo bardzo dobrych wyników, akcje spółki na giełdzie delikatnie spadły, ale ciężko na rynku za każdym razem doszukiwać się logiki, szczególnie w tak krótkim terminie. Szczególnie, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy kurs Netflixa niemal się podwoił, a wartość rynkowa firmy przekroczyła już 500 miliardów dolarów. To więcej niż łączna wycena takich gigantów jak Walt Disney, Comcast i Warner Bros. Discovery.

Wyniki Netflixa przewyższyły oczekiwania analityków o niecałe 2%, co dla części inwestorów mogło być poniżej bardzo optymistycznych założeń. Dotyczyło to szczególnie segmentu wydarzeń na żywo, który wzbudzał spore nadzieje. Po publikacji wyników pojawiła się więc lekka realizacja zysków.

Netflix prognozuje przyspieszenie wzrostu

Od pewnego czasu Netflix nie podaje już oficjalnych danych o liczbie subskrybentów, koncentrując się na bardziej klasycznych wskaźnikach takich jak przychody czy marże. W drugim kwartale wzrost sprzedaży o 16% to efekt wyższych cen abonamentów, wzrostu bazy klientów oraz zwiększających się wpływów z reklam.

Na cały 2025 rok Netflix prognozuje przychody sięgające 45,2 miliarda dolarów, a marża operacyjna ma wzrosnąć do 29,5%. Zysk netto po raz pierwszy w historii firmy ma przekroczyć 10 miliardów dolarów, m.in. dzięki korzystnym kursom walutowym i nowym premierom zaplanowanym na drugą połowę roku. W ofercie pojawią się wtedy kolejne sezony Stranger Things i Wednesday oraz filmy takie jak Happy Gilmore 2.

Na rynku streamingowym konkurencja jest jednak coraz większa, a udział Netflixa w ogólnym czasie oglądania telewizji w USA nie zwiększył się w ostatnich 12 miesiącach. Średni czas spędzany przez użytkownika na platformie pozostaje podobny jak dwa lata temu.

Netflix mógłby zwiększyć swój udział poprzez przejęcia, zwłaszcza że niektóre firmy z branży medialnej, jak Warner Bros. czy Comcast, restrukturyzują swoje biznesy. Zarząd firmy deklaruje jednak, że preferuje rozwój organiczny. Liczy na to, że w drugiej połowie roku zaangażowanie użytkowników wzrośnie, a Netflix będzie w stanie przejąć część widowni od konkurentów.

Coca-Cola z cukrem trzcinowym – Trump znów zaskakuje

Na koniec przeskakujemy jeszcze do niecodziennego tematu i pomysłu Trumpa. Nie ma chyba materiału od pół roku bez takiego? Donald Trump ogłosił, że Coca-Cola zgodziła się na wprowadzenie w USA wersji napoju słodzonej cukrem trzcinowym zamiast popularnego w Stanach syropu glukozowo-fruktozowego. Prezydent poinformował o tym na swoim profilu w serwisie Truth Social, podkreślając, że rozmawiał z przedstawicielami firmy i uzyskał ich zgodę na taki krok.

Coca-Cola potwierdziła, że planuje wprowadzić nowe warianty produktów, choć nie sprecyzowała, czy wszystkie sprzedawane w USA napoje będą odtąd słodzone wyłącznie cukrem trzcinowym. Szczegóły mają zostać przedstawione podczas publikacji wyników finansowych 22 lipca.

Na rynku zareagowano natychmiast: akcje Coca-Coli wzrosły w czwartek nawet o 1,2%, natomiast notowania Archer-Daniels-Midland, producenta syropu glukozowo-fruktozowego, spadły o około 2%.

Coca-Cola rośnie po zapowiedzi
ADM traci po zapowiedzi Trumpa

W USA tradycyjne Coca-Cola Classic zawiera właśnie syrop kukurydziany o wysokiej zawartości fruktozy, który jest tańszy i bardziej trwały niż cukier. Takie rozwiązanie dominuje w amerykańskim przemyśle spożywczym od lat, ale budzi coraz więcej kontrowersji w kontekście zdrowia. Głośnym krytykiem syropu jest Robert F. Kennedy Jr., sekretarz ds. zdrowia, który zwraca uwagę, że jego powszechne użycie przyczynia się do problemów zdrowotnych Amerykanów.

Z danych Departamentu Rolnictwa wynika, że cukier trzcinowy stanowi około 30% krajowej podaży cukru w USA, reszta pochodzi głównie z buraków cukrowych oraz z importu.

Producenci syropu kukurydzianego nie kryją niezadowolenia. Ich przedstawiciel, John Bode, twierdzi, że taka zmiana zaszkodziłaby amerykańskim rolnikom oraz producentom żywności, prowadząc do utraty miejsc pracy i zwiększenia importu cukru zza granicy. W jego ocenie zastąpienie syropu cukrem trzcinowym nie daje żadnych korzyści zdrowotnych, a jedynie obciąża krajowy przemysł.

Warto dodać, że sam Trump od lat jest znany jako miłośnik Diet Coke, słodzonej sztucznym słodzikiem. Podczas jego inauguracji prezes Coca-Coli wręczył mu nawet specjalną butelkę z dedykacją.

Podsumowując, sprawa ma zarówno wymiar biznesowy, jak i polityczny. Z jednej strony może być to ruch marketingowy ze strony Coca-Coli, który trafi w gust konsumentów poszukujących „bardziej naturalnych” produktów. Z drugiej — temat dotyka interesów amerykańskiego rolnictwa i przetwórstwa, które w dużej mierze opiera się właśnie na syropie kukurydzianym. Jak faktycznie zmieni się skład Coca-Coli w USA, okaże się w kolejnych tygodniach.

Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

Nie przegap – nawet 20 darmowych akcji od Freedom24, każda warta do 800 USD!
👉 Szczegóły promocji: https://freedom24.club/dnarynkow_welcome

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00



    Chcę zapisać się do newslettera i wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych przeze mnie danych zgodnie z Polityką Prywatności strony DNA Rynków.

    67
    5
    Zastrzeżenie prawne

    Materiały DNA Rynków, w szczególności aktualizacje Strategii DNA Rynków, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

    Subskrybuj
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments