Microsoft i nowy Copilot
Microsoft i nowy Copilot
Microsoft właśnie wypuścił coś, co może potencjalnie zmienić narrację wokół jego AI. Pokazali Copilota, który ma przestać być po prostu czatem podpiętym do pakietu Office, a stać się czymś w rodzaju systemu operacyjnego do pracy, czyli jednym miejscem, z którego AI może faktycznie wykonywać pracę w całej firmie.
Najprościej wyobrazić sobie to tak, że dzisiaj pracownik sam skacze sobie pomiędzy Outlookiem, Teamsem, Excelem, dokumentami i kolejnymi systemami firmy, ale docelowo ma powiedzieć Copilotowi „słuchaj, przygotuj mnie do spotkania z tym klientem”, a agent sam znajdzie korespondencję, przejrzy dokumenty, sprawdzi liczby, zrobi analizę i przygotuje prezentację. Autopilot idzie jeszcze dalej, bo taki agent może działać przez cały czas, mieć własną tożsamość i wykonywać zadania bez czekania za każdym razem na kolejny prompt.
I tutaj zaczyna się dla mnie najciekawsza część z perspektywy inwestycyjnej bo Microsoft ma już Outlooka, Teamsa, Office'a, SharePointa, Azure, GitHuba, ogromną część danych przedsiębiorstw i przede wszystkim uprawnienia potrzebne agentowi, żeby mógł nie tylko odpowiadać na pytania, ale faktycznie coś zrobić. Do tego Microsoft raportował już ponad 30 mln płatnych użytkowników Copilota, więc oczywiście nie zaczynają tutaj od zera.
Do tej pory problem polegał na tym, że Copilot przez długi czas wyglądał gorzej, niż sugerowałaby przewaga dystrybucyjna Microsoftu. Firma miała praktycznie wszystkie potrzebne klocki, ale bardzo brakowało jej takiej organicznej innowacji produktowej, przy której można byłoby powiedzieć: "dobra, teraz rozumiem, dlaczego pracownik miałby zaczynać dzień właśnie tutaj".
Ten update wygląda pod tym względem dużo ciekawiej, bo sam interfejs i sposób korzystania z Copilota zaczynają wreszcie pasować do tego, jak ogromną przewagę Microsoft już ma.
Ogólnie od dawna postrzegam dystrybucję całego ekosystemu Microsoftu jako potencjalnie niedoceniany motor monetyzacji AI. Problem w tym, że spółka do tej pory moim zdaniem nie wykorzystywała w pełni tego potencjału. W ostatnich wynikach widzieliśmy już poprawę adopcji i monetyzacji Copilota, a teraz po raz pierwszy od dłuższego czasu dochodzi do tego produkt, który wygląda jak wyraźny krok naprzód i spotyka się z pozytywnym odbiorem.
Oczywiście nadal trzeba zobaczyć, czy ludzie naprawdę zaczną tego używać w taki sposób i delegować agentom całe procesy, a przede wszystkim czy Microsoft dowiezie odpowiednią jakość i niezawodność działania. To pozostaje otwartym pytaniem. Ale po raz pierwszy od dłuższego czasu można sensownie wyobrazić sobie świat, w którym pracownik nie korzysta już osobno z dziesięciu aplikacji Microsoftu. Korzysta z Copilota, a Copilot korzysta z nich za niego.
Najnowsze.
Wielcy pokazali karty, czyli co agenci Google, OpenAI i Microsoftu mówią o Mecie
Similarweb policzył, że 5 października Muse miało 2,182 mln dziennych aktywnych użytkowników w aplikacjach na iPhone'a i Androida. Trzynastego września, według odczytu z tego samego wykresu, było ich około 0,2 mln, więc w trzy tygodnie liczba wzrosła około dziesięciokrotnie.
Ponad dwa tygodnie po moim webinarze o Mecie swoich nowych agentów pokazali Microsoft, OpenAI i Google, więc sprawdzam przy okazji, co z tego, co mówiłem 22 września, na razie się potwierdza.
Broadcom szuka kolejnych miliardów dla OpenAI. Geniusze z Mongolii potrzebują pieniędzy na studia
Bloomberg donosi, że Broadcom prowadzi wstępne rozmowy dotyczące pozyskania około 30 mld USD finansowania dłużnego, które miałoby umożliwić OpenAI zakup projektowanych wspólnie akceleratorów AI. Z kolei Wall Street Journal wskazuje na kwotę przekraczającą 50 mld USD. To doniesienia o potencjalnym finansowaniu tego samego przedsięwzięcia, przy czym formalny proces według Bloomberga jeszcze się nie rozpoczął, a ostateczna struktura transakcji pozostaje otwarta.
Co ciekawe, zaledwie kilka dni temu informowano o organizowanym przez Broadcom pakiecie finansowania o wartości 60 mld USD, przeznaczonym na infrastrukturę wykorzystywaną przez Anthropic i innych klientów. Z tej kwoty 42 mld USD stanowi dług zabezpieczony, przy którym Broadcom zapewnia wsparcie wartości rezydualnej sprzętu. Oznacza to, że spółka pomaga klientom finansować zakup infrastruktury, a jednocześnie bierze na siebie część ryzyka związanego z jej przyszłą wartością.
I tutaj przypomniał mi się jeden z zabawniejszych fragmentów ostatniej konferencji wynikowej Broadcomu. Hock Tan, zapytany o zależność zamówień od zewnętrznego finansowania Anthropic i OpenAI, porównał te firmy do dwóch geniuszy znajdujących się gdzieś pośrodku Mongolii, którzy muszą dostać się na studia, żeby zrealizować swój potencjał. Broadcom, jak tłumaczył, po prostu robi wszystko, co może, żeby im w tym pomóc. No cóż, wygląda na to, że Hock Tan właśnie organizuje obu geniuszom kredyt studencki na kilkadziesiąt miliardów dolarów.
Żarty żartami, ale ekonomicznie ma to sporo sensu. Broadcom chce sprzedawać coraz więcej własnych akceleratorów, a jego dwaj potencjalnie najwięksi klienci potrzebują ogromnych nakładów, żeby móc budować własną infrastrukturę obliczeniową. Na tej samej konferencji Tan przekonywał, że oba laboratoria z czasem staną się samodzielnymi hyperscalerami. Finansowanie ma więc przyspieszyć ich rozwój, a przy okazji zabezpieczyć przyszły popyt na produkty Broadcomu.
Tyle że właśnie tutaj zaczyna się również ryzyko circular financing. Coraz większa część popytu na infrastrukturę AI zależy od tego, czy dostawcy sprzętu i instytucje finansowe będą gotowi pomagać klientom finansować kolejne zakupy. Sam mechanizm nie musi być niczym złym, szczególnie jeśli OpenAI i Anthropic faktycznie osiągną skalę przychodów, której spodziewa się Hock Tan. Problem pojawi się wtedy, gdy tempo monetyzacji AI nie nadąży za nakładami, a wierzyciele zaczną bardziej konserwatywnie podchodzić do finansowania kolejnych projektów. W takim scenariuszu ryzyko nie ograniczy się już do samych laboratoriów, ale zacznie przenosić się również na ich dostawców.
Tencent sięga po kolejne miliardy na AI
Tencent rozważa emisję obligacji o wartości nawet 5 mld USD, żeby sfinansować rosnące inwestycje w AI i infrastrukturę obliczeniową. Według Bloomberga papiery mogą być denominowane w dolarach oraz offshore yuanach, a emisja może ruszyć jeszcze w październiku. Tencent na razie oficjalnie tego nie potwierdził.
Co ciekawe, byłaby to już druga duża emisja długu Tencent w ciągu kilku miesięcy. W czerwcu spółka pozyskała około 4,7 mld USD, w największej emisji obligacji od 2020 roku. Środki miały służyć m.in. rozwojowi produktów i usług AI.
To kolejny przykład tego, jak boom AI coraz mocniej wchodzi na rynek długu. Tencent dołącza do rosnącej grupy firm, które zamiast finansować cały wzrost capexu wyłącznie z własnych przepływów, sięgają po obligacje i inne formy finansowania, żeby przyspieszyć budowę infrastruktury AI.
Intensyfikujące się inwestycje Tencenta w AI mają też moim zdaniem ciekawą konsekwencję dla Sea Limited, w której chiński gigant posiada 17,0% akcji, czyli około 104,3 mln sztuk, według ostatniego raportu rocznego Sea.
Tencent uważam za jednego z lepiej spozycjonowanych kandydatów do stworzenia chińskiego odpowiednika Muse, więc trudno zakładać, że jego ambicje inwestycyjne w AI będą malały. Jeśli jednak skala wydatków na AI zacznie z czasem ograniczać elastyczność bilansową i gotówkową spółki, naturalnym źródłem dodatkowego kapitału może stać się sprzedaż części posiadanych aktywów, w tym właśnie akcji Sea.
Nie twierdzę, że Tencent już je sprzedaje, bo nie mam na to potwierdzenia, tylko zastanawiam się jednak, czy inwestorzy nie zaczynają przynajmniej częściowo dyskontować takiego scenariusza. Dla Sea byłoby to ryzyko bardzo dużej podaży akcji, nawet gdyby sam biznes rozwijał się zgodnie z oczekiwaniami.