Dlaczego dzisiejszy CPI trzyma rynek za gardło?
Dlaczego dzisiejszy CPI trzyma rynek za gardło?
Dziś rynek patrzy na jedną liczbę, czyli na publikacje czerwcowych danych o inflacji CPI, które zdecydują, czy Fed podniesie stopy już 29 lipca, czy jeszcze poczeka. Reszta może zaczekać.
Popatrzcie, jak szybko to się przestawia. Jeszcze miesiąc temu CME FedWatch dawał na lipcową podwyżkę raptem 8,3%, w praktyce temat był odpisany. Dziś to już 41,2% na skok do 3,75-4,00%, a 58,8% wciąż obstawia, że stopy zostają na 3,50-3,75% (stan na godzinę 9:40). Tydzień temu było 26,7%, w piątek 34,2%, więc rynek przestraja się niemal z sesji na sesję.
I rzadko jedna liczba tak wprost układa się w decyzję Fedu. Core miesiąc do miesiąca wyjdzie 0,3% i lipcowa podwyżka robi się bardzo realna. Do tego tego samego ranka Warsh zeznaje w Kongresie, więc rynek dostaje dwa uderzenia w kilka godzin.
Dlaczego Warsh mógłby chcieć stopy podnieść?
Dla Warsha to pierwsza duża decyzja w nowym fotelu, i od razu niewygodna, bo w praktyce chodzi o cofnięcie zeszłorocznych cięć. Fed ściął wtedy stopy trzy razy, bojąc się o rynek pracy, a ten strach się nie ziścił i rynek pracy trzyma się mocno. Część komitetu uważa więc, że dwie ostatnie obniżki były zbędne, a Waller, który rok temu pchał cięcia, mówi teraz, że ryzyka „całkowicie się odwróciły". W grze jest raczej jedna korekta niż cały cykl podwyżek, czyli odebranie zeszłorocznego ubezpieczenia, którego gospodarka już nie potrzebuje.
Najciekawsze jest jednak to, skąd ta inflacja się bierze. Płace Fed uznał niedawno za zgodne z celem 2%, więc nie tędy droga. Ceny ciągną cła, wojna z Iranem przez energię i nawozy, a coraz mocniej sam boom AI. O ile cła i ropę bank centralny zwykle przeczekuje jako jednorazowy szok, o tyle setki miliardów lecące w data center to żywy popyt, a taki popyt stopami akurat da się przydusić. Williams z nowojorskiego Fedu mówił wprost, że ceny półprzewodników i sprzętu elektrycznego wyglądają na wykresie jak „kije hokejowe" i że akurat takiej presji nie powinno się przeczekiwać. Dla jastrzębia to gotowy argument, że dzisiejsza drożyzna wymaga reakcji.
Jest wreszcie motyw czysto Warshowy. Jest nowy, o własnych poglądach powiedział niewiele, a pierwszą podwyżką mógłby albo postawić pieczęć pod swoją wiarygodnością strażnika stabilnych cen, albo po prostu wziąć na siebie ruch, który i tak uważa za nieunikniony. Wszystko jednak zależy od danych core za miesięczny core rzędu 0,2% albo niżej. oki co jastrzębie nie mają na lipiec większości.
Dlatego cały dzisiejszy nastrój wisi na jednym odczycie. Gorący core i rynek na serio wycenia lipcową podwyżkę, rentowności w górę, ryzyko pod presją, indeksy w efekcie spadną.
Dane zostaną opublikowane dziś o godzinie 14:30 czasu polskiego, czyli o 8:30 czasu wschodniego w USA.
Najnowsze.
Wielcy pokazali karty, czyli co agenci Google, OpenAI i Microsoftu mówią o Mecie
Similarweb policzył, że 5 października Muse miało 2,182 mln dziennych aktywnych użytkowników w aplikacjach na iPhone'a i Androida. Trzynastego września, według odczytu z tego samego wykresu, było ich około 0,2 mln, więc w trzy tygodnie liczba wzrosła około dziesięciokrotnie.
Ponad dwa tygodnie po moim webinarze o Mecie swoich nowych agentów pokazali Microsoft, OpenAI i Google, więc sprawdzam przy okazji, co z tego, co mówiłem 22 września, na razie się potwierdza.
Broadcom szuka kolejnych miliardów dla OpenAI. Geniusze z Mongolii potrzebują pieniędzy na studia
Bloomberg donosi, że Broadcom prowadzi wstępne rozmowy dotyczące pozyskania około 30 mld USD finansowania dłużnego, które miałoby umożliwić OpenAI zakup projektowanych wspólnie akceleratorów AI. Z kolei Wall Street Journal wskazuje na kwotę przekraczającą 50 mld USD. To doniesienia o potencjalnym finansowaniu tego samego przedsięwzięcia, przy czym formalny proces według Bloomberga jeszcze się nie rozpoczął, a ostateczna struktura transakcji pozostaje otwarta.
Co ciekawe, zaledwie kilka dni temu informowano o organizowanym przez Broadcom pakiecie finansowania o wartości 60 mld USD, przeznaczonym na infrastrukturę wykorzystywaną przez Anthropic i innych klientów. Z tej kwoty 42 mld USD stanowi dług zabezpieczony, przy którym Broadcom zapewnia wsparcie wartości rezydualnej sprzętu. Oznacza to, że spółka pomaga klientom finansować zakup infrastruktury, a jednocześnie bierze na siebie część ryzyka związanego z jej przyszłą wartością.
I tutaj przypomniał mi się jeden z zabawniejszych fragmentów ostatniej konferencji wynikowej Broadcomu. Hock Tan, zapytany o zależność zamówień od zewnętrznego finansowania Anthropic i OpenAI, porównał te firmy do dwóch geniuszy znajdujących się gdzieś pośrodku Mongolii, którzy muszą dostać się na studia, żeby zrealizować swój potencjał. Broadcom, jak tłumaczył, po prostu robi wszystko, co może, żeby im w tym pomóc. No cóż, wygląda na to, że Hock Tan właśnie organizuje obu geniuszom kredyt studencki na kilkadziesiąt miliardów dolarów.
Żarty żartami, ale ekonomicznie ma to sporo sensu. Broadcom chce sprzedawać coraz więcej własnych akceleratorów, a jego dwaj potencjalnie najwięksi klienci potrzebują ogromnych nakładów, żeby móc budować własną infrastrukturę obliczeniową. Na tej samej konferencji Tan przekonywał, że oba laboratoria z czasem staną się samodzielnymi hyperscalerami. Finansowanie ma więc przyspieszyć ich rozwój, a przy okazji zabezpieczyć przyszły popyt na produkty Broadcomu.
Tyle że właśnie tutaj zaczyna się również ryzyko circular financing. Coraz większa część popytu na infrastrukturę AI zależy od tego, czy dostawcy sprzętu i instytucje finansowe będą gotowi pomagać klientom finansować kolejne zakupy. Sam mechanizm nie musi być niczym złym, szczególnie jeśli OpenAI i Anthropic faktycznie osiągną skalę przychodów, której spodziewa się Hock Tan. Problem pojawi się wtedy, gdy tempo monetyzacji AI nie nadąży za nakładami, a wierzyciele zaczną bardziej konserwatywnie podchodzić do finansowania kolejnych projektów. W takim scenariuszu ryzyko nie ograniczy się już do samych laboratoriów, ale zacznie przenosić się również na ich dostawców.
Tencent sięga po kolejne miliardy na AI
Tencent rozważa emisję obligacji o wartości nawet 5 mld USD, żeby sfinansować rosnące inwestycje w AI i infrastrukturę obliczeniową. Według Bloomberga papiery mogą być denominowane w dolarach oraz offshore yuanach, a emisja może ruszyć jeszcze w październiku. Tencent na razie oficjalnie tego nie potwierdził.
Co ciekawe, byłaby to już druga duża emisja długu Tencent w ciągu kilku miesięcy. W czerwcu spółka pozyskała około 4,7 mld USD, w największej emisji obligacji od 2020 roku. Środki miały służyć m.in. rozwojowi produktów i usług AI.
To kolejny przykład tego, jak boom AI coraz mocniej wchodzi na rynek długu. Tencent dołącza do rosnącej grupy firm, które zamiast finansować cały wzrost capexu wyłącznie z własnych przepływów, sięgają po obligacje i inne formy finansowania, żeby przyspieszyć budowę infrastruktury AI.
Intensyfikujące się inwestycje Tencenta w AI mają też moim zdaniem ciekawą konsekwencję dla Sea Limited, w której chiński gigant posiada 17,0% akcji, czyli około 104,3 mln sztuk, według ostatniego raportu rocznego Sea.
Tencent uważam za jednego z lepiej spozycjonowanych kandydatów do stworzenia chińskiego odpowiednika Muse, więc trudno zakładać, że jego ambicje inwestycyjne w AI będą malały. Jeśli jednak skala wydatków na AI zacznie z czasem ograniczać elastyczność bilansową i gotówkową spółki, naturalnym źródłem dodatkowego kapitału może stać się sprzedaż części posiadanych aktywów, w tym właśnie akcji Sea.
Nie twierdzę, że Tencent już je sprzedaje, bo nie mam na to potwierdzenia, tylko zastanawiam się jednak, czy inwestorzy nie zaczynają przynajmniej częściowo dyskontować takiego scenariusza. Dla Sea byłoby to ryzyko bardzo dużej podaży akcji, nawet gdyby sam biznes rozwijał się zgodnie z oczekiwaniami.