WIG20 nie wytrzymał zewnętrznej presji podaży, ale nadal relatywnie silny
WIG20 nie wytrzymał zewnętrznej presji podaży, ale nadal relatywnie silny
Po pięciu kolejnych sesjach wzrostowych, w trakcie których WIG20 zyskał łącznie +4,06% (+162,45 pkt.), dziś byki musiały uznać wyższość strony podażowej. Główny indeks stracił -0,72% (-29,93 pkt.). Powodem tej przeceny było wyraźne pogorszenie atmosfery zewnętrznej, szczególnie na głównych parkietach europejskich po tym, jak dalsza eskalacja bliskowschodniego konfliktu doprowadziła do wzrostu cen ropy Brent powyżej psychologicznej bariery 100 dolarów za baryłkę, a rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych wystrzeliła w górę powyżej kluczowego poziomu 4,80% do 4,86%.
Przy spadkach głównych indeksów europejskich (DAX -1,66%, CAC40 -1,99%) oraz wobec technicznych sygnałów sprzedaż na wykresach tych benchmarków, trudno było dziś uniknąć spadków w Warszawie, pomimo że co najmniej od początku września nasz rynek pozostaje zdecydowanie silniejszy od swoich zachodnioeuropejskich konkurentów.
W uniknięciu przeceny nie pomogli też Amerykanie. Sesja na Wall Street w chwili pisania tego komentarza pozostawała pod presją podaży prowadzącej do spadku głównych indeksów S&P 500 oraz Nasdaq 100 odpowiednia o -0,47% oraz -0,32%.
Dalszy wzrost cen ropy wraz z globalnym wzrostem rentowności obligacji to czytelne sygnały sugerujące coraz większą presję na podwyżki stóp procentowych przez Fed oraz inne banki centralne, a także coraz większa konkurencja dla rynku akcji ze strony obligacji. Inwestorzy z duszą na ramieniu czekają też na jutrzejsze dane o inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych za sierpień. Mogą one bowiem przesądzić o podwyżce stóp Fed już podczas przyszłotygodniowego posiedzenia rezerwy Federalnej.
Po dzisiejszym spadku o -0,72% sytuacja na wykresie indeksu WIG20 pozostaje stabilna i jest daleka od tego pogorszenia, jakie widzimy na wykresach DAX oraz CAC40. Kurs głównego benchmarku utrzymuje się bardzo blisko wczorajszego rekordu wszechczasów i na razie nie generuje żadnych niepokojących sygnałów technicznych, choć oczywiście pogłębienie dzisiejszego odejścia nie byłoby niczym szczególnym po ostatnim pokazie siły rynku.
Najnowsze.
ASML już pracuje nad następcą High-NA EUV. Perspektywa? Około 10 lat
Reuters donosi, że inżynierowie ASML i jego kluczowego partnera optycznego, Carl Zeiss, opublikowali pracę naukową opisującą Hyper-NA EUV, czyli potencjalnego następcę najbardziej zaawansowanych maszyn litograficznych ASML. Według autorów technologia mogłaby być gotowa za około 10 lat, a więc w okolicach 2036 roku.
Nowy system miałby zwiększyć aperturę numeryczną z 0,55 w obecnym High-NA do co najmniej 0,75, umożliwiając drukowanie struktur o rozmiarach nawet 5 nm, ponad jedną trzecią mniejszych niż w High-NA. Mówimy tutaj o wielkości drukowanych struktur, a nie o nazwie procesu technologicznego 5 nm. Co ciekawe, Zeiss jest już podobno w stanie produkować lustra o wymaganej precyzji, a Hyper-NA mogłoby wykorzystywać dotychczasowe źródło światła EUV. Oznaczałoby to rozwój obecnej architektury bez konieczności budowania całej technologii od nowa.
Warto jednak pamiętać, że ASML rozpoczął prace rozwojowe, ale nie podjął jeszcze decyzji o komercyjnej produkcji Hyper-NA. Zresztą sama generacja High-NA dopiero wchodzi na rynek. Intel już wykorzystuje ją w produkcji, Samsung i SK Hynix zapowiadają szersze wdrożenia w 2028 roku, a TSMC w 2030 roku.
Moim zdaniem ta informacja dobrze pokazuje, jak trudno będzie komukolwiek podważyć pozycję ASML w najbardziej zaawansowanej litografii. Firma już dziś prowadzi badania nad technologią, której komercjalizacja może nastąpić dopiero za dekadę, wykorzystując kompetencje i łańcuch dostaw budowane przez dziesięciolecia. Oczywiście nie jest to żaden krótkoterminowy katalizator wyników, ale kolejny przykład przewagi technologicznej, która sprawia, że ASML pozostaje jednym z najbardziej wyjątkowych biznesów w całym sektorze półprzewodników.
Wielcy pokazali karty, czyli co agenci Google, OpenAI i Microsoftu mówią o Mecie
Similarweb policzył, że 5 października Muse miało 2,182 mln dziennych aktywnych użytkowników w aplikacjach na iPhone'a i Androida. Trzynastego września, według odczytu z tego samego wykresu, było ich około 0,2 mln, więc w trzy tygodnie liczba wzrosła około dziesięciokrotnie.
Ponad dwa tygodnie po moim webinarze o Mecie swoich nowych agentów pokazali Microsoft, OpenAI i Google, więc sprawdzam przy okazji, co z tego, co mówiłem 22 września, na razie się potwierdza.
Broadcom szuka kolejnych miliardów dla OpenAI. Geniusze z Mongolii potrzebują pieniędzy na studia
Bloomberg donosi, że Broadcom prowadzi wstępne rozmowy dotyczące pozyskania około 30 mld USD finansowania dłużnego, które miałoby umożliwić OpenAI zakup projektowanych wspólnie akceleratorów AI. Z kolei Wall Street Journal wskazuje na kwotę przekraczającą 50 mld USD. To doniesienia o potencjalnym finansowaniu tego samego przedsięwzięcia, przy czym formalny proces według Bloomberga jeszcze się nie rozpoczął, a ostateczna struktura transakcji pozostaje otwarta.
Co ciekawe, zaledwie kilka dni temu informowano o organizowanym przez Broadcom pakiecie finansowania o wartości 60 mld USD, przeznaczonym na infrastrukturę wykorzystywaną przez Anthropic i innych klientów. Z tej kwoty 42 mld USD stanowi dług zabezpieczony, przy którym Broadcom zapewnia wsparcie wartości rezydualnej sprzętu. Oznacza to, że spółka pomaga klientom finansować zakup infrastruktury, a jednocześnie bierze na siebie część ryzyka związanego z jej przyszłą wartością.
I tutaj przypomniał mi się jeden z zabawniejszych fragmentów ostatniej konferencji wynikowej Broadcomu. Hock Tan, zapytany o zależność zamówień od zewnętrznego finansowania Anthropic i OpenAI, porównał te firmy do dwóch geniuszy znajdujących się gdzieś pośrodku Mongolii, którzy muszą dostać się na studia, żeby zrealizować swój potencjał. Broadcom, jak tłumaczył, po prostu robi wszystko, co może, żeby im w tym pomóc. No cóż, wygląda na to, że Hock Tan właśnie organizuje obu geniuszom kredyt studencki na kilkadziesiąt miliardów dolarów.
Żarty żartami, ale ekonomicznie ma to sporo sensu. Broadcom chce sprzedawać coraz więcej własnych akceleratorów, a jego dwaj potencjalnie najwięksi klienci potrzebują ogromnych nakładów, żeby móc budować własną infrastrukturę obliczeniową. Na tej samej konferencji Tan przekonywał, że oba laboratoria z czasem staną się samodzielnymi hyperscalerami. Finansowanie ma więc przyspieszyć ich rozwój, a przy okazji zabezpieczyć przyszły popyt na produkty Broadcomu.
Tyle że właśnie tutaj zaczyna się również ryzyko circular financing. Coraz większa część popytu na infrastrukturę AI zależy od tego, czy dostawcy sprzętu i instytucje finansowe będą gotowi pomagać klientom finansować kolejne zakupy. Sam mechanizm nie musi być niczym złym, szczególnie jeśli OpenAI i Anthropic faktycznie osiągną skalę przychodów, której spodziewa się Hock Tan. Problem pojawi się wtedy, gdy tempo monetyzacji AI nie nadąży za nakładami, a wierzyciele zaczną bardziej konserwatywnie podchodzić do finansowania kolejnych projektów. W takim scenariuszu ryzyko nie ograniczy się już do samych laboratoriów, ale zacznie przenosić się również na ich dostawców.